

Dania
Bałwan
Pewnego zimowego poranka dzieci wybiegły na podwórko i zobaczyły, że przez noc spadło tyle śniegu, iż wszystko wokół stało się białe i ciche.
- Kraj
- Dania
- Wiek
- 5–9 lat
- Czas czytania
- 6 min

Posłuchaj baśni
Bałwan
Pewnego zimowego poranka dzieci wybiegły na podwórko i zobaczyły, że przez noc spadło tyle śniegu, iż wszystko wokół stało się białe i ciche.
— Lepimy bałwana! — postanowiły.
Utoczyły wielką śnieżną kulę, potem mniejszą, a na wierzchu umieściły okrągłą głowę. Oczy zrobiły z ciemnych kamyków, usta z drobnych gałązek, a w miejsce nosa wetknęły marchewkę.
— Przydałoby mu się coś, co doda powagi — powiedział chłopiec i przyniósł stary kij.
Tak na podwórku pojawił się nowiutki Bałwan.
Stał wyprostowany, patrzył przed siebie i czuł się bardzo ważny.
Pod wieczór słońce zaczęło zachodzić, niebo zaróżowiło się, a mróz uszczypnął podwórko w policzki.
— Piękna pogoda — pomyślał Bałwan. — Oby zawsze taka była.
Niedaleko budy leżał stary pies podwórzowy. Mieszkał tu od dawna i widział już niejedną zimę.
— Hau! — odezwał się pies. — Jesteś nowy?
— Jak najbardziej — odparł dumnie Bałwan. — A ty kto?
— Pilnuję podwórka. Kiedyś mieszkałem w domu, przy piecu. Teraz lubię świeże powietrze.
Bałwan się zaciekawił.
— Co to jest piec?
Pies uniósł głowę.
— Och, piec daje ciepło. Prawdziwe ciepło. W środku płonie ogień i cały pokój robi się przytulny. Zimą ludzie siadają przy nim, ogrzewają ręce, suszą rękawiczki i piją gorącą herbatę.
Bałwan niewiele z tego zrozumiał, lecz słowo „ciepło” wydało mu się dziwne i tajemnicze.
Następnego ranka otworzyły się drzwi domu. Przez krótką chwilę Bałwan zobaczył w głębi pokoju czerwony blask.
— To on? — zapytał psa.
— Kto?
— Piec!
— We własnej osobie.
Bałwan nie mógł oderwać wzroku od okna. Gdy zapadał wieczór, za szybą znów pojawiała się ciepła poświata.
— Chciałbym podejść bliżej — powiedział.
Pies aż usiadł.
— Nie radzę.
— Dlaczego?
— Bo dla ciebie ciepło znaczy coś zupełnie innego niż dla mnie. Jesteś ze śniegu.
— I co z tego?
— Śnieg lubi mróz.
Bałwan się zamyślił. Trudno mu było uwierzyć, że coś tak pięknego i przytulnego mogłoby mu zaszkodzić.
Mijały dni. Coraz częściej spoglądał ku oknu.
Kiedy ludzie przechodzili obok, słyszał urywki rozmów:
— Ależ zimno!
— Chodźmy szybko do domu, do pieca.
— Nie ma nic lepszego niż ciepło.
„Widzisz? — myślał. — Wszyscy je kochają. Dlaczego ja nie mogę?”
Pewnego dnia powiedział psu:
— Gdybym tylko mógł się ruszyć, wszedłbym do domu.
— I bardzo szybko byś tego pożałował — odpowiedział pies.
— Po prostu nie rozumiesz mojego marzenia.
— Może i nie. Ale rozumiem śnieg.
W nocy chwycił silny mróz. Gwiazdy błyszczały tak jasno, że podwórko wyglądało jak posrebrzone.
Bałwan był zadowolony. Stał się jeszcze mocniejszy i bardziej wyprostowany.
— Widzisz? — powiedział pies. — To twoja pogoda.
Lecz kilka dni później wiatr zmienił kierunek.
Z dachu zaczęło kapać.
Kap.
Kap.
Kap.
— Co to takiego? — zaniepokoił się Bałwan.
— Wiosna daje o sobie znać — odrzekł pies.
— Nie chcę żadnej wiosny.
— I tak nadejdzie.
Słońce wznosiło się coraz wyżej. Śnieg na ścieżkach zrobił się miękki. Przy płocie ukazał się pierwszy ciemny pasek ziemi.
Bałwan poczuł, że jego boki nie są już tak twarde jak przedtem.
— Psie, coś się ze mną dzieje.
— Powoli topniejesz.
— A co będzie potem?
Pies podszedł bliżej.
— Woda wsiąknie w ziemię, popłynie strumykami i rzeką. A kto wie? Może następnej zimy wróci jako śnieg.
Bałwan zastanowił się.
— Czyli nie zniknę zupełnie?
— W przyrodzie niewiele rzeczy znika bez śladu. Raczej się zmieniają.
Tego dnia znów otworzyły się drzwi domu. Wewnątrz piec jaśniał czerwonym ciepłem.
Bałwan patrzył na niego długo.
A potem niespodziewanie powiedział:
— Chyba zaczynam rozumieć.
— Co takiego?
— Cały czas myślałem, że skoro coś jest dobre dla innych, musi być dobre również dla mnie. Ale ja potrzebuję czegoś innego.
Pies pomachał ogonem.
— Mądra myśl jak na kogoś, kto jeszcze niedawno nie wiedział, czym jest piec.
Następnego ranka dzieci wybiegły na podwórko.
— Nasz Bałwan zrobił się mniejszy!
Poprawiły mu marchewkowy nos i dołożyły trochę świeżego śniegu z zacienionego kąta.
— Wytrzymaj jeszcze troszeczkę — powiedziała dziewczynka.
Bałwanowi zrobiło się miło.
Ale wiosny nie da się zatrzymać.
Dni stawały się dłuższe. Woda spływała rynnami. Wróble ćwierkały na dachu coraz głośniej.
Bałwan powoli malał.
Pewnego wieczoru ledwie wystawał ponad ziemię.
— Psie — zawołał.
— Jestem tutaj.
— Cieszę się, że byłem Bałwanem.
— A ja się cieszę, że stałeś na naszym podwórku.
— I nawet piec już mi się podoba. Z daleka.
Pies szczeknął cicho, jakby się roześmiał.
W nocy spadł ciepły deszcz.
Rano w miejscu Bałwana została kałuża, marchewka, kilka kamyków i stary kij.
Dzieci zebrały wszystko do koszyka.
— Następnej zimy ulepimy nowego — powiedziały.
Pies popatrzył na wodę, która wąską strużką płynęła ku ogrodowi.
— Może nowego — pomyślał. — A może wróci w nim również odrobina starego.
Po kilku tygodniach podwórko już się zieleniło. W miejscu, gdzie stał Bałwan, wyjrzały z ziemi pierwsze źdźbła trawy.
Pies położył się obok w słońcu i przymknął oczy.
W domu cicho trzaskał piec, lecz nie był już największym cudem świata.
Bo wiosna przyniosła własne cuda.
I każda pora roku, jak się okazało, miała w sobie coś pięknego właśnie dla tych, którym była potrzebna.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
