

Dania
Calineczka
Żyła kiedyś kobieta, która ponad wszystko marzyła o dziecku. Miała mały domek, ogród i kwiaty na oknie, ale bardzo pragnęła usłyszeć w domu dziecięcy śmiech.
- Kraj
- Dania
- Wiek
- 5–9 lat
- Czas czytania
- 10 min

Posłuchaj baśni
Calineczka
Żyła kiedyś kobieta, która ponad wszystko marzyła o dziecku. Miała mały domek, ogród i kwiaty na oknie, ale bardzo pragnęła usłyszeć w domu dziecięcy śmiech.
Pewnego dnia zwróciła się do starej czarodziejki.
— Nie potrzebuję bogactwa — powiedziała. — Chciałabym tylko małą córeczkę albo synka, którymi mogłabym się opiekować.
Czarodziejka uśmiechnęła się i podała jej ziarenko.
— Posadź je w doniczce i dobrze podlewaj.
Kobieta tak zrobiła.
Z ziemi od razu wyrósł zielony pęd. Po kilku dniach pojawił się wielki pąk podobny do tulipana. Płatki miał mocno zamknięte.
— Jaki piękny kwiat — powiedziała kobieta i lekko go pocałowała.
Pąk się otworzył.
W samym środku siedziała maleńka dziewczynka, nie większa od kciuka.
— Jesteś prawdziwa! — szepnęła kobieta.
Dziewczynka wyciągnęła do niej ręce.
Tak w domu pojawiła się Calineczka.
Połówka łupiny orzecha stała się jej łóżkiem. Materacem były płatki fiołka, kołderką różowy płatek róży.
Za dnia pływała po talerzu z wodą na płatku tulipana. Za wiosła służyły jej dwa białe włosy z końskiej grzywy. Pięknie też śpiewała, tak cicho, że ludzkim uszom jej głos przypominał dźwięk maleńkiego srebrnego dzwoneczka.
Pewnej nocy przez uchylone okno wskoczyła wielka ropucha.
Zobaczyła Calineczkę śpiącą w orzechowej łupince.
„Byłaby wspaniałą żoną dla mojego syna!” — uznała.
Nie pytając o pozwolenie, chwyciła łóżeczko i wyniosła do ogrodu.
Za ogrodem płynęła szeroka rzeka. Wśród trzcin ropucha postawiła łupinkę na wielkim liściu lilii wodnej, daleko od brzegu.
— Stąd nie ucieknie — powiedziała synowi. — My tymczasem przygotujemy dom.
Rankiem Calineczka obudziła się i zobaczyła wokół wodę.
— Gdzie jestem?
Z trzcin wyłoniła się ropucha.
— Niedługo zamieszkasz z nami. Już zdecydowałam, że doskonale pasujesz do mojego syna.
Calineczka pobladła.
— Ale ja was wcale nie znam. Nie chcę tu mieszkać.
Ropucha jakby nie usłyszała.
— Wszystko przygotujemy!
I odpłynęła.
Calineczka usiadła na liściu i zapłakała.
Pod wodą pływały małe rybki. Słyszały całą rozmowę.
— To niesprawiedliwe — powiedziała jedna.
— Wyraźnie powiedziała, że nie chce — przytaknęła druga.
Podpłynęły do łodygi i przegryzły ją.
Liść odłączył się i popłynął z nurtem.
— Dziękuję! — zawołała Calineczka.
Rzeka niosła ją coraz dalej. Nad wodą latały ważki, na brzegach kwitły kwiaty, ptaki śpiewały w krzakach.
Na liściu usiadł biały motyl. Calineczka zdjęła paseczek i delikatnie przywiązała jeden koniec do motyla, a drugi do liścia.
Motyl wzleciał i mała łódeczka popłynęła szybciej.
Nagle wielki chrabąszcz pochwycił Calineczkę i zaniósł na drzewo.
Posadził ją na zielonym liściu.
— Co za dziwne stworzenie! — powiedział.
Przylecieli jego znajomi.
— Ma tylko dwie nogi!
— I żadnych czułków!
— Jaka cienka talia!
Początkowo Calineczka bardzo podobała się chrabąszczowi, lecz gdy inni zaczęli drwić z jej wyglądu, zwątpił.
— Może rzeczywiście nie jesteś taka ładna — powiedział.
Dziewczynka się zdziwiła.
Przed chwilą nazywał ją piękną, a teraz powtarzał cudze słowa.
— W takim razie mnie wypuść — poprosiła.
Chrabąszcz zaniósł ją na rumianek i odleciał.
Calineczka została sama wśród pól.
Przez całe lato mieszkała między kwiatami. Piła rosę z listków, jadła pyłek i spała pod wielkim łopianem.
Lato jednak minęło.
Liście pożółkły, kwiaty zwiędły. Powiał zimny wiatr.
Calineczka owinęła się suchym liściem, lecz nadal marzła.
Pewnego dnia zobaczyła małe drzwi w ziemi.
Mieszkała za nimi mysz polna.
— Kto puka? — zapytała.
— To ja. Mogę choć trochę się ogrzać?
Mysz zobaczyła zmarzniętego gościa i natychmiast wpuściła go do środka.
— Wchodź. Mam ziarno, ciepły pokój i suche posłanie.
Calineczka była bardzo wdzięczna. Pomagała sprzątać, opowiadała baśnie i śpiewała.
Mysz przywiązała się do niej.
— Zostań u mnie przez całą zimę.
Niedaleko mieszkał kret. Był zamożny, miał długie podziemne korytarze i wielkie spiżarnie. Nie lubił słońca, a kwiaty uważał za niepraktyczne.
