

Cały świat
Alicja w Krainie Czarów
Pewnego ciepłego dnia Alicja siedziała nad brzegiem obok swojej siostry i strasznie się nudziła.
- Kraj
- Cały świat
- Wiek
- 7–11 lat
- Czas czytania
- 14 min

Posłuchaj baśni
Alicja w Krainie Czarów
Pewnego ciepłego dnia Alicja siedziała nad brzegiem obok swojej siostry i strasznie się nudziła.
Siostra czytała książkę.
Alicja dwa razy zajrzała jej przez ramię i nie zobaczyła ani jednego obrazka.
— I po co komu książka, jeśli nie ma w niej ani ilustracji, ani rozmów? — pomyślała.
Słońce przygrzewało. Pachniało trawą. Alicja już prawie postanowiła upleść wianek ze stokrotek, kiedy tuż obok przebiegł Biały Królik o różowych oczach.
Sam królik nie zdziwił jej szczególnie.
Ale Królik nagle powiedział:
— Spóźnię się! Strasznie się spóźnię!
Potem wyciągnął z kieszeni kamizelki zegarek, spojrzał na niego i pobiegł jeszcze szybciej.
Wtedy Alicja zerwała się na nogi.
Królika w kamizelce jeszcze nigdy nie widziała. Królika z kieszonkowym zegarkiem tym bardziej.
Pobiegła za nim przez pole i zobaczyła, jak zanurkował do wielkiej króliczej nory pod żywopłotem.
Alicja nie zastanawiała się długo.
Wskoczyła za nim.
Początkowo nora prowadziła prosto, lecz nagle urwała się w dół niczym bardzo głęboka studnia.
Alicja spadała powoli. Tak powoli, że zdążyła oglądać półki na ścianach, szafki, książki i mapy.
Na jednej z półek stał słoik z napisem „Marmolada pomarańczowa”.
Okazał się pusty.
— Co za szkoda — powiedziała Alicja i ostrożnie postawiła słoik na innej półce, obok której właśnie przelatywała.
„Ciekawe, jak długo już spadam? Może zaraz znajdę się po drugiej stronie Ziemi?”
W końcu miękko wylądowała na stercie suchych liści.
Przed nią mignął Biały Królik.
— Na moje uszy i wąsy! Spóźnię się!
Alicja rzuciła się za nim, ale zniknął za zakrętem.
Znalazła się w długiej sali pełnej drzwi. Wszystkie były zamknięte.
Pośrodku stał szklany stolik. Leżał na nim mały złoty kluczyk.
Nie pasował do dużych drzwi, za to otworzył maleńkie drzwiczki ukryte za zasłoną.
Za nimi znajdował się przepiękny ogród z fontannami, kwiatami i kolorowymi ścieżkami.
Był tylko jeden problem: drzwiczki były niewiele wyższe niż drzwi domku dla lalek.
Alicja wróciła do stolika i zobaczyła buteleczkę, której wcześniej chyba tam nie było. Na etykiecie widniał napis: „Wypij mnie”.
— Najpierw trzeba sprawdzić, czy nie ma ostrzeżenia — powiedziała rozsądnie Alicja.
Ostrzeżenia nie było. Wypiła mały łyk.
Smak był dziwny: trochę wiśniowy, trochę waniliowy, trochę przypominał ciasto, a trochę coś, czego Alicja nie potrafiła nazwać.
Zaczęła się zmniejszać.
— Wspaniale! Teraz przejdę do ogrodu.
Ale klucz został na wysokim stoliku.
— No, pięknie się urządziłam — westchnęła Alicja.
Pod stołem znalazła małe ciastko z napisem „Zjedz mnie”.
Po jednym kawałku nagle urosła tak wysoko, że niemal dotykała głową sufitu.
— Teraz nawet nie zdołam schylić się do drzwiczek!
Zrobiło jej się przykro. Rozpłakała się, a łez zebrało się tyle, że na podłodze powstało całe jezioro.
