Okładka: Dlaczego Księżyc i gwiazdy świecą światłem Słońca

Ghana

Dlaczego Księżyc i gwiazdy świecą światłem Słońca

niebo, Słońce, Księżyc, legenda

Kraj
Ghana
Wiek
5–9 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Dlaczego Księżyc i gwiazdy świecą światłem Słońca

Dawno, dawno temu, gdy świat był jeszcze młody, a niebo, jak powiadają, znajdowało się nieco bliżej ziemi, żył Anansi ze swoim synem Kweku Tsinem.

Pewnego roku zabrakło jedzenia. Pola odpoczywały po upałach, w lesie trudno było znaleźć owoce, a ludzie oszczędzali każde ziarenko.

Pewnego ranka Anansi powiedział:

— Chodźmy do lasu. Może uda się przynieść do domu coś na kolację.

Kweku Tsin się zgodził. Długo szli ścieżkami, wsłuchując się w szelest liści i dalekie głosy ptaków. Wreszcie udało im się zdobyć dość jedzenia na kilka dni.

— Zostań tutaj — powiedział Anansi do syna. — Szybko wrócę do domu po wielki kosz.

Kweku Tsin usiadł pod drzewem i czekał.

Minęło trochę czasu.

— Ojcze! — zawołał, myśląc, że Anansi już wraca.

Ale z gęstwiny dobiegł zupełnie inny głos:

— Kto mnie woła?

Kweku Tsin znieruchomiał.

Między drzewami coś zaszeleściło. Zza pni wyłonił się wielki ziejący ogniem potwór. Jego oczy lśniły jak dwa gorące węgle, a kroki głucho dudniły w ziemi.

Kweku Tsin rzucił się ku niewielkiej jaskini i schował w środku. Ale potwór miał niezwykle ostry wzrok. Zauważył ślad, znalazł chłopca i zaprowadził go do swojego kamiennego domu.

Wkrótce Anansi wrócił z koszem.

— Synu! Kweku Tsinie! Gdzie jesteś?

I znów z lasu odezwał się ten sam niski głos:

— Kto tu woła?

Tak potwór schwytał również Anansiego.

W kamiennym domu zobaczyli wielu innych jeńców. Ludzie byli przestraszeni, ale Kweku Tsin od razu zaczął rozglądać się dookoła.

— Jeśli jest wejście, musi być też wyjście — szepnął ojcu.

Ale ucieczka nie była prosta.

Przy bramie siedział biały kogut. Gdy tylko ktoś zbliżał się do drzwi, podnosił taki hałas, że potwór natychmiast przybiegał.

— Kukuryku! Kukuryku!

— To dopiero strażnik — westchnął Anansi.

Kweku Tsin przez kilka dni uważnie obserwował koguta. I zauważył, że ten najbardziej lubi ziarno.

Wtedy chłopiec zwrócił się do innych jeńców:

— Ile mamy worków prosa i ziarna?

— Dużo — odpowiedzieli. — Potwór trzyma tutaj wielkie zapasy.

— Dobrze. Część nam się przyda.

Nocą, kiedy potwór zasnął, wszyscy zabrali się do pracy. Jedni ukradkiem wyciągnęli mocne włókna. Inni skręcali je w nici. Jeszcze inni splatali nici w gruby sznur.

Kweku Tsin pokazywał:

— Nie wystarczy sam sznur. Potrzebujemy długiej drabiny sznurowej.

— Jak długiej? — zapytał Anansi.

Kweku Tsin podniósł oczy ku niebu.

— Aż dotąd.

Wszyscy się zdziwili, ale nie zaczęli się sprzeczać.

Pracowali cicho i cierpliwie. Dzień po dniu drabina stawała się dłuższa. Gdy wreszcie ją ukończyli, Kweku Tsin zaczekał na noc, podszedł do bramy i wysypał przed białym kogutem całą ścieżkę ziarna.

Kogut obudził się, zobaczył poczęstunek i zapomniał o całym świecie.

Dziob, dziob, dziob.

Dziob, dziob, dziob.

Nawet nie zauważył, jak brama cichutko się otworzyła.

Jeńcy wynieśli drabinę na zewnątrz. Jak głosi podanie, jeden jej koniec porwał niebiański wiatr i uniósł tak wysoko, że sięgnęła aż do samego nieba.

— Szybko, ale bez paniki — powiedział Kweku Tsin. — Pomagamy sobie nawzajem.

Pierwsi wspinali się ci, którym było najtrudniej. Za nimi ruszyli pozostali.

Anansi już postawił nogę na dolnym szczeblu, gdy syn nagle się obejrzał.

— Zapomniałem o czymś.

