Okładka: Cudowny ptak

Rumunia

Cudowny ptak

Żył kiedyś cesarz, który postanowił wznieść w swoim mieście przepiękną świątynię. Rzemieślnicy pracowali pilnie. Kamień po kamieniu rosły mury, zalśniły okna, wystrzeliła wysoka wieża. Lecz ledwie budowniczowie kończyli jej szczyt, co noc o

Kraj
Rumunia
Wiek
8–11 lat
Czas czytania
12 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Cudowny ptak

Żył kiedyś cesarz, który postanowił wznieść w swoim mieście przepiękną świątynię. Rzemieślnicy pracowali pilnie. Kamień po kamieniu rosły mury, zalśniły okna, wystrzeliła wysoka wieża. Lecz ledwie budowniczowie kończyli jej szczyt, co noc osuwał się on w dół, jakby niewidzialna ręka rozbierała wszystko, co zrobili. Cesarz sprowadzał nowych mistrzów, kazał wzmacniać fundamenty, zmieniać kamienie i dodawać belki. Nic nie pomagało. Pewnej nocy przyśnił mu się dziwny sen. Nad niedokończoną wieżą krążył złocisty ptak. Usiadł na najwyższym kamieniu i zaśpiewał tak czysto, że wszystko wokół jakby znieruchomiało. We śnie cesarz usłyszał słowa: — Kiedy cudowny ptak zamieszka przy świątyni, wieża będzie stała mocno. Rano opowiedział sen trzem synom. — Znajdę tego ptaka — od razu oznajmił najstarszy książę. Ojciec dał mu konia, zapasy i pobłogosławił go na drogę. Książę długo jechał, aż dotarł do lasu. Pod wieczór rozpalił ogień, wyjął chleb i usiadł do kolacji. Z krzaków wyjrzała ruda lisica. — Wędrowcze — przemówiła — przytrzymaj swojego psa i podziel się ze mną kawałkiem chleba. Mogę ci się przydać. — Jeszcze czego! — roześmiał się książę. — Sam ledwie mam dość. Nie chciał słuchać lisicy i pojechał dalej. Wkrótce ścieżka zniknęła w gęstej mgle. Książę zabłądził, a potem trafił do zaczarowanego miejsca, gdzie sam zamienił się w nieruchomą kamienną postać. Mijał czas, lecz najstarszy syn nie wracał. Wtedy wyruszył średni brat. Spotkało go niemal to samo. On także natknął się na lisicę, odmówił jej jedzenia i pomocy, a później zboczył z drogi i znalazł się wśród milczących kamiennych postaci. Wreszcie najmłodszy syn powiedział: — Ojcze, pozwól mi wyruszyć. Spróbuję odnaleźć i ptaka, i braci. Cesarz nie chciał wypuszczać ostatniego syna, lecz młodzieniec był spokojny i wytrwały. — Nie szukam sławy — powiedział. — Chcę sprowadzić do domu tych, którzy zaginęli. Ojciec się zgodził. W tym samym lesie najmłodszy książę rozpalił małe ognisko. Ledwie wyjął chleb, zjawiła się ruda lisica. — Wędrowcze, przytrzymaj swojego psa i podziel się ze mną kolacją. Książę natychmiast odwołał psa. — Usiądź bliżej ognia. Chleba wystarczy dla dwojga. Odłamał połowę swojego bochenka i nalał lisicy wody do miseczki. Lisica zjadła, podeszła do samego ognia i nagle wokół niej rozbłysło łagodne, zielonkawe światło. Po chwili na jej miejscu stał młody mężczyzna w podróżnym płaszczu. — Nie dziw się — powiedział. — Byłem zaczarowany. Uwolnić mógł mnie tylko ktoś, kto pomoże, nie wiedząc, co otrzyma w zamian. Ty to zrobiłeś. Teraz ja pomogę tobie. — Szukam cudownego ptaka — odpowiedział książę. — I moich dwóch braci. — Wiem, gdzie są — powiedział nieznajomy. — Ale najpierw musimy znaleźć ptaka. Droga prowadzi do krain, w których stoją zaczarowane pałace. Słuchaj uważnie i nie bierz niczego ponad to, co trzeba. Ruszyli razem. Po kilku dniach ujrzeli wielki zamek. Przy oknie stała młoda kobieta. Gdy dostrzegła podróżnych, cicho zawołała: — Zaczekajcie! Książę był zdumiony: pochodziła z jego ojczyzny. Jej rodzina zaginęła kiedyś podczas dalekiej podróży, ona zaś trafiła do tego zaczarowanego miejsca. — Niedaleko