

Filipiny
Biedak i jego trzej synowie
Dawno temu w małej wiosce mieszkał ubogi człowiek z trzema synami.
- Kraj
- Filipiny
- Wiek
- 6–10 lat
- Czas czytania
- 7 min

Posłuchaj baśni
Biedak i jego trzej synowie
Dawno temu w małej wiosce mieszkał ubogi człowiek z trzema synami. Pieniędzy mieli niewiele, ale ojciec posiadał coś, czego nie da się zamknąć w skrzyni ani przeliczyć na monety: potrafił dostrzec pożytek nawet w najprostszej rzeczy. Kiedy się zestarzał i poczuł, że sił ma coraz mniej, przywołał synów. — Nie zostawię wam wielkiego majątku — powiedział. — Ale każdy dostanie ode mnie jeden dar. Jeśli znajdziecie miejsce, gdzie czegoś takiego jeszcze nie widziano, będziecie mogli ułożyć sobie życie. Najstarszemu oddał sierp. Średniemu — koguta. Najmłodszemu — kota. Synowie spojrzeli po sobie. — Sierp, kogut i kot? — zdziwił się najstarszy. — Właśnie tak — uśmiechnął się ojciec. — Wartość rzeczy zależy od tego, komu i do czego jest potrzebna. Trzeba umieć to dostrzec. Wkrótce starzec spokojnie odszedł z tego świata, a bracia długo wspominali jego ostatnią radę. Pierwszy postanowił spróbować szczęścia najstarszy brat. Owinął sierp w tkaninę, wziął trochę ryżu na drogę i ruszył tam, gdzie jeszcze nigdy nie był. Szedł dzień, drugi, trzeci. Minął jedną wioskę, potem następną. Wszędzie ludzie używali takich samych sierpów, więc nie zatrzymywał się na dłużej. Wreszcie dotarł do odległej doliny, w której właśnie zbierano ryż. Ludzie schylali się do ziemi i ręcznie wyrywali łodygi, kępkę po kępce. Praca posuwała się powoli. Bolały plecy, męczyły się palce, a pole zdawało się nie mieć końca. — Dlaczego nie ścinacie ryżu? — zapytał podróżny. — A czym mielibyśmy go ścinać? — zdziwili się wieśniacy. Wtedy wyjął ojcowski sierp. — Popatrzcie. Ciach! Jednym ruchem ściął cały pęk. Ciach! Potem następny. Ludzie otoczyli go kołem. — Daj spróbować! — Mnie też! — Przecież z tym narzędziem w jeden dzień zrobimy tyle, ile dawniej przez kilka! Rzemieślnicy dokładnie obejrzeli sierp i poprosili o pozwolenie na wykonanie podobnych dla całej wioski. Za pierwszy wzór dobrze zapłacili młodzieńcowi, a do tego nakarmili go i podziękowali za pożyteczny pomysł. Najstarszy brat nie wrócił do domu bajecznie bogaty. Miał jednak dość pieniędzy, żeby kupić ziemię, narzędzia i zacząć pracować na swoim. — Ojciec miał rację — powiedział braciom. — Wystarczyło znaleźć miejsce, gdzie zwykły sierp okazał się odkryciem. Wtedy wyruszył średni brat z kogutem. Kogut był głośny, dumny i każdego ranka zachowywał się tak, jakby słońce wschodziło wyłącznie na jego rozkaz. Kukuryku! W pierwszej wiosce nikt nie zwrócił na niego szczególnej uwagi. W drugiej również. W trzeciej ludzie nawet się poskarżyli: — Twój ptak budzi nas za wcześnie! Średni brat westchnął i poszedł dalej. Po wielu dniach dotarł do okolicy, w której nigdy nie hodowano kogutów. Już pierwszej nocy kogut obudził się o swojej zwykłej porze. Kukuryku! Ludzie powyskakiwali z chat. — Co to było? — Kto krzyczał? — Czy ktoś zgubił trąbkę? Młodzieniec się