Okładka: Budulinek i przebiegła Liszka

Czechy

Budulinek i przebiegła Liszka

Żył sobie chłopiec o imieniu Budulinek. Mieszkał z babcią w małej chatce pod lasem.

Kraj
Czechy
Wiek
4–8 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Budulinek i przebiegła Liszka

Żył sobie chłopiec o imieniu Budulinek. Mieszkał z babcią w małej chatce pod lasem.

Każdego ranka babcia chodziła do pracy w sąsiedniej wsi. Przed wyjściem stawiała na stole obiad i mówiła:

— Budulinku, jedzenie jest gotowe. I pamiętaj: kiedy mnie nie ma, nie otwieraj drzwi nieznajomym.

— Nie otworzę, babciu — obiecywał chłopiec.

Pewnego dnia babcia zostawiła mu miskę pachnącej zupy.

Ledwie zniknęła za zakrętem, ktoś zapukał do drzwi.

Puk, puk, puk.

— Kto tam? — zapytał Budulinek.

— To ja, Liszka! — rozległ się wesoły głos. — Lisica z lasu. Otwórz, proszę!

— Babcia powiedziała, żebym nie otwierał.

— A jeśli przewiozę cię na moim puszystym ogonie? — zapytała słodko Liszka. — Wyobraź sobie: frrrr! Dookoła stołu, dookoła pieca, szybciutko, szybciutko!

Budulinek się zamyślił.

„Tylko jeden raz…”

Otworzył drzwi.

Liszka wślizgnęła się do środka.

— No to przewieziesz mnie? — zapytał Budulinek.

— Oczywiście, oczywiście. Tylko najpierw… Och, jaka wspaniała zupa!

Lisica doskoczyła do stołu i w mgnieniu oka opróżniła całą miskę.

— A teraz już na mnie czas! — powiedziała i myknęła za drzwi.

— A przejażdżka?!

Lecz Liszka pędziła już do lasu.

Wieczorem babcia zastała pustą miskę i smutnego Budulinka.

— Otworzyłeś drzwi?

Chłopiec się przyznał.

— Obiecała, że przewiezie mnie na ogonie.

— Nieznajomi nie zawsze dotrzymują obietnic — powiedziała babcia. — Jutro postaraj się o tym pamiętać.

Następnego dnia na stole czekała kasza.

I znowu:

Puk, puk, puk.

— Budulinku! To ja, Liszka!

— Nie, nie otworzę.

— Wczoraj strasznie się spieszyłam. Dzisiaj na pewno przewiozę cię na ogonie. Słowo honoru!

Budulinek przygryzł wargę.

Bardzo chciał się przejechać.

— Na pewno?

— Na najpewniejsze pewno!

Drzwi się uchyliły.

Liszka wpadła do środka, zjadła kaszę i znów uciekła.

Wieczorem babcia tylko pokręciła głową.

— Jeśli ktoś już dwa razy złamał obietnicę, trzecia nie staje się bardziej wiarygodna tylko dlatego, że piękniej ją wypowiedział.

Budulinek pokiwał głową.

Trzeciego dnia babcia zostawiła mu garnuszek groszku.

Budulinek postanowił zjeść wcześniej, żeby Liszka niczego mu nie ukradła.

Ale ona znów zapukała.

— Budulinku! Otwórz!

— Nie otworzę!

— A ja dzisiaj wcale nie mam ochoty jeść. Chcę tylko przewieźć cię na ogonie. Przecież tak o tym marzyłeś!

Budulinek wziął miskę i usiadł przy oknie.

— Nie wierzę ci.

Liszka zobaczyła groszek i zaczęła wzdychać z zachwytu:

— Jaki śliczny! Ja tylko powącham. Jedną chwileczkę!

Prosiła długo, bardzo długo.

I Budulinek znowu uległ.

Ledwie drzwi się otworzyły, Liszka wsunęła nos do miski i zjadła resztę groszku.

— Znowu mnie oszukałaś! — zawołał Budulinek.

— No dobrze, tym razem naprawdę cię przewiozę.

Liszka nastroszyła wielki ogon.

Budulinek na nim usiadł.

