

Dania
Choinka
W cichym lesie, gdzie promienie słońca przemykały między wysokimi sosnami, rosła mała choinka.
- Kraj
- Dania
- Wiek
- 6–10 lat

Posłuchaj baśni
Choinka
W cichym lesie, gdzie promienie słońca przemykały między wysokimi sosnami, rosła mała choinka.
Miała wspaniałe miejsce. Obok pachniały poziomki, nad głową śpiewały ptaki, a rankiem na młodych gałązkach lśniły krople rosy. Choinka prawie tego nie zauważała.
Przez cały czas myślała tylko o jednym:
— Kiedy wreszcie urosnę?
Wiosną wypuszczała nowe, jasnozielone pędy i cieszyła się z każdego centymetra.
— Jeszcze trochę — powtarzała sobie. — Kiedy będę wysoka, zacznie się prawdziwe życie.
Latem do lasu przychodziły dzieci na poziomki. Na widok choinki przystawały.
— Jaka śliczna! — mówiła dziewczynka.
— I jaka równiutka! — dodawał chłopiec.
Choinka jednak tylko wzdychała.
— Śliczna… mała… A ja nie chcę być mała.
Czasem przebiegał obok zając. Gdy była zupełnie niska, z łatwością przeskakiwał nad jej czubkiem. Później podrosła i musiał już omijać ją z boku.
Bardzo ją to cieszyło.
— Widzicie? Rosnę! Niedługo będę taka jak te wielkie drzewa!
Jesienią do lasu przychodzili drwale. Wybierali wysokie, smukłe drzewa, ostrożnie je ścinali i wywozili.
Choinka patrzyła za nimi z przejęciem.
— Dokąd jadą?
Wiosną wróciły bociany. Jeden odpoczywał niedaleko, więc choinka go zapytała:
— Latasz daleko. Może wiesz, co dzieje się z wielkimi drzewami?
— Niektóre widziałem nad morzem — odpowiedział bocian. — Robi się z nich wysokie maszty statków. Płyną nad falami i oglądają odległe brzegi.
Choinka zadrżała z zachwytu.
— To dopiero życie! Ach, gdybym mogła szybciej urosnąć!
— A tutaj jest ci źle? — zdziwił się bocian. — Masz słońce, las i ptaki.
Ale choinka już wyobrażała sobie morze i okręty.
Minął kolejny rok.
Przed Bożym Narodzeniem znów wywożono z lasu młode drzewka. Tym razem nie te najwyższe. Były mniej więcej jej wzrostu.
— Dokąd je zabierają? — zapytała wróble z niepokojem.
Wróble bywały przy ludzkich domach i znały wiele nowin.
— Zanosi się je do mieszkań — zaćwierkał jeden. — Stawia pośrodku ciepłego pokoju.
— A potem się je ozdabia! — dodał drugi. — Widziałem przez okno: na gałęziach wiszą jabłka, orzechy, słodycze, błyszczące ozdoby i maleńkie światełka.
— A dzieci tańczą dookoła! — zawołał trzeci.
Choinka znieruchomiała, pogrążona w marzeniach.
— To chyba najpiękniejsze, co może spotkać drzewo!
Od tamtej pory czekała na Boże Narodzenie.
Kiedy słońce przeświecało przez gałęzie, myślała: „Gdyby już nadeszła zima”.
Kiedy śpiewały ptaki, myślała: „Gdyby już mnie zabrali”.
Kiedy wiatr przynosił zapach jagód i mchu, myślała: „Prawdziwe szczęście przyjdzie później”.
Aż pewnego zimowego ranka drwal zatrzymał się właśnie przy niej.
— Ładne drzewko — powiedział.
Wkrótce choinka jechała już do miasta.
Trochę bała się opuszczać znajomy las, lecz jednocześnie zdawało jej się, że serce w niej śpiewa:
— Nareszcie! Nareszcie zaczyna się moje prawdziwe życie!
W wielkim domu ustawiono ją w jasnym pokoju. Ludzie rozprostowali jej gałęzie i zaczęli ją stroić.
Zawisły na niej czerwone jabłka, papierowe koszyczki z łakociami, złocone orzechy, figurki z ciasta i lekkie, błyszczące nitki. Na czubku zabłysła gwiazda.
— Jak pięknie — szepnęła choinka.
