Okładka: Chłopiec, który zmierzył się z trollem

Norwegia

Chłopiec, który zmierzył się z trollem

Żył kiedyś w Norwegii stary gospodarz z trzema synami. Mieli niewiele ziemi, jeszcze mniej pieniędzy, a zima tego roku bardzo się dłużyła. Żeby spłacić długi i zgromadzić opał, musieli przygotować w lesie porządny zapas drewna.

Kraj
Norwegia
Wiek
6–10 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Chłopiec, który zmierzył się z trollem

Żył kiedyś w Norwegii stary gospodarz z trzema synami. Mieli niewiele ziemi, jeszcze mniej pieniędzy, a zima tego roku bardzo się dłużyła. Żeby spłacić długi i zgromadzić opał, musieli przygotować w lesie porządny zapas drewna.

Pewnego ranka ojciec powiedział do najstarszego syna:

— Weź siekierę i idź do lasu. Jeśli solidnie popracujemy, przetrwamy zimę bez kłopotu.

Najstarszy wziął torbę z jedzeniem, chwycił siekierę i ruszył między świerki. Ledwie zamachnął się na pierwsze drzewo, za grubym pniem coś zagrzmiało. Ziemia jakby zadrżała, gałęzie zatrzeszczały i na polanę wyszedł olbrzymi troll.

— Kto rąbie drzewa w moim lesie? — huknął. — Wynoś się, zanim się rozgniewam!

Najstarszy syn tak się przestraszył, że nie próbował nawet się spierać. Chwycił siekierę i popędził do domu.

Nazajutrz do lasu poszedł średni brat. Spotkało go jednak to samo. Ledwie zabrał się do pracy, pojawił się troll i ryknął tak głośno, że chłopak rzucił się do ucieczki.

Wtedy najmłodszy syn powiedział:

— Teraz moja kolej.

Bracia się roześmiali.

— Skoro my uciekliśmy, ty tym bardziej uciekniesz.

— Zobaczymy — odpowiedział chłopiec. — Troll ma wielką siłę. Ciekawe, czy rozum ma równie wielki.

Matka dała mu chleb i kawałek świeżego sera oraz życzyła szczęśliwej drogi.

Najmłodszy przyszedł do lasu, wybrał suche drzewo i zaczął rąbać. Wkrótce znów zatrzeszczały krzaki. Troll wyszedł na polanę, zmarszczył gęste brwi i ryknął:

— Hej! Powiedziałem, że nikt nie będzie tu rąbał!

Chłopiec spokojnie odłożył siekierę na pieniek.

— Nie hałasuj tak — powiedział. — Ja też potrafię się gniewać.

Troll aż rozdziawił usta. Dawno nikt nie mówił do niego takim tonem.

— Ty? — powtórzył. — I cóż takiego zrobisz?

Chłopiec ukradkiem wyjął z torby miękki, świeży ser.

— Widzisz ten biały kamień? — zapytał. — Jeśli bardzo trzeba, potrafię wycisnąć wodę nawet z kamienia.

Ścisnął ser w dłoni i między palcami pojawiła się serwatka.

Troll zamrugał raz, potem drugi, po czym cofnął się o krok.

— Eee… Nie ma się co gniewać — mruknął. — Rąb sobie. Nawet ci pomogę.

Zabrali się więc do pracy. Troll ścinał wielkie, suche drzewa, a chłopiec obcinał gałęzie i układał drewno. Po kilku godzinach na polanie leżała cała góra polan.

— Dobrze popracowaliśmy — powiedział troll. — Chodź do mnie. Przygotuję kolację.

Jego dom stał pod skałą. W środku wszystko było olbrzymie: stół sięgał chłopcu niemal do głowy, łyżki przypominały łopaty, a kocioł był tak wielki, że można by się w nim kąpać.

— Przynieś wody — powiedział troll i postawił przed gościem dwa ogromne wiadra.

Chłopiec spróbował podnieść jedno. Ani drgnęło.

„Siłą nic tu nie wskóram” — pomyślał.

Obejrzał więc wiadra i oznajmił z powagą:

— Po co chodzić po wodę dwa razy? Lepiej przyniosę tu cały strumień.

— Cały strumień? — zaniepokoił się troll. — Nie, nie! Tylko nie to. Lubię, kiedy szemrze przy domu. Sam przyniosę wodę.

Chwycił wiadra i poszedł do źródła.

Wkrótce w kotle zabulgotała gęsta kasza. Troll nałożył dwie ogromne miski i przechwalał się:

— A teraz zobaczymy, który z nas zje więcej!

— Zgoda — uśmiechnął się chłopiec.

Prędko zrozumiał, że ściganie się z trollem w jedzeniu to kiepski pomysł. Jadł więc powoli, a część kaszy niepostrzeżenie przekładał do czystego płóciennego woreczka na kolanach.

Troll jadł i jadł. Najpierw się śmiał, potem sapał, wreszcie zaczął ze zdumieniem zerkać na chłopca.

— Jak jeszcze możesz to wszystko zmieścić? — jęknął.

— Trzeba znać pewną sztuczkę — odpowiedział chłopiec.

Kiedy troll w końcu odsunął miskę, chłopiec podniósł woreczek i pokazał go.

— Oto moja sztuczka. Nie zamierzałem rywalizować z twoim brzuchem. Mierzyłem się z twoją pewnością siebie.

Na chwilę zapadła cisza.

Chłopiec pomyślał, że troll zaraz się obrazi. Olbrzym jednak nagle wybuchnął śmiechem. Śmiał się tak głośno, że łyżki zadzwoniły, a pokrywa kotła podskoczyła.

— Ależ spryciarz! — zawołał. — Pierwszy raz ktoś pokonał mnie głową, a nie siłą.

— To już nie będziemy kłócić się o las? — zapytał chłopiec.

Troll podrapał się po głowie.

— Umówmy się tak. Suche drzewa możesz zabierać, ale młodych nie ruszaj. I nie ścinaj więcej, niż naprawdę potrzebujecie.

— Uczciwa umowa — przytaknął chłopiec.

Troll pomógł mu związać drewno w wielkie wiązki, a na pożegnanie przyniósł niewielką skrzynkę.

— Znalazłem kiedyś te monety w opuszczonej kopalni — powiedział. — Weź część za dzisiejszą pracę i dobrą nauczkę. Tylko pamiętaj: złoto wyczerpuje się prędzej niż pomysły w mądrej głowie.

Chłopiec podziękował i wrócił do domu. Ojciec i bracia nie wierzyli własnym oczom: za nim toczył się wóz pełen drewna, a on szedł cały, wesoły i ani trochę przestraszony.

— Jak pokonałeś trolla? — pytali jeden przez drugiego.

— Nie pokonałem go — odpowiedział. — Po prostu przestaliśmy mierzyć się siłą i zaczęliśmy się dogadywać.

Monet wystarczyło na spłatę rodzinnych długów. Drewna na ciepłe przetrwanie zimy. Odtąd do lasu chodzono z szacunkiem: zabierano tylko suche drzewa i nigdy nie niszczono więcej, niż było potrzeba.

Podobno czasem spod dalekiej skały wciąż dobiega głośny śmiech trolla. Zapewne wspomina dzień, w którym mały fortel okazał się silniejszy od olbrzymich ramion.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