Wkrótce Alicja znowu się zmniejszyła, poślizgnęła i wpadła do własnego Jeziora Łez.
Obok płynęła Mysz, za nią Kaczka, Dodo i inne mokre zwierzęta oraz ptaki.
— Musimy wyschnąć — oznajmił Dodo, gdy wszyscy wydostali się na brzeg.
— Jak?
— Urządzimy Wyścig Bez Zasad.
— A gdzie jest start?
— Gdzie tylko zechcemy.
— A meta?
— Kiedy uznamy, że już wystarczy.
Wszyscy pobiegli, każdy w swoją stronę. Po kilku minutach Dodo ogłosił:
— Wyścig zakończony! Wszyscy wygrali!
— A nagrody?
Wszyscy spojrzeli na Alicję.
Musiała rozdać cukierki, które przypadkiem zostały jej w kieszeni.
— Dziwna kraina — powiedziała.
— Prawie nic jeszcze nie widziałaś — odpowiedział Dodo.
Wkrótce znów pojawił się Biały Królik.
Był tak zajęty, że wziął Alicję za swoją służącą.
— Mary Ann! Szybko do domu! Przynieś moje rękawiczki i wachlarz!
Alicja chciała wyjaśnić, że wcale nie jest Mary Ann, ale zwyciężyła ciekawość.
W domu Królika znalazła kolejną buteleczkę, wypiła łyk i nagle zaczęła rosnąć.
Ręka wysunęła się przez okno, a noga oparła o komin.
— Znowu! — jęknęła Alicja.
Z zewnątrz dobiegły odgłosy paniki.
Królik i jego przyjaciele nie mogli zrozumieć, kto zajął cały dom. Posyłali kominem jaszczurkę Billa, rzucali w okno kamykami i proponowali sobie nawzajem coraz bardziej niedorzeczne rozwiązania.
Kamienie, gdy tylko spadały na podłogę, zamieniały się w małe ciasteczka.
Alicja zjadła jedno i zmalała.
Wybiegła z domu i ukryła się w lesie.
Tam na wielkim grzybie siedziała niebieska Gąsienica i spokojnie puszczała kółka dymu.
— Kim jesteś? — zapytała Gąsienica.
— W tej chwili nie jestem całkiem pewna — odpowiedziała Alicja. — Dzisiaj zmieniałam się już tyle razy.
— Rozmiar nie odpowiada na pytanie, kim jesteś.
— Łatwo pani mówić. Przez cały dzień jest pani tego samego wzrostu.
— Nie przez cały — odparła sucho Gąsienica. — Ja też się zmienię.
Alicja przypomniała sobie, że gąsienica przemienia się w motyla, i trochę się uspokoiła.
Gąsienica wyjaśniła, że jedna strona grzyba powiększa, a druga zmniejsza.
— Która strona? — zapytała Alicja.
— Jedna i druga.
— Bardzo pomocne.
Odłamała dwa kawałki i po kilku nieudanych próbach nauczyła się zmieniać wzrost tak, jak potrzebowała.
Wkrótce Alicja wyszła przed mały domek. W środku panował prawdziwy chaos.
Księżna trzymała niemowlę, kucharka wsypywała do zupy tyle pieprzu, że wszyscy bez przerwy kichali, a na piecu siedział wielki kot i szeroko się uśmiechał.
— Dlaczego pani kot się uśmiecha? — zapytała Alicja.
— Bo to Kot z Cheshire — odpowiedziała Księżna takim tonem, jakby to wszystko wyjaśniało.
Gdy Alicja wyszła z domu, Kot z Cheshire pojawił się na gałęzi nad drogą.
— Dokąd mam iść? — zapytała.
— A dokąd chcesz dotrzeć?
— Nie wiem.
— W takim razie prawie każda droga będzie dobra.
— A kto tu mieszka?
— Tam Kapelusznik. Tam Marcowy Zając. Obaj są bardzo dziwni.
— A ja nie chcę iść do dziwaków.
Kot uśmiechnął się jeszcze szerzej.
— Tutaj będzie z tym trudno.
