

Stany Zjednoczone
Chłopiec Pu-nia i Król Rekinów
Na jednej z hawajskich wysp, tam, gdzie woda przy brzegu staje się zupełnie przejrzysta, a fale rozsypują się w białą pianę, mieszkał chłopiec imieniem Pu-nia.
- Kraj
- Stany Zjednoczone
- Wiek
- 7–11 lat

Posłuchaj baśni
Chłopiec Pu-nia i Król Rekinów
Na jednej z hawajskich wysp, tam, gdzie woda przy brzegu staje się zupełnie przejrzysta, a fale rozsypują się w białą pianę, mieszkał chłopiec imieniem Pu-nia.
Żył z matką w małej chacie niedaleko morza.
Kiedyś ojciec Pu-nii wypływał na ocean łowić ryby. Pewnego dnia jednak nie wrócił. Odtąd matka i syn żyli bardzo skromnie. Mieli bataty i owoce z drzew, ale prawie nie jedli ryb ani innych morskich przysmaków.
Niedaleko brzegu znajdowała się podwodna jaskinia pełna wielkich langust. Nikt jednak nie odważał się do niej nurkować.
Przy jaskini mieszkał Kai-ale-ale, Król Rekinów, a z nim dziesięć innych rekinów.
Strzegły jaskini dniem i nocą.
Pewnego wieczoru matka Pu-nii postawiła na stole pieczone bataty i cicho powiedziała:
— Gdyby tak mieć choć jedną langustę na kolację.
Pu-nia nie odpowiedział, lecz pomyślał:
„Jutro będziemy ją mieli”.
Rano chłopiec wszedł na skałę nad jaskinią. Z góry widział ciemne grzbiety rekinów pod wodą.
Z początku trwały nieruchomo.
Potem zauważył, że jeden rekin poruszył ogonem.
„Nie śpią” — zrozumiał.
Udał jednak, że niczego nie dostrzegł.
Głośno powiedział do siebie:
— Ja, Pu-nia, zaraz zanurkuję tam, przy czarnym kamieniu. Rekiny śpią, więc bez trudu dotrę do jaskini, wezmę dwie langusty i zaniosę je mamie.
Kai-ale-ale usłyszał to i prawie niedostrzegalnie poruszył płetwą.
— Wszyscy pod czarny kamień — szepnął do swoich rekinów. — Gdy chłopak zanurkuje, otoczymy go.
Tymczasem Pu-nia chwycił kamień i z całej siły rzucił go do wody właśnie przy czarnej skale.
Plusk!
Wszystkie rekiny pomknęły w tamtą stronę.
A Pu-nia zanurkował z zupełnie innego miejsca.
Raz, dwa — i już był w jaskini.
Chwycił po jednej languście w każdą rękę i szybko wypłynął na powierzchnię.
— Dziękuję za radę! — zawołał do rekinów. — Szczególnie temu z wąskim ogonem!
Kai-ale-ale gniewnie zakręcił się w wodzie.
— Który z was mu pomógł?
Rekiny zaczęły krążyć niespokojnie.
Pu-nia roześmiał się i poszedł do domu.
Matka bardzo się zdziwiła na widok dwóch wielkich langust.
— Skąd je masz?
— Z jaskini.
— Z tej właśnie jaskini?
— Tak. Ale byłem ostrożny.
Matka spojrzała na niego poważnie.
— Spryt to dobra rzecz. Tylko nie pozwól, żeby odwaga zmieniła się w nierozwagę.
Pu-nia skinął głową.
Po kilku dniach langusty się skończyły.
Chłopiec znów przyszedł na skałę.
Tym razem rekiny wiedziały już, że jest przebiegły.
Lecz Pu-nia ponownie zaczął mówić głośno:
— Dzisiaj zanurkuję przy jasnym kamieniu. Stamtąd droga do jaskini jest najkrótsza.
Kai-ale-ale rozkazał:
— Nie spuszczajcie oczu z jasnego kamienia!
Pu-nia rzucił tam kamień.
Plusk!
Rekiny pomknęły ku odgłosowi.
Chłopiec zanurkował z przeciwnej strony i znów wrócił z dwiema langustami.
— Widzicie! — zawołał. — Znowu ktoś mi podpowiedział!
