

Węgry
Cudowna żaba
Żył kiedyś w niewielkiej węgierskiej wiosce pewien człowiek z trzema córkami. Starsze siostry były ruchliwe i rozmowne, najmłodsza zaś miała na imię Betsy. Lubiła słuchać ptaków w ogrodzie, wiedziała, gdzie wiosną rozkwita pierwszy fiołek,
- Kraj
- Węgry
- Wiek
- 4–8 lat

Posłuchaj baśni
Cudowna żaba
Żył kiedyś w niewielkiej węgierskiej wiosce pewien człowiek z trzema córkami. Starsze siostry były ruchliwe i rozmowne, najmłodsza zaś miała na imię Betsy. Lubiła słuchać ptaków w ogrodzie, wiedziała, gdzie wiosną rozkwita pierwszy fiołek, i nigdy nie mijała obojętnie kogoś, kto potrzebował pomocy.
Pewnego upalnego dnia ojciec wrócił z pola bardzo zmęczony.
— Córko — poprosił najstarszą — przynieś, proszę, świeżej wody ze studni.
Dziewczyna wzięła dzban i poszła ścieżką do starej kamiennej studni. Ledwie opuściła wiadro, usłyszała z dołu:
— Kum, kum! Dzień dobry!
Drgnęła. Na mokrym kamieniu siedziała wielka zielona żaba o okrągłych, błyszczących oczach.
— Kto do mnie mówi? — szepnęła.
— Ja, żaba ze studni. Podaruj mi złoty pierścionek, który nosisz na palcu, a pomogę ci nabrać najczystszej wody.
— Jeszcze czego! — oburzyła się dziewczyna. — Mój pierścionek jest dla mnie cenniejszy od każdej wody.
Wróciła do domu z pustym dzbanem.
Ojciec poprosił więc średnią córkę. Przy studni wydarzyło się jednak to samo. Żaba grzecznie się przywitała i poprosiła o pierścionek, dziewczyna odmówiła i również wróciła z niczym.
Ojciec westchnął.
— Betsy, może ty spróbujesz?
— Oczywiście, tato.
Betsy zabrała dzban i poszła do studni. Także usłyszała żabi głos.
— Dzień dobry, Betsy.
— Dzień dobry — odpowiedziała. — Skąd znasz moje imię?
— Studnia wiele słyszy — odrzekła żaba. — Ludzie przychodzą tu od rana do wieczora, rozmawiają, śmieją się i kłócą. Dzisiaj jednak woda schowała się bardzo głęboko. Mogę ci pomóc. Czy oddasz mi swój złoty pierścionek?
Betsy spojrzała na pierścionek. Był piękny, lecz ojciec czekał w domu na wodę.
— Jeśli naprawdę go potrzebujesz, weź — powiedziała. — Nie daję ci go ze strachu ani po to, żeby się targować. Niech to będzie po prostu podarunek.
Ostrożnie położyła pierścionek na brzegu kamienia.
Żaba dotknęła go łapką i w tej samej chwili w studni zaszumiała woda. Wiadro napełniło się z łatwością, jakby uniosła je niewidzialna ręka.
— Dziękuję — powiedziała Betsy.
— Ja również dziękuję — odparła żaba. — Nie każdy potrafi oddać coś cennego bez żalu.
Betsy przyniosła do domu pełny dzban, ku wielkiej radości ojca.
Wieczorem, gdy słońce schowało się za dachami, ktoś nagle zapukał.
Puk, puk, puk.
Potem odezwał się znajomy głos:
— Kum, kum! Czy wpuścicie wędrowniczkę, żeby mogła się ogrzać?
Ojciec otworzył drzwi i zobaczył tę samą wielką żabę.
Starsze siostry od razu się cofnęły.
— Jest mokra!
— I zielona!
— To przecież zwykła żaba!
Betsy zmarszczyła brwi.
— Czy to powód, żeby być nieuprzejmym?
Postawiła przy piecu małą miskę z wodą, przyniosła żabie czysty liść łopianu zamiast serwetki i powiedziała:
— Wejdź. Skoro jesteś gościem, będziemy cię traktować jak gościa.
Żaba przeskoczyła przez próg.
— Bardzo zgłodniałam — oznajmiła.
— Mamy kolację — odpowiedziała Betsy. — Podzielimy się.
Najstarsza siostra chciała podać żabie stary, wyszczerbiony talerz, ale Betsy wzięła zwyczajną, czystą miskę.
— Skoro sami z takiego nie jemy, nie podamy go gościowi.
Żaba zjadła kolację i podziękowała.
Nieco później powiedziała:
— Jestem bardzo zmęczona. Czy mogę zostać do rana?