I zaczął znikać. Najpierw ogon, potem łapy, tułów i głowa. W końcu w powietrzu został sam uśmiech.
— Widziałam kota bez uśmiechu — powiedziała Alicja — ale uśmiech bez kota widzę po raz pierwszy.
Poszła do Marcowego Zająca.
Przed domem stał długi stół. Siedzieli przy nim Zając, Kapelusznik i Suseł, który niemal cały czas drzemał.
— Nie ma miejsca! — zawołali Zając i Kapelusznik, chociaż większość stołu była pusta.
— Miejsca jest mnóstwo — powiedziała Alicja i usiadła.
— Napijesz się wina?
— Tak.
Na stole nie było żadnego wina.
— To po co proponować?
— A po co siadać bez zaproszenia?
Dalsza rozmowa stawała się coraz dziwniejsza.
Kapelusznik zadawał zagadki bez odpowiedzi. Zając nalewał herbatę do cudzych filiżanek. Suseł budził się na kilka sekund, opowiadał historię o trzech siostrach, które mieszkały na dnie studni, po czym znów zasypiał.
— Dlaczego cały czas pijecie herbatę? — zapytała Alicja.
— Bo Czas się na mnie obraził — wyjaśnił Kapelusznik. — U nas na zawsze jest szósta.
— I nigdy nie myjecie filiżanek?
— Po prostu przesuwamy się na następne miejsce.
Alicja uznała, że to najmniej rozsądne przyjęcie herbaciane w jej życiu, i odeszła.
Za drzewami wreszcie odnalazła drzwi do tego samego pięknego ogrodu, który widziała na początku.
Przy różanych krzewach trzej ogrodnicy-karty malowali białe róże na czerwono.
— Dlaczego? — zapytała Alicja.
— Posadziliśmy niewłaściwą odmianę — szepnął jeden. — Jeśli Królowa zauważy, strasznie się rozgniewa.
W tej samej chwili zabrzmiała muzyka.
Ścieżką szła Królowa Kier, za nią Król, dworzanie i cały pochód kart.
Królowa zobaczyła Alicję.
— Kto to?
— Alicja.
— A tamci kim są? — wskazała ogrodników.
— Skąd mam wiedzieć? — odpowiedziała Alicja. — Ja tutaj nie pracuję.
Królowa poczerwieniała.
— Ściąć jej głowę!
— Raczej nie — powiedziała Alicja. — To niedorzeczne.
Wszyscy zamarli.
Król cicho odchrząknął.
— Może najpierw zagramy w krokieta?
Tak Alicja znalazła się na najdziwniejszej grze świata.
Zamiast młotków gracze trzymali flamingi, zamiast piłek po trawie pełzały jeże, a bramkami były karty, które stawały na rękach i nogach.
Flamingi obracały głowy. Jeże uciekały. Królowa gniewnie kazała wszystkich gdzieś wyprowadzać, lecz jej polecenia wykonywano niezbyt dokładnie, więc prawie wszyscy szybko wracali.
Podczas gry w powietrzu pojawiła się głowa Kota z Cheshire.
— Jak ci się podoba Królowa? — zapytał.
— Jest bardzo głośna — szepnęła Alicja.
Królowa stała akurat za nią.
— Co powiedziałaś?
— Że bardzo… głośno kieruje pani grą.
Kot się uśmiechnął.
Król chciał go przepędzić, ale pojawił się problem: jak przepędzić głowę bez ciała?
Gdy wszyscy się spierali, Kot po prostu zniknął.
Po krokiecie Królowa nakazała Gryfonowi pokazać Alicji Niby-Żółwia.
Niby-Żółw siedział na kamieniu i ciężko wzdychał.
— Dlaczego jest smutny? — zapytała Alicja.
— To jego ulubione zajęcie — odpowiedział Gryfon.
Niby-Żółw zaczął opowiadać o szkole pod morzem.
— Uczyliśmy się Czytania, Pisania, Nurkowania, Milczenia i jeszcze Zmniejszania.
— Zmniejszania?