Kiedy zapalono małe świąteczne światełka, przejęła się tak bardzo, że niemal zapomniała równo trzymać gałęzie.
Drzwi otworzyły się i do pokoju wbiegły dzieci.
— Choinka!
— Popatrzcie, jaka piękna!
Wokół rozległy się śmiech i muzyka. Dzieci śpiewały, krążyły w tańcu, szukały prezentów i oglądały ozdoby.
Choinka była szczęśliwa.
A jednak nawet wtedy pomyślała:
„Ciekawe, co będzie jutro. Pewnie jeszcze piękniej”.
Wieczorem, gdy w pokoju zrobiło się spokojniej, jeden z dorosłych usiadł przy dzieciach i opowiedział baśń. Choinka słuchała bardzo uważnie. Podobało jej się, jak głos raz cichł, raz stawał się uroczysty, a wszyscy zamierali, by nie uronić ani słowa.
„Oby ten wieczór trwał jak najdłużej” — przemknęło jej przez myśl.
Po chwili jednak znowu czekała na jutrzejszy dzień.
Następnego ranka zdjęto ozdoby. Choinkę wyniesiono z pokoju i postawiono na strychu.
Było tam cicho i chłodno.
— Pewnie wkrótce wydarzy się coś nowego — pocieszała się.
Minął dzień. Potem drugi.
Nikt nie przychodził.
Pewnego wieczoru zza starej skrzyni wyjrzała myszka.
— Dobry wieczór. Skąd jesteś?
— Z lasu — odpowiedziała choinka.
— A co tam było?
Choinka chciała powiedzieć, że w lesie nie działo się nic szczególnego. Nagle jednak przypomniała sobie poranną rosę.
— Słońce przedzierało się między drzewami.
— A co jeszcze?
— Pachniały poziomki. Śpiewały ptaki. I mieszkał tam zając, który kiedyś przeskakiwał nade mną.
Myszka się roześmiała.
— Przecież to wspaniałe! Opowiadaj dalej.
Następnego wieczoru przyszły już dwie myszki. Później trzy.
Choinka opowiadała im o lesie, bocianie, wróblach i śniegu. Potem o świątecznym pokoju, jabłkach, światełkach i dzieciach.
Im więcej opowiadała, tym wyraźniej rozumiała pewną dziwną rzecz.
Wszystko, co dawniej wydawało jej się zwyczajne i niewystarczające, teraz stało się bardzo drogie.
— Gdybym jeszcze raz znalazła się w lesie — powiedziała któregoś wieczoru — słuchałabym każdego ptaka. Patrzyłabym, jak wschodzi słońce. Cieszyłabym się zającem. I nie poganiałabym czasu.
— A podczas święta? — zapytała myszka.
— Nie myślałabym o jutrze. Po prostu cieszyłabym się tamtym wieczorem.
Nadeszła wiosna.
Pewnego dnia drzwi strychu się otworzyły. Ogrodnik wyniósł choinkę na dwór.
Słońce grzało ciepło. Na podwórzu ćwierkały wróble.
Choinka poczuła znajomy zapach ziemi i nagle pomyślała:
„Oto jest. Ten dzień. Nie wczoraj. Nie jutro. Dzisiaj”.
Jej gałązki już uschły i nie mogła wrócić do lasu. Ogrodnik jednak nie śpieszył się z pożegnaniem drzewka.
— Te gałęzie jeszcze się przydadzą — powiedział dzieciom. — Możemy osłonić nimi młode rośliny, jeśli nocą powróci przymrozek.
Dzieci pomogły rozłożyć pachnące gałązki na rabatach.
Na jednej z nich znalazła się mała szyszka.
— Są tu nasiona! — ucieszyła się dziewczynka.
Kilka nasion posadzili na skraju ogrodu.
Minął pewien czas. Pewnego letniego ranka z ziemi wyjrzał delikatny zielony pęd.
Obok usiadł wróbel i przechylił głowę.
— Jaki maleńki!
Wiatr lekko poruszył jego miękkimi igiełkami, jakby szeptał:
— Nie śpiesz się. Słońce już świeci. Ptaki już śpiewają. Życie nie zacznie się kiedyś później. Trwa właśnie teraz.
A mała choinka wyciągała się ku światłu, nie przegapiając tego dnia.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
