

Indie
Banianowy Jeleń
W dawnych czasach w gęstym zielonym lesie mieszkał niezwykły jeleń.
- Kraj
- Indie
- Wiek
- 6–10 lat

Posłuchaj baśni
Banianowy Jeleń
W dawnych czasach w gęstym zielonym lesie mieszkał niezwykły jeleń.
Jego sierść połyskiwała złotem, jakby przeświecało przez nią poranne słońce. Poroże było jasne jak gładkie srebro, a wielkie ciemne oczy patrzyły spokojnie i uważnie.
Przewodził dużemu stadu, które żyło przy starym banianie. Dlatego wszyscy nazywali go Banianowym Jeleniem.
Niedaleko mieszkało drugie stado — Małpie Jelenie. Miały własnego przywódcę.
Oba stada znały leśne ścieżki, miejsca, gdzie rosła najsłodsza trawa, i ciche zatoczki, w których o świcie można było napić się wody. Żyły spokojnie, dopóki król sąsiedniego kraju nie rozmiłował się w polowaniach.
Król lubił wyruszać do lasu z wielkim orszakiem. Za każdym razem musiało mu towarzyszyć wielu ludzi: służący, strażnicy, naganiacze i kucharze. Przez to praca w mieście ustawała.
— Nie możemy codziennie zostawiać warsztatów i pól — narzekali mieszkańcy. — Trzeba coś wymyślić.
Urządzili więc przy mieście wielki ogrodzony park z trawą, drzewami i wodą. Zagnali tam jelenie, mając nadzieję, że król będzie polował w jednym miejscu i nie będzie już zabierał ze sobą całego miasta.
Dla ludzi było to wygodniejsze.
Dla jeleni nie.
Gdy tylko w parku pojawiali się myśliwi, stada rzucały się we wszystkie strony. Zwierzęta bały się, potrącały nawzajem i raniły nogi o kamienie. Za każdym razem po królewskiej wizycie któregoś brakowało.
Banianowy Jeleń widział strach swojego stada i bardzo się tym trapił.
Pewnego wieczoru podszedł do przywódcy Małpich Jeleni.
— Nie powstrzymamy króla siłą — powiedział. — Możemy jednak przynajmniej zapobiec temu, by wszystkie zwierzęta codziennie uciekały w panice. Ustalmy kolejność. Skoro myśliwi i tak przychodzą, będzie wychodził do nich dobrowolnie jeden jeleń. Dzisiaj z mojego stada, jutro z twojego. Pozostałe nie będą wtedy rzucały się na ogrodzenie i kaleczyły.
Była to smutna decyzja, lecz drugi przywódca się zgodził.
Tak też się stało.
Co rano ustalano, na kogo przypada kolej. Reszta stada zostawała przy drzewach i nie wpadała w panikę.
Pewnego dnia los padł na młodą łanię. Przy jej boku tuliło się małe jelonko, które nie umiało jeszcze długo obywać się bez matki.
Łania poszła do swojego przywódcy, króla Małpich Jeleni.
— Proszę cię — powiedziała — niech moja kolej nadejdzie trochę później. Moje dziecko jest jeszcze maleńkie. Kiedy podrośnie i samo będzie umiało trzymać się stada, nie poproszę już o zwłokę.
Przywódca pokręcił jednak głową.
— Jeśli zmienię zasady dla jednego, jutro przyjdą następni. Los już zdecydował.
Łania odeszła, przytulając pyszczkiem maleństwo do boku.
Wtedy przypomniała sobie o Banianowym Jeleniu.
Znalazła go pod starym drzewem.
— Nie proszę, żebyś ocalił mnie na zawsze — powiedziała cicho. — Tylko dał mojemu dziecku trochę czasu, by podrosło.
Banianowy Jeleń długo milczał.
Spojrzał na małe jelonko chowające się przy matce.
— Wracaj do niego — powiedział wreszcie.
— Ale moja kolej…
— Wiem.
— Kto pójdzie za mnie?
— Ja.
Łania zadrżała.
— Nie! Jesteś przywódcą całego stada!
— Właśnie dlatego — odpowiedział Banianowy Jeleń. — Nie mogę kazać innemu zrobić czegoś, na co sam nie jestem gotów.
Następnego ranka królewski kucharz przyszedł do miejsca, w którym zwykle czekał jeleń.
I stanął jak wryty.
Przed nim był złoty Banianowy Jeleń.
O jego urodzie wiedział nawet król. Już wcześniej rozkazał pozostawić obu przywódców stad w spokoju.
Kucharz nie odważył się nic zrobić i pobiegł do pałacu.
— Wasza Wysokość musi sam to zobaczyć!
Król przyjechał do parku.
— Banianowy Jeleniu! — zawołał. — Kazałem przecież cię oszczędzić. Dlaczego sam wyszedłeś do ludzi?
Jeleń uniósł głowę.
— Dzisiaj miała przyjść młoda matka. Jej jelonko nie potrafi jeszcze bez niej żyć. Nie chciałem żądać, żeby zamiast niej poszedł ktoś inny. Dlatego przyszedłem sam.
Król milczał.
Wokół było tak cicho, że słychać było wiatr poruszający liśćmi banianu.
— Jesteś gotów narazić siebie dla łani, która nawet nie należy do twojego stada? — zapytał wreszcie.
— Jej dziecku jest obojętne, do którego stada należy jego matka — odparł jeleń. — Dla niego jest po prostu mamą.
Król spuścił wzrok.
Nagle pomyślał o własnych dzieciach. O tym, jak bardzo by się martwił, gdyby zostały same. O strachu, który zwierzęta odczuwały codziennie, choć dla niego polowanie było tylko rozrywką.
— Idź — powiedział król. — Nikt nie skrzywdzi ani ciebie, ani tej łani.
Banianowy Jeleń się nie poruszył.
— A jutro?
Król się zdziwił.
— Co jutro?
— Jutro miałby wyjść do myśliwych inny jeleń. Pojutrze następny. Jeśli łaska dotyczy tylko nas dwojga, strach w parku nie zniknie.
Król popatrzył na wielkie stado stojące między drzewami.
Zrozumiał, że prawdziwe miłosierdzie nie może być przypadkową nagrodą wyłącznie dla tego, kogo akurat dzisiaj zobaczył z bliska.
— Dobrze — powiedział. — Odtąd nie będę polował na jelenie w tym parku.
Pomyślał jeszcze chwilę i dodał:
— Ani w lesie.
Otwarto bramy.
Z początku jelenie nie wierzyły własnym oczom. Stały nieruchomo, patrząc na szerokie przejście.
Wtedy Banianowy Jeleń zrobił krok naprzód.
Za nim ruszyła łania ze swoim maleństwem. Potem drugie stado. Wkrótce setki lekkich kopyt zaszeleściły na drodze do lasu.
Król odprowadzał je wzrokiem.
Tego dnia wrócił do pałacu bez myśliwskich trofeów.
Przywiózł jednak coś ważniejszego — nową myśl.
Zrozumiał, że siła pozwala wydawać rozkazy, lecz dopiero współczucie podpowiada, kiedy trzeba je zmienić.
A w lesie jeszcze przez wiele lat opowiadano o złotym Banianowym Jeleniu, który ocalił jedną matkę i w ten sposób pomógł ocalić wszystkich.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