— Tylko nie mów, że wracasz! — szepnął Anansi.

Ale Kweku Tsin już biegł do kamiennego domu.

Na ścianie wisiały tam małe czarodziejskie skrzypce potwora. Kweku Tsin widział, jak gospodarz czasem dotykał strun, a wtedy nawet wiatr jakby zaczynał poruszać się w takt muzyki.

Chłopiec chwycił skrzypce i wrócił do drabiny.

— Teraz możemy iść.

Ale właśnie w tej chwili biały kogut wydziobał ostatnie ziarenko.

Podniósł głowę.

Zobaczył otwartą bramę.

Zobaczył drabinę.

I wrzasnął na cały las:

— KUKURYKU-U-U!

Potwór się obudził.

— Kto ośmielił się uciec?!

Wyskoczył na dwór i zobaczył ludzi wspinających się wysoko, wysoko.

— Wracać! — zagrzmiał.

Ale nikt się nie zatrzymał.

Potwór chwycił dolną część drabiny i zaczął wspinać się za nimi.

Kweku Tsin spojrzał w dół.

— Jest bardzo szybki — powiedział Anansi. — Co zrobimy?

Chłopiec wyjął niewielki pakunek z zapasami jedzenia, które zabrali w drogę, i rzucił kilka kawałków w dół.

Potwór był żarłoczny. Zatrzymał się.

— Co tam jest?

Zszedł o kilka szczebli, zebrał jedzenie, zjadł je i znów ruszył w górę.

Kweku Tsin rzucił jeszcze trochę.

I jeszcze.

Tak zyskali czas, ale zapasy szybko się kończyły.

— Teraz skrzypce — powiedział chłopiec.

Przycisnął je do ramienia i przeciągnął smyczkiem po strunach.

Dzyń, dyli, dzyń…

Dzyń, dyli, dzyń…

Gdy tylko muzyka popłynęła w dół, potwór się zatrzymał. Jego prawa noga sama zrobiła krok w bok. Potem lewa. Ze zdziwieniem spojrzał na własne nogi.

— Co się dzieje?

A skrzypce zagrały szybciej.

Tirili, tirili, tirili!

Potwór zaczął przytupywać, obracać się i niezgrabnie tańczyć wprost na dolnych szczeblach.

— Nie chcę tańczyć! — złościł się.

A nogi tańczyły.

Tymczasem ostatni jeniec dotarł do górnego końca drabiny. Anansi też stanął na niebiańskiej ziemi.

— Kweku Tsinie, czas!

Chłopiec zagrał ostatni wesoły akord i szybko podciągnął górną pętlę drabiny. Dolny koniec zaczął powoli opadać i zwijać się.

Potwór, który znajdował się już nisko nad ziemią, zeskoczył na miękką trawę.

— Wracajcie! — wołał z dołu.

Ale drabina uniosła się do nieba, a droga powrotna się zamknęła.

Uciekinierzy znaleźli się w niebiańskich przestworzach. Było tam cicho, jasno i oddychało się niezwykle lekko.

Niebiańska starszyzna wysłuchała ich historii.

— Kto obmyślił ucieczkę? — zapytali.

Wszyscy wskazali na Kweku Tsina.

— On zauważył słabość koguta.

— On wymyślił drabinę.

— Nie porzucił nikogo z nas.

— I właśnie jego muzyka uratowała nas przed pościgiem.

Wtedy niebiańscy starsi powiedzieli:

— Pokazałeś innym drogę do wolności i nie zostawiłeś przyjaciół w ciemności. Odtąd sam będziesz niósł światło.

I Kweku Tsin stał się Słońcem.

Jego ojciec Anansi stał się Księżycem, by towarzyszyć nocy i pamiętać drogę, którą razem wspinali się w górę.

A ich przyjaciele stali się gwiazdami i rozsypali po niebie mnóstwem małych światełek.

Ale gwiazdy i Księżyc nie miały tak mocnego blasku jak Kweku Tsin. Dlatego Słońce dzieliło się z nimi swoim światłem.

Kiedy szło odpocząć za skrajem świata, Księżyc zachowywał cząstkę jego blasku. A gwiazdy łapały małe promyki i przechowywały je do rana.

I dlatego, jak mówi stara zachodnioafrykańska bajka, Księżyc i gwiazdy nie świecą same z siebie, lecz dzięki temu, że Słońce hojnie dzieli się z nimi swoim światłem.

A jeśli w bardzo pogodną noc długo patrzeć w niebo, można sobie wyobrazić, że między gwiazdami nadal wisi cienka, niewidzialna drabina, po której Kweku Tsin wyprowadził niegdyś swoich przyjaciół z ciemności ku światłu.