Ojciec niepewnie spojrzał na córki.
— Żaba na noc w domu… Tego jeszcze u nas nie było.
— To będzie pierwszy raz — uśmiechnęła się Betsy. — Przecież nikomu nie przeszkadza.
Przygotowała żabie posłanie w koszyku obok ciepłego pieca. Włożyła miękką tkaninę i małą poduszkę wypchaną sianem.
Żaba ułożyła się wygodnie, lecz długo nie zasypiała.
— Betsy — zawołała cichutko.
— Co takiego?
— Nie boisz się mnie?
— Nie. Zachowujesz się dziwnie, to prawda, ale nie zrobiłaś mi nic złego.
— A nie brzydzisz się tym, że jestem żabą?
Betsy zastanowiła się.
— Przywykłam, że żaby żyją nad wodą, a nie przychodzą w gości. Skoro jednak potrafisz rozmawiać i dziękować, chyba właśnie to jest ważniejsze.
Żaba długo milczała.
— Zgaś, proszę, lampę. Łatwiej mi zasnąć w ciemności.
Betsy zgasiła płomyk.
W domu zrobiło się cicho. Za oknem grały świerszcze. Gdzieś daleko zaszczekał pies. Z koszyka przy piecu dobiegał tylko spokojny oddech żaby.
Rankiem obudził Betsy promień słońca. Od razu zajrzała do koszyka.
Żaby nie było.
Zamiast niej przy piecu stał młodzieniec w prostym podróżnym ubraniu. Jego rude włosy lśniły w porannym świetle, a na otwartej dłoni leżał złoty pierścionek Betsy.
Siostry zamarły z otwartymi ustami. Ojciec omal nie upuścił kubka.
— Kim jesteś? — spytała Betsy.
Młodzieniec się ukłonił.
— Mam na imię Marton. Rzucono na mnie urok. Miałem pozostać żabą, dopóki ktoś nie podaruje mi cennej rzeczy z dobroci, a nie ze strachu, a potem nie przyjmie mnie pod swoim dachem, nie wstydząc się mojego wyglądu.
Podał Betsy pierścionek.
— Teraz znów należy do ciebie.
— Przez cały ten czas umiałeś mówić?
— Tak.
— To ty podniosłeś wodę w studni?
— Trochę ja, a trochę czary — uśmiechnął się Marton.
Betsy również się uśmiechnęła.
— Dlaczego od razu nie powiedziałeś, że jesteś zaczarowany?
— Wtedy pomagałabyś przyszłemu młodzieńcowi, a nie żabie. Zaklęcie miało sprawdzić, czy potrafisz być dobra dla kogoś, od kogo nie oczekujesz żadnej nagrody.
Starsze siostry spuściły oczy.
— Zachowałyśmy się źle — powiedziała jedna.
— Patrzyłyśmy tylko na to, co widać z zewnątrz — dodała druga.
— A więc dziś wiecie trochę więcej niż wczoraj — odpowiedział Marton bez wyrzutu.
Nie został w ich domu na zawsze od razu tego samego dnia. Najpierw wrócił do swojej rodziny, która przez wiele lat nie wiedziała, gdzie zaginął. Odtąd jednak często odwiedzał wioskę.
Pomagał ojcu w polu, przynosił książki, jakich niemal nikt we wsi wcześniej nie widział, i za każdym razem zaglądał do starej studni.
Betsy i Marton dużo rozmawiali. Spierali się, czy skowronki naprawdę budzą się wcześniej od ludzi, śmiali się z tego, że Marton nauczył się dostrzegać najmniejszą kałużę ze stu kroków, i wspólnie posadzili przy studni wierzbę.
Upłynął pewien czas. Kiedy oboje zrozumieli, że chcą dalej iść przez życie razem, sami postanowili się pobrać.
Na wesele starsze siostry ozdobiły stół polnymi kwiatami. Ojciec wygłosił krótką przemowę, a Marton położył obok talerza Betsy małą drewnianą żabkę.
— Żebyś nie zapomniała, jaki byłem przystojny podczas naszego pierwszego spotkania — zażartował.
Betsy roześmiała się.
— Pamiętam. Zwłaszcza twoje „kum, kum” pod drzwiami.
Podobno od tamtej pory w owej wsi nigdy nie przepędzano żab od studni. Dzieci zostawiały im nawet nad wodą małe kamienie, żeby miały gdzie wygrzewać się na słońcu.
Betsy zaś często powtarzała:
— Nie spiesz się z oceną kogoś tylko dlatego, że nie jest do ciebie podobny. Czasem najwspanialszy cud zaczyna się od zwykłej dobroci.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