roześmiał. — To mój kogut. Oznajmia, że noc się kończy. Następnego ranka mieszkańcy specjalnie zebrali się, żeby go posłuchać. Kogut zapiał w ciemności, drugi raz przed świtem, a potem przywitał pierwsze promienie słońca. Wieśniacy byli zachwyceni. — Toż to żywy zegar! Pewien zamożny gospodarz zaproponował, że kupi koguta, ale młodzieniec pokręcił głową. — To żywe stworzenie, nie przedmiot. Jeśli będzie mu tutaj dobrze, mogę zostawić go pod waszą opieką, a wy dacie mi tyle, ile uznacie za słuszne. Zbudowano kogutowi przestronny kurnik, znaleziono towarzystwo kur i obiecano dobrze się nim zajmować. Średni brat otrzymał hojną zapłatę i wrócił do domu. Teraz przyszła kolej na najmłodszego. Włożył kota do kosza, lecz ten natychmiast wyskoczył. — Dobrze — powiedział chłopak. — Idź sam. Tylko się nie zgub. Kot dumnie ruszył obok niego, jakby to on dowodził wyprawą. Przeszli przez kilka miast. Wszędzie znano koty, więc najmłodszy brat wędrował dalej. Wreszcie dotarli do miasta, które miało prawdziwy kłopot z myszami i szczurami. W spiżarniach przegryzały worki ryżu. Z piekarni wynosiły ziarno. W pałacu tak głośno szeleściły za ścianami, że król nie mógł spokojnie spać. Na widok kota mieszkańcy uznali początkowo, że to jakieś dziwne małe zwierzę do zabawy. — A co on potrafi? — zapytali. — Zaraz zobaczycie. Wieczorem kot usiadł przy spiżarni i znieruchomiał. Zza worka wyjrzała mysz. Kot tylko poruszył uchem. Mysz zobaczyła go i zniknęła. Za nią druga. Trzecia. Do rana wieść o nowym strażniku musiała dotrzeć do wszystkich szczurzych nor, bo w spiżarni zrobiło się niezwykle cicho. Wkrótce o kocie usłyszał król. — Niech pokaże, co potrafi, także w pałacu — polecił. Kot przeszedł się korytarzami, obwąchał kąty, posiedział przy kuchni i przez kilka wieczorów czuwał przy spichlerzu. Szczury przeniosły się z dala od ludzkich zapasów. Król był zachwycony. — Zostaw kota w pałacu, a hojnie cię wynagrodzę. Najmłodszy brat podrapał kota za uchem. — To on zdecyduje. Kot spojrzał na ciepłą kuchnię, miękką poduszkę przy oknie i pełne miski. Potem spokojnie rozsiadł się na środku pałacowej sali. — Chyba już zdecydował — roześmiał się młodzieniec. Król dał mu tyle pieniędzy, że mógł wrócić do domu i rozpocząć własne zajęcie. Tak wszyscy trzej bracia odnaleźli swoje szczęście. Jeden przywiózł ludziom narzędzie, które ułatwiło ciężką pracę. Drugi zapoznał daleką wioskę z kogutem pomagającym witać poranek. Trzeci sprowadził do miasta kota, który został najbardziej szanowanym strażnikiem królewskich zapasów. Po wielu latach bracia znów siedzieli razem przy starym ojcowskim domu. — Dziwne — powiedział średni. — Nie dał nam złota ani klejnotów. — A jednak zostawił więcej, niż nam się wydawało — odparł najstarszy. Najmłodszy skinął głową. — Nauczył nas uważniej patrzeć. To, co w jednym miejscu wydaje się zwyczajne, w innym może przecież stać się prawdziwym odkryciem. A najlepszym spadkiem bywa nie pozostawiona rzecz, lecz myśl, która pomaga znaleźć własną drogę.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
