

Indie
Cienie na Księżycu
Bardzo dawno temu, gdy świat był jeszcze młody, a ludzie uważniej wsłuchiwali się w niebo, Khasi opowiadali o niebiańskiej rodzinie.
- Kraj
- Indie
- Wiek
- 6–10 lat
- Czas czytania
- 5 min

Posłuchaj baśni
Cienie na Księżycu
Bardzo dawno temu, gdy świat był jeszcze młody, a ludzie uważniej wsłuchiwali się w niebo, Khasi opowiadali o niebiańskiej rodzinie.
Pewna matka miała czworo dzieci. Najstarsza córka nazywała się Ka Um — Woda. Druga była Ka Ding, Ogień. Trzecia — Ka Sngi, Słońce. A najmłodszy syn nosił imię U Bnai — Księżyc.
Cała czwórka była piękna i obdarzona własną mocą. Woda przynosiła ochłodę i życie. Ogień dawał ciepło. Słońce rozjaśniało świat za dnia. Księżyc zaś w owych czasach świecił niemal równie jasno jak Słońce.
Długo w niebiańskim domu panowała zgoda. Dzieci szanowały matkę i siebie nawzajem. Lecz kiedy U Bnai dorósł, zapragnął żyć wyłącznie tak, jak mu się podobało.
Zaczął znikać na długo, nie uprzedzając bliskich. Wędrował odległymi drogami, zawierał przypadkowe znajomości i wyśmiewał rady matki.
— Masz prawo wybrać własną drogę — mówiła. — Ale wolność nie oznacza zapominania o tych, którzy cię kochają.
Ka Um i Ka Ding również próbowały spokojnie rozmawiać z bratem. Nawet Ka Sngi, zawsze tak szczęśliwa z jego powrotu, prosiła:
— Nie zatracaj się w obcych światach, U Bnai. Wróć do nas taki, jakim byłeś.
Księżyc jednak nie słuchał.
Pewnego razu wybrał się do bardzo dalekiej, mrocznej krainy. Nie było tam ani czystej wody, ani ciepłego ognia, ani słonecznego poranka. Został tak długo, że przywykł do ciemności i niemal zapomniał, jak jasne było jego rodzinne niebo.
W końcu zmęczył się mrokiem. Przypomniał sobie dom, matkę oraz siostry i wrócił.
Pierwsza przywitała go Ka Sngi.
Wyszła mu naprzeciw i od razu zrobiło się jasno. Po długiej wędrówce jej blask wydał mu się niezwykły.
Z początku milczał, ale potem odezwała się w nim dawna pycha.
— Obszedłem wiele światów — powiedział matce. — Nikt nie świeci tak jasno jak ja. Tylko Ka Sngi może stać przy mnie. Niech porzuci własną drogę i świeci wyłącznie razem ze mną.
Matka spojrzała na syna surowo.
— Ka Sngi jest twoją siostrą. Jej światło należy do całego świata. Nie możesz zawłaszczyć drugiej istoty, choćbyś uważał się za najpiękniejszego ze wszystkich.
U Bnai nie chciał jednak ustąpić.
Gdy Ka Sngi usłyszała jego żądanie, bardzo się zasmuciła.
— Bracie — powiedziała — wróciłeś do domu, ale jeszcze nie odnalazłeś siebie. Widzisz moje światło, lecz nie widzisz mnie.
U Bnai znów przemówił wyniośle, jakby miał prawo za nią decydować.
Wtedy Ka Sngi podeszła do domowego paleniska, nabrała garść szarego popiołu i podrzuciła go w powietrze.
— Niech ten popiół przypomina ci, że cudzego światła nie można uczynić swoją własnością.
Wiatr poniósł popiół ku twarzy U Bnai. Nie sprawił mu bólu, ale pozostawił ciemne ślady.
Księżyc zamilkł.
Po raz pierwszy od dawna nie próbował się spierać.
Popatrzył na matkę, Wodę, Ogień i Słońce. Zrozumiał, ile niepokoju przysporzył bliskim swoimi wędrówkami i pychą.
Od tamtej pory nie próbował już rywalizować ze Słońcem. Ka Sngi ruszyła dzienną drogą, a Księżyc wybrał noc.
Jego światło stało się cichsze i łagodniejsze, a na srebrnej twarzy na zawsze pozostały ciemne cienie.
Kiedy Khasi spoglądali na Księżyc, mówili dzieciom:
— Widzisz te ciemne plamy? Przypominają, że piękno i siła nic nie znaczą bez szacunku dla innych.
A Księżyc płynął przez nocne niebo cicho i spokojnie, jakby każdego wieczoru pamiętał o tej lekcji.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