— Każdego dnia lekcji było o godzinę mniej. Jedenastego dnia kończyły się zupełnie.
Potem Gryfon i Niby-Żółw pokazali Alicji Morskiego Kadryla. Wirowali po piasku, liczyli kroki, spierali się, kto ma być homarem, i śpiewali piosenkę, w której rymy wciąż uciekały nie tam, gdzie się ich spodziewano.
Alicja zaczynała już przyzwyczajać się do tego, że w Krainie Czarów nikt nie dziwi się własnym niedorzecznościom.
Nagle z oddali dobiegł krzyk:
— Rozpoczyna się proces!
W wielkiej sali Król i Królowa siedzieli na tronie. Przed nimi stał Walet Kier.
Na stole leżała taca z ciasteczkami.
Biały Królik odczytał oskarżenie:
— Królowa upiekła ciasteczka, a ktoś je zabrał. Podejrzany jest Walet.
Przysięgli-karty pilnie zapisywali każde słowo, nawet własne imiona, żeby nie zapomnieć ich do końca rozprawy.
Pierwszym świadkiem wezwano Kapelusznika. Przyszedł z filiżanką herbaty w dłoni.
— Kiedy widziałeś Waleta? — zapytał Król.
— Nie pamiętam.
— O czym myślałeś?
— O herbacie.
— To ważna sprawa!
— Dla mnie herbata też jest ważna.
Proces coraz mniej przypominał proces.
Potem Biały Królik znalazł kartkę z wierszem bez podpisu.
— Oto dowód!
— Dlaczego dowód? — zapytała Alicja.
— Bo jest napisany.
— Ale nie wiadomo przez kogo.
— Właśnie dlatego jest bardzo podejrzany — oświadczył Król.
Alicja poczuła, że znowu rośnie.
Nie miała już ochoty milczeć tylko dlatego, że wszyscy wokół zachowywali się bardzo pewnie.
— To nie jest dowód — powiedziała. — Najpierw zdecydowaliście, kto jest winny, a teraz próbujecie dopasować do tego wszystko inne.
Królowa zerwała się z miejsca.
— Najpierw wyrok, potem będziemy się zastanawiać!
— Tak nie wolno.
— Kto ci pozwolił się sprzeciwiać?
Alicja wyprostowała się na całą wysokość.
— Zdrowy rozsądek.
W sali zapadła cisza.
Królowa zamachała rękami.
— Zabierzcie ją stąd!
Karty wzbiły się w powietrze i zawirowały wokół Alicji.
Podniosła ręce, żeby się osłonić.
I nagle się obudziła.
Nad nią szeleściły liście. Głowę miała opartą na kolanach siostry. Nie było żadnych kart, tylko kilka suchych listków spadło z drzewa na jej twarz.
— Co za dziwny sen! — zawołała Alicja.
Szybko opowiedziała o Białym Króliku, Gąsienicy, Kocie z Cheshire, Kapeluszniku, Królowej, krokiecie i procesie.
Siostra słuchała i się uśmiechała.
— A teraz biegnij do domu. Czas na herbatę.
Alicja pobiegła przez pole.
Siostra została jeszcze chwilę nad rzeką z zamkniętymi oczami.
W szelescie trawy prawie słyszała pośpieszny tupot króliczych łapek. Brzęczenie owadów przypominało gwar dziwnego podwieczorku. Gdzieś w oddali śmiało się dziecko i przez chwilę wydawało się, że to uśmiecha się Kot z Cheshire.
Pomyślała, że Alicja kiedyś dorośnie. Być może stanie się poważną dorosłą osobą, która ma mnóstwo spraw.
Dobrze byłoby jednak, gdyby nie zapomniała jednej ważnej rzeczy: świat czasem staje się bardziej zrozumiały właśnie wtedy, gdy nie boisz się zadać prostego pytania.
„Dlaczego?”
A jeszcze lepiej, gdy nie zgadzasz się z nonsensem tylko dlatego, że Królowa wypowiada go bardzo głośno.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