Kai-ale-ale rozgniewał się jeszcze bardziej.
Powtórzyło się to kilka razy.
Pu-nia nie chciał, żeby rekiny walczyły między sobą. Za każdym razem wymieniał więc inną cechę: raz rekina z okrągłym brzuchem, raz tego z małym okiem, innym razem rekina z plamą na grzbiecie.
Po pewnym czasie rekiny tak bardzo podejrzewały się nawzajem, że przestały spokojnie pilnować jaskini. Spierały się, odpływały, sprawdzały jedna drugą, a Pu-nia coraz łatwiej zdobywał jedzenie.
W końcu dziewięć rekinów postanowiło:
— Mamy dość słuchania Kai-ale-ale. Przez niego tylko się kłócimy.
I odpłynęły szukać innych wód.
Przy jaskini został już tylko Kai-ale-ale.
Olbrzymi, rozgniewany i uparty.
— Teraz sam cię złapię, Pu-nia — mruczał.
Chłopiec wiedział, że ostatnie spotkanie będzie najtrudniejsze.
Poszedł do lasu i wyciął dwa mocne drewniane kije. Zabrał sznur, mały woreczek z jedzeniem i kilka suchych gałązek na ogień.
Wrócił na brzeg i znów przemówił głośno:
— Jeśli Kai-ale-ale chwyci mnie zębami, wyrwę się. Ale jeśli połknie mnie w całości, wtedy naprawdę będzie trudno.
Król Rekinów go usłyszał.
„A więc trzeba połknąć go w całości” — postanowił.
Pu-nia zanurkował.
Kai-ale-ale szeroko otworzył paszczę.
Chłopiec skierował się prosto ku niej.
Gdy znalazł się w środku, natychmiast wstawił pomiędzy szczęki dwa mocne kije.
Kai-ale-ale nie mógł zamknąć paszczy.
Rzucił się naprzód, potem w bok, a następnie w głębinę.
Pu-nia mocno się trzymał i myślał.
Musiał skłonić rekina, żeby wypłynął na płyciznę.
Powiedział więc głośno:
— Oby tylko Kai-ale-ale nie zaniósł mnie na piaszczystą mieliznę przy krzakach! Tam na pewno zdołam się wydostać!
Król Rekinów pomyślał:
„Aha! Właśnie tam go zaniosę!”
I z całych sił popłynął ku brzegowi.
Woda robiła się coraz płytsza.
Jeszcze jedno szarpnięcie i Kai-ale-ale utknął na piasku.
Pu-nia wyślizgnął się z jego paszczy i wybiegł na brzeg.
Na hałas przybiegli mieszkańcy osady.
— Król Rekinów na mieliźnie! — wołali.
Kai-ale-ale gniewnie uderzał ogonem, lecz woda była zbyt płytka.
Pu-nia podszedł bliżej.
— Posłuchaj, Kai-ale-ale. Morze jest wielkie. Nie musisz pilnować jednej jaskini i straszyć wszystkich dookoła. Kiedy nadejdzie fala, wróć do oceanu i odpłyń daleko od naszej zatoki.
Rekin patrzył na niego ciemnym okiem.
Wkrótce nadeszła wielka fala.
Podniosła Kai-ale-ale i pociągnęła go z powrotem do morza.
Zatoczył krąg przy brzegu, jakby jeszcze raz chciał pokazać, kim jest, a potem skierował się ku otwartemu oceanowi i zniknął.
Odtąd przy jaskini zapanował spokój.
Rybacy znów wypływali na morze. Dzieci zbierały muszle przy wodzie. Pu-nia zaś nurkował do jaskini tylko wtedy, gdy naprawdę trzeba było, i nigdy nie brał więcej, niż jego rodzina mogła zjeść.
Pewnego razu matka powiedziała:
— Nie zwyciężyłeś siłą.
— A czym?
— Tym, że słuchałeś, myślałeś i nie spieszyłeś się.
Pu-nia się uśmiechnął.
Wiedział już, że nawet wobec bardzo wielkiego strachu czasami wystarczy mała, lecz właściwa myśl.
A morze szumiało dalej, wielkie i błękitne, kryjąc jeszcze niezliczone historie.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