Z początku krążyli po izbie.

Frrrr!

Dookoła stołu.

Frrrr!

Dookoła pieca.

Budulinek śmiał się w głos.

Nagle jednak Liszka wyskoczyła za drzwi.

— Stój! Dokąd jedziemy?!

— Na prawdziwą przejażdżkę!

Pomknęła leśną ścieżką i zaniosła chłopca do swojej nory. Mieszkały tam trzy małe liski.

— Patrzcie, kogo przyprowadziłam! — powiedziała.

Lisiątka ucieszyły się z nowego kolegi. Chciały bawić się bez końca: biegać korytarzami, usypywać stosy liści, chować żołędzie, a potem ich szukać.

Z początku Budulinkowi nawet się to podobało.

Kiedy jednak na dworze zaczęło zmierzchać, powiedział:

— Muszę wracać do babci.

— Pójdziesz jutro — odpowiedziała Liszka.

Następnego dnia znów nie pozwoliła mu odejść.

Wtedy Budulinek zrozumiał, że wesoła przejażdżka zamieniła się w pułapkę.

Tymczasem babcia wróciła do domu i zobaczyła otwarte drzwi.

— Budulinku!

Szukała przy studni, w ogrodzie i na ścieżce. Wypytywała sąsiadów. Nikt nie widział chłopca.

Po kilku dniach pod chatkę przyszedł wędrowny muzyk z małą katarynką.

Zagrał wesołą melodię, ale babcia się rozpłakała.

— Dlaczego muzyka panią zasmuciła? — zapytał.

Babcia opowiedziała o Budulinku i Liszce.

— Często wędruję po lesie — powiedział muzyk. — Będę uważnie nasłuchiwał.

Ruszył w dalszą drogę.

Trzeciego dnia, kiedy szedł między sosnami, usłyszał cichutki głos dobiegający spod ziemi.

— Babciu…

Tuż obok była lisia nora.

Muzyk postawił katarynkę i zaczął grać.

Tara, rara! Tili, lili!

Lisiątka wysunęły noski.

— Mamo, tam gra muzyka!

Liszka też się zaciekawiła.

Muzyk grał dalej i powoli oddalał się od nory. Lisiątka wyskoczyły za nim. Liszka pobiegła w ślad za dziećmi, bo nie chciała zostawiać ich samych.

Wtedy Budulinek wydostał się z nory drugim wyjściem.

— Tutaj! — cicho zawołał muzyk.

Chłopiec podbiegł do niego.

Liszka obejrzała się i zrozumiała, że została przechytrzona.

— Przecież sam usiadł na moim ogonie! — oburzyła się.

— Tak — odpowiedział muzyk. — Ale kiedy ktoś mówi, że chce wrócić do domu, trzeba pozwolić mu odejść.

Liszka spuściła uszy.

— To prawda.

— I nieładnie jest kraść komuś obiad — dodał Budulinek.

— To też prawda — westchnęła Liszka.

Obiecała, że nie będzie już zwabiać chłopca do siebie ani zabierać cudzego jedzenia.

Muzyk odprowadził Budulinka do domu.

Babcia tak się ucieszyła, że długo nie mogła wypuścić go z objęć.

— Trzy razy pamiętałem o naszej zasadzie i trzy razy ją złamałem — powiedział chłopiec ze skruchą.

— Ważne jest nie to, ile razy się pomyliłeś — odparła babcia. — Ważne, czy nauczyłeś się dzięki temu lepiej o siebie dbać.

Następnego ranka znów ktoś zapukał.

— Kto tam? — zapytał Budulinek.

— Liszka. Przyniosłam koszyk grzybów dla twojej babci. Mogę zostawić go przy progu?

Budulinek się uśmiechnął.

— Zostaw. Kiedy babcia wróci, razem go zabierzemy.

— Dobrze — powiedziała Liszka.

I tym razem nikt nikogo nie oszukał.

Od tej pory Budulinek wiedział, że ciekawa propozycja może poczekać. Bezpieczeństwo jest ważniejsze niż chwila zabawy, a prawdziwy przyjaciel nie prosi, by złamać zasadę, która cię chroni.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