jest jeszcze jeden pałac — powiedziała. — Tam trzymają cudownego ptaka. Nocą straże zasypiają. Można wynieść ptaka razem z klatką, ale nie dotykaj innych kosztowności. I proszę, jeśli zdołasz, wróć po mnie. Chcę do domu. — Wrócę — obiecał książę. Nocą dotarł do drugiego pałacu. W wielkiej sali stała klatka, a w niej siedział ptak o złocisto-srebrnych piórach. Książę wziął tylko klatkę, tak jak mu poradzono, i cicho wyszedł. Lecz gdy tylko przekroczył bramę, ptak rozpostarł skrzydła i zaśpiewał. Straże się obudziły. — Uciekaj! — krzyknął czarodziejski pomocnik. Pomknęli drogą. Za plecami słyszeli tętent kopyt. Kiedy pościg był już blisko, młody mężczyzna podniósł rękę i między nimi wyrósł gęsty zagajnik tarniny. Nikomu nic się nie stało, ale pogoń musiała się zatrzymać. — Teraz po dziewczynę — powiedział książę. Wrócili do pierwszego pałacu. Dziewczyna czekała. Gdy tylko przekroczyła próg, ściany zadźwięczały, zaczęły rozpływać się w powietrzu i cały ogromny pałac zmienił się w małe złote jabłko. — Weź je — powiedziała. — To ostatnia nić czarów, które mnie tu więziły. Książę schował jabłko do torby i ruszyli do domu. Po drodze czarodziejski pomocnik zaprowadził go na polanę, na której stały dziesiątki kamiennych postaci. Wśród nich książę rozpoznał swoich braci. — Oto oni — powiedział jego towarzysz. — Mogę przywrócić im ludzką postać. Ale pamiętaj: nie nauczyli się tego, czego ty się nauczyłeś. Dobroć nie zawsze od razu zmienia człowieka. — To moi bracia — odpowiedział książę. — Nie mogę ich tu zostawić. Pomocnik dotknął kamienia leszczynową gałązką. Postacie drgnęły, ogrzały się i obaj bracia ożyli. Z początku szczerze się ucieszyli. Obejmowali najmłodszego, dziękowali mu i wypytywali o ptaka. Lecz im bliżej byli domu, tym mocniej w ich sercach budziła się zazdrość. — Co powie ojciec? — szepnął najstarszy do średniego. — My wrócimy z niczym, a on przywiezie ptaka, cudowne jabłko i ocaloną dziewczynę. Pewnego dnia zatrzymali się nad stawem. Najmłodszy książę pochylił się, by nabrać wody. Bracia wepchnęli go w zarośla na brzegu, gdzie rosły zaczarowane kolczaste pnącza. W jednej chwili oplotły mu nogi i nie chciały puścić. — Wybacz — mruknął średni, odwracając wzrok. Najstarszy zabrał klatkę z ptakiem, a także złote jabłko. Dziewczyna odmówiła pójścia z nimi z własnej woli. — Powiem prawdę waszemu ojcu — oświadczyła stanowczo. — Mów, co chcesz — odpowiedział najstarszy. — Bez najmłodszego brata nikt ci nie uwierzy. Wrócili do stolicy i oznajmili, że to oni znaleźli ptaka i uratowali dziewczynę. Stało się jednak coś dziwnego. Kiedy wniesiono klatkę do świątyni, ptak milczał. Wieża znów się przechyliła. A dziewczyna nie zgodziła się potwierdzić opowieści braci. — Nie nazwę bohaterskim czynem czegoś, czego nie dokonaliście — powiedziała. Poprosiła o pozwolenie, by skromnie mieszkać przy dworze i opiekować się ptakami w ogrodzie, dopóki prawda nie wyjdzie na jaw. Tymczasem najmłodszy książę wciąż tkwił nad stawem. Kolczaste pnącza nie raniły go, lecz trzymały mocno. Drugiego dnia usłyszał kroki. Drogą szedł wędrowiec, który prawie nic nie widział przez gęstą białą mgłę, od lat przesłaniającą mu oczy. — Kto tu jest? — zawołał. — Człowiek, który potrzebuje pomocy — odpowiedział książę. — A tobie chyba przydałyby się oczy widzące drogę. Szybko zrozumieli, że mogą sobie pomóc. Wędrowiec po omacku odnalazł węzeł zaczarowanych pnączy i go rozplątał. Książę został jego przewodnikiem. Tak ruszyli razem. Jeden podtrzymywał drugiego, drugi opisywał ścieżkę, kamienie, drzewa