

Australia
Żółw Wajambe
żółw, zwierzęta, pomysłowość, przyroda
- Kraj
- Australia
- Wiek
- 4–8 lat

Posłuchaj baśni
Żółw Wajambe
Dawno, bardzo dawno temu, kiedy zwierzęta w starych opowieściach jeszcze chodziły, rozmawiały i żyły we wspólnotach, jaszczurka Ula wyruszyła na równinę po jadalne korzenie.
Było z nią troje jej dzieci.
Dzień był ciepły. Dzieci to pomagały matce, to biegały wokół krzaków, to przysiadały, żeby przyjrzeć się żukowi albo małemu dołkowi w ziemi. Ula spokojnie pracowała, gdy nagle usłyszała szelest za wielkim krzakiem.
Wyprostowała się.
— Kto tam?
Zza krzaka wyszedł Wajambe.
Od dawna przyglądał się Uli i postanowił, że powinna zamieszkać w jego obozie. Ale zamiast przyjść otwarcie, porozmawiać i wysłuchać jej odpowiedzi, Wajambe zrobił coś zupełnie innego.
— Chodź ze mną — powiedział. — Będziesz mieszkać w naszym obozie. Dzieci też zabierz.
Ula spojrzała na niego ze zdumieniem.
— Nie umawiałam się z tobą, że gdziekolwiek pójdę.
— Już zdecydowałem — odpowiedział uparcie Wajambe.
— Ale nie możesz decydować za mnie.
Wajambe nie chciał słuchać. Nalegał, ponaglał i zachowywał się tak, jakby jego pragnienie było ważniejsze od pragnienia Uli. Dzieci przytuliły się do matki.
Ula nie chciała kłótni przy nich. Powiedziała więc:
— Dobrze. Pójdę do twojego obozu, ale tam porozmawiamy ze wszystkimi. Wtedy zobaczymy, czy twoi ludzie naprawdę uważają, że tak należy postępować.
Wajambe był pewien, że wszyscy staną po jego stronie.
Lecz gdy przyszli, stało się coś zupełnie innego, niż oczekiwał.
Starsi z jego wspólnoty zobaczyli Ulę z dziećmi i od razu zapytali:
— Wajambe, czy sama zgodziła się do nas przyjść?
Wajambe się zmieszał.
— Nie całkiem.
— Zapytałeś jej rodzinę? Zapytałeś ją samą?
— Myślałem, że potem wszystko się ułoży.
Jeden ze starszych pokręcił głową.
— To, co wygodne dla ciebie, nie staje się słuszne tylko dlatego, że tego chcesz. Ula ma prawo sama wybierać, gdzie będzie.
Inna starsza kobieta powiedziała:
— Jeśli jej krewni przyjdą po nią, nie będziemy się z nimi spierać przez twój upór. Sam musisz naprawić to, co zrobiłeś.
Wajambe się nachmurzył. Bardzo nie podobały mu się te słowa.
— Ale chciałem, żeby została!
— Chcieć można wielu rzeczy — odpowiedzieli mu. — Lecz drugiego człowieka nie można traktować jak rzeczy, którą bierze się bez pozwolenia.
Ula tymczasem usiadła z dziećmi na skraju obozu i czekała.
Wkrótce na równinie pojawili się jej krewni. Szukali Uli od chwili, gdy zauważyli, że nie wróciła do domu. Widząc ją, szybko podeszli.
— Ulo! Dzieci! Jesteście cali?
— Wszystko dobrze — odpowiedziała. — Już idziemy do domu.
Lecz Wajambe stanął przed nimi.
— Nie! Nie pozwalam!
Wtedy oburzyli się nawet jego własni ludzie.
— Dosyć, Wajambe. Powiedziała, że chce odejść. Odsuń się.
Ale Wajambe tak długo przekonywał siebie, że ma rację, iż teraz nie wiedział, jak po prostu ustąpić i przyznać się do błędu.
Zaczął się miotać, chwycił dwie wielkie tarcze i osłonił się nimi: jedną z przodu, drugą z tyłu.
— Nie podchodźcie! — zawołał.
Nikt nie zamierzał go atakować.
— Nie chcemy się bić — powiedział jeden z krewnych Uli. — Po prostu pozwól jej przejść.
— Zejdź z drogi — dodała Ula. — I wszystko skończy się pokojowo.
Wajambe jednak cofał się, chowając pomiędzy dwiema tarczami.
Krok w tył.
Jeszcze jeden.
I kolejny.
Tak bardzo pilnował ludzi przed sobą, że zupełnie zapomniał popatrzeć, gdzie stawia nogi.
— Wajambe, za tobą jest strumień! — krzyknął ktoś.
Ale było za późno.
Plusk!
Wajambe razem z dwiema tarczami wpadł do wody.
Na brzegu wszyscy znieruchomieli.
Minęło kilka chwil.
— Wajambe? — zawołali.
Po wodzie rozeszły się kręgi.
Potem z głębi powoli wypłynęło dziwne stworzenie.
Było niskie, miało cztery krótkie łapki, małą głowę i twardy, zaokrąglony pancerz na grzbiecie.
— Patrzcie! — szepnęły dzieci Uli.
Stworzenie podpłynęło bliżej. Ktoś wyciągnął rękę, lecz ono natychmiast schowało głowę i łapki pod pancerzem.
Dwie tarcze, którymi Wajambe próbował odgrodzić się od wszystkich, jakby zamieniły się w jedną mocną osłonę wokół niego.
— To Wajambe — powiedział cicho jeden ze starszych.
Ula spojrzała na żółwia w wodzie i nie zaśmiała się, chociaż wszystko to było bardzo dziwne.
— Może teraz będzie miał czas pomyśleć — powiedziała.
Żółw wysunął głowę, popatrzył na ludzi i znowu się schował.
— Kiedy jest strasznie, można się bronić — powiedziała Ula swoim dzieciom. — Ale nie można bronić swojego uporu tak, jakby był ważniejszy od cudzej woli.
Dzieci skinęły głowami.
Pożegnały wspólnotę Wajambe i razem z bliskimi ruszyły do domu.
A żółw pozostał w strumieniu.
Nauczył się doskonale pływać, powoli chodzić po brzegu i w razie niebezpieczeństwa chować głowę oraz łapki pod twardym pancerzem. Mówią, że od niego pochodzą żółwie żyjące w tamtych wodach.
Kiedy żółw nagle nieruchomieje i chowa się w swoim mocnym domku, stara opowieść jakby przypomina: czasem warto się zatrzymać, schować upór głęboko i dobrze pomyśleć, zanim zdecyduje się o czymś za kogoś innego.