Pewnego dnia przyszedł z wizytą.
Calineczka zaśpiewała.
Kret znieruchomiał.
— Jaki wspaniały głos.
Odtąd odwiedzał je często.
Kiedyś zaproponował Calineczce obejrzenie swojego tunelu.
— Poprowadziłem go aż na pole. Tam znacznie wygodniej niż na powierzchni.
W tunelu było ciemno. Pośrodku przejścia leżała jaskółka.
— Biedny ptaszek — powiedziała Calineczka.
— Żadnego pożytku z tych ptaków — odparł kret. — Całe lato tylko latają i śpiewają, a kiedy robi się zimno, nie wiedzą, co robić.
Calineczka nic nie odpowiedziała.
Wieczorem wróciła do jaskółki. Dotknęła jej piersi i nagle poczuła słabe bicie serca.
— Żyje!
Okryła ptaka suchymi listkami i przyniosła wodę.
Przez kilka dni potajemnie się nim opiekowała.
Pewnego wieczoru jaskółka otworzyła oczy.
— Gdzie jestem?
— W podziemnym tunelu. Bardzo zmarzłaś.
Jaskółka przypomniała sobie, jak leciała na południe, została za stadem i upadła.
— Uratowałaś mnie, maleńka dziewczynko.
Przez całą zimę pozostawała w ciepłym schronieniu. Calineczka przynosiła okruszki i wodę.
Wiosną ptak odzyskał siły.
— Lecę ku słońcu — powiedział. — Siądź mi na grzbiecie. Polecimy razem.
Calineczka bardzo chciała się zgodzić. Pomyślała jednak o myszy polnej, która dała jej dom w największe chłody.
— Nie mogę odejść bez pożegnania. Będzie się martwiła.
Jaskółka skinęła głową.
— Zatem żegnaj. Jeśli los pozwoli, jeszcze się spotkamy.
I odleciała.
Tymczasem w domu myszy pojawił się nowy plan.
— Kret chce, żebyś została jego żoną — oznajmiła radośnie gospodyni. — Ma wspaniałe spiżarnie, obszerne korytarze i ani jednego przeciągu. Masz wielkie szczęście.
Calineczka milczała.
Kret nie był zły. Nie lubił jednak słońca, nie rozumiał ptaków i chciał całe życie spędzić pod ziemią.
— Nie chcę za niego wychodzić — powiedziała wreszcie.
— Nie mów głupstw — odpowiedziała mysz. — Cóż może być lepszego niż ciepły podziemny dom?
Calineczka wiedziała, że dla myszy naprawdę jest to najlepsze miejsce na świecie.
Ale nie dla niej.
Mijało lato. Mysz i kret szykowali wesele, jakby decyzja już zapadła.
Calineczka codziennie wychodziła między kłosy i patrzyła w niebo.
— Słoneczko — szeptała — może niedługo już cię nie zobaczę.
Nadeszła jesień.
Wtedy nad polem rozległ się znajomy głos.
— Calineczko!
Jaskółka wylądowała obok.
— Odlatuję do ciepłych krajów. Chcesz ze mną?
Tym razem Calineczka nie wahała się.
— Tak.
Pożegnała mysz polną i podziękowała za zimowe schronienie.
— Uratowałaś mnie przed zimnem. Zawsze będę o tym pamiętać. Nie mogę jednak przeżyć cudzego życia tylko dlatego, że komuś wydaje się wygodne.
Usiadła na grzbiecie jaskółki i mocno chwyciła piórko.
Poleciały nad polami, lasami i górami. W dole błyszczały rzeki, a chmury przesuwały się tuż obok.
Wreszcie dotarły do ciepłej krainy, gdzie rosły winogrona, cytryny i olbrzymie kwiaty.
Jaskółka podleciała do białego pałacu. Na starej kolumnie miała gniazdo.
— Wybierz sobie kwiat — powiedziała. — Tutaj będzie ci dobrze.
Calineczka podeszła do wielkiego białego kwiatu.
W środku siedział maleńki młodzieniec ze złotą koroną. Za plecami miał przezroczyste skrzydła.
Nie był większy od niej.
— Witaj — powiedział. — Jestem królem kwiatowych elfów.
Z innych kwiatów wylecieli mali chłopcy i dziewczęta. Śmiali się, tańczyli i zupełnie nie dziwili jej wzrostowi.
Po raz pierwszy Calineczka nie musiała tłumaczyć, dlaczego jest tak mała.
Król podarował jej parę lekkich skrzydełek.
— Teraz możesz latać z kwiatu na kwiat, jeśli zechcesz.
Nie mówił, gdzie powinna mieszkać. Nie decydował, kogo ma poślubić. Po prostu pokazał jej nowy świat.
Z czasem zostali dobrymi przyjaciółmi, a kiedy oboje zrozumieli, że chcą być razem, postanowili się pobrać.
Mieszkańcy kwiatów powiedzieli:
— Calineczka to miłe imię, ale możesz wybrać nowe, jeśli chcesz.
Zastanowiła się.
— Niech nazywam się Maja.
Jaskółka siedziała w gnieździe i patrzyła, jak mała skrzydlata dziewczyna krąży nad kwiatami.
Jesienią ptak poleciał z powrotem na północ.
Odnalazł stary domek, w którym kiedyś z kwiatu narodziła się maleńka dziewczynka, i zaśpiewał przy oknie.
Kobieta, która od dawna tęskniła za zaginioną Calineczką, usłyszała w tej pieśni niezwykłą radość.
Wydało jej się, że jaskółka opowiada:
— Twoja maleńka dziewczynka żyje. Znalazła miejsce, w którym może być sobą.
I to była prawda.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