i niebo. Wieczorem dotarli do źródła. Woda była przejrzysta, a wokół rosły srebrzyste trawy. Książę obmył utrudzone nogi, a wędrowiec przemył oczy. Rano obaj obudzili się zdrowi. Nogi księcia znów były sprawne, a wędrowiec zobaczył słońce tak wyraźnie, jakby widział je po raz pierwszy w życiu. — Uratowaliśmy siebie nawzajem — powiedział. — Właśnie tak — uśmiechnął się książę. — I to najlepszy rodzaj czarów. Rozstali się jako przyjaciele. Najmłodszy książę nie spieszył do pałacu w książęcych szatach. Przebrał się za zwykłego pasterza i najął do pracy niedaleko stolicy. Pragnął prawdy, nie zemsty. Wierzył, że jeśli cudowny ptak naprawdę miał zamieszkać przy świątyni, to kiedyś zaśpiewa. Pewnego dnia cesarz kazał przynieść ptaka do niedokończonej wieży. Zebrali się dworzanie, rzemieślnicy i mieszkańcy miasta. Ptak siedział w milczeniu. Przez plac przechodził właśnie młody pasterz. Gdy tylko stanął pod łukiem świątynnej bramy, cudowny ptak uniósł głowę. I zaśpiewał. Najpierw rozległ się jeden cieniutki dźwięk, potem drugi i trzeci. Melodia popłynęła tak szeroko, że ludzie przestali rozmawiać. Kamienie wieży jakby stały się lżejsze, a zarazem mocniejsze. Szczyt się wyprostował i pozostał na miejscu. — Kim jest ten pasterz? — zawołał cesarz. Przyprowadzono do niego młodzieńca. — Powiedz, kim jesteś. Książę spojrzał na braci, na dziewczynę i na złocistego ptaka, po czym rozpoczął swoją opowieść. Mówił o lesie, lisicy, czarodziejskim pomocniku, dwóch pałacach, uratowanej dziewczynie, ożywionych braciach i stawie. Kiedy skończył, dziewczyna wystąpiła naprzód. — Wszystko było dokładnie tak. Wyjęła złote jabłko. Położyła je na ziemi, dotknęła dłonią i na chwilę w ogrodzie pojawił się ten sam czarodziejski pałac. Wszyscy zobaczyli, że mówi prawdę. Starsi bracia nie mogli już zaprzeczać. — Byliśmy zazdrośni — powiedział cicho średni. — I zrobiliśmy coś, czego teraz się wstydzimy — dodał najstarszy. Cesarz był surowy. — Straciliście prawo do ubiegania się o tron, dopóki nie nauczycie się odpowiadać za własne czyny. Nie kazał karać ich okrutnie. Zamiast tego wysłał ich do odległych ziem, by pomagali odbudowywać mosty, drogi i domy. Tam mieli dowieść czynami, że potrafią się zmienić. Najmłodszy książę nie życzył im gorszego losu. — Chciałem wydobyć braci z kamienia nie po to, by później znów utracić ich przez nienawiść — powiedział. Dziewczyna pozostała na dworze, ale już nie jako branka ani czyjaś nagroda. Sama decydowała o swoim życiu. Z najmłodszym księciem dużo rozmawiali, spacerowali po ogrodzie, wspominali wspólną drogę i stopniowo stali się najbliższymi przyjaciółmi. Później, kiedy oboje tego zapragnęli, pobrali się. Cudowny ptak zamieszkał w wielkim ogrodzie przy świątyni. Klatki już nie zamykano. Mógł latać, kiedy chciał, lecz co wieczór wracał na ulubioną gałąź i śpiewał. A świątynna wieża od tamtej pory już nigdy nie runęła. Cesarz często myślał o tym, jak dziwnie spełnił się jego sen. Sądził, że potrzebuje czarodziejskiego ptaka, by utrzymać kamienie na miejscu. Z czasem zrozumiał jednak, że prawdziwą siłę przyniosły jego domowi zupełnie inne rzeczy: dobroć wobec kogoś, od kogo niczego się nie oczekuje, wierność danemu słowu, odwaga, by powiedzieć prawdę, i umiejętność nieodpłacania złem za zło. A kiedy cudowny ptak śpiewał nad miastem, ludzie mówili: — Słuchajcie uważnie. Przypomina nam, że to, co opiera się wyłącznie na sile, prędzej czy później upadnie. A to, co zbudowano na dobrej woli i prawdzie, stoi długo.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