

Izrael
Czerwony bucik
W dawnych czasach w pewnym wielkim mieście mieszkał kupiec z małą córeczką Rosie. Gdy dziewczynka była jeszcze niemowlęciem, jej mama umarła i odtąd najbliższą osobą dla Rosie stała się babcia.
- Kraj
- Izrael
- Wiek
- 6–10 lat
- Czas czytania
- 8 min

Posłuchaj baśni
Czerwony bucik
W dawnych czasach w pewnym wielkim mieście mieszkał kupiec z małą córeczką Rosie. Gdy dziewczynka była jeszcze niemowlęciem, jej mama umarła i odtąd najbliższą osobą dla Rosie stała się babcia. Babcia śpiewała jej ciche piosenki, zaplatała warkocze, uczyła rozpoznawać zioła po zapachu i zawsze mówiła: — Człowiek rośnie nie tylko wzwyż. Rośnie także sercem. Ojciec Rosie często jeździł do dalekich krain. Pewnego razu przed podróżą podarował córce małe czerwone buciki. — Są trochę za duże — powiedział — ale za to starczą na długo. Stał się jednak cud. Buciki jakby wiedziały, kiedy Rosie podrastała. Każdego roku były dokładnie takie, jak trzeba: nie uciskały, nie spadały i zawsze pozostawały jaskrawoczerwone niczym ziarenka granatu w słońcu. Rosie bardzo o nie dbała i wkładała je tylko od święta. Minęło trochę czasu. Ojciec ożenił się ponownie. Do domu przybyła nowa gospodyni z dwiema córkami. Z początku wszyscy starali się żyć w zgodzie. Macosze jednak nie podobało się, że Rosie tak kocha babcię i często prosi ją o radę. — W tym domu wystarczy jedna gospodyni — powiedziała kiedyś. Po kłótni babcia wyprowadziła się do krewnych za miastem. Rosie została i bardzo za nią tęskniła. Niebawem ojciec znów wyruszył w długą podróż handlową. Pod jego nieobecność domowe obowiązki zaczęto dzielić bardzo niesprawiedliwie. Przybrane siostry mogły godzinami przymierzać wstążki i spacerować z koleżankami, a Rosie od rana do wieczora nosiła wodę, zamiatała podwórze, szorowała naczynia i pomagała w kuchni. — Dlaczego mam robić wszystko sama? — zapytała pewnego razu. — Bo jesteś sprawniejsza — odpowiedziała starsza siostra. — I dlatego, że tak postanowiłyśmy — dodała młodsza. Rosie nie kłóciła się, lecz coraz częściej przypominała sobie babcine słowa o sercu. Pewnego upalnego dnia poszła po wodę do starej studni za ogrodem. Panował tam chłód. Nad kamiennym brzegiem zwieszał się jaśmin, a w głębi połyskiwała ciemna woda. Rosie spuściła wiadro i cichutko zaśpiewała piosenkę babci. Jej głos był czysty i nawet liście jakby przestały szeleścić. Gdy piosenka ucichła, ze studni dobiegło głębokie ziewnięcie. — Kto śpiewa nad moją głową? Rosie odskoczyła. Z wody uniósł się kłębek srebrzystej mgły i zmienił w osobliwego starego ducha z długą brodą. — Nie bój się — powiedział. — Jestem strażnikiem tej studni. Od stu lat słucham, jak ludzie kłócą się przy wodzie, a dziś po raz pierwszy usłyszałem piosenkę, dla której zapragnąłem się obudzić. Rosie się roześmiała. — Wybacz, jeśli cię obudziłam. — Wprost przeciwnie. Za dobrą piosenkę chcę dać ci prezent. Zanurzył dłoń w wodzie i wyjął kilka błyszczących kamyków: małe rubiny, zielone szmaragdy i przezroczyste kryształy. — Weź je. Ale pamiętaj: klejnot nie czyni człowieka lepszym. Pokazuje tylko to, co już jest w sercu. Rosie podziękowała i wróciła do domu. Kiedy siostry zobaczyły kamyki, otworzyły szeroko oczy. — Skąd je masz? Rosie uczciwie opowiedziała o studni i piosence. — Czyli wystarczy zaśpiewać? — wykrzyknęła starsza siostra. Następnego ranka obie pobiegły do studni. Śpiewały głośno, przekrzykując się, a potem zaczęły żądać: — Hej, duchu! Wyjdź! Dawaj klejnoty! Ze studni dobiegło ciężkie westchnienie. Zamiast rubinów wiadro wynurzyło się pełne mokrych trzcin, liści i trzech małych żabek, które od razu wyskoczyły na kamienie. Siostry wróciły złe i mokre. — To wszystko przez ciebie! — oświadczyły Rosie. — Przecież niczego nie zrobiłam. Nie chciały jednak słuchać. Macocha także się rozgniewała. — Skoro przez ciebie w domu są same kłótnie, idź do swojej babci — powiedziała. — I zabierz te dziwne buty. Rosie bała się samotnie opuścić dom, lecz jeszcze bardziej bała się zostać tam, gdzie nikt nie chciał jej słuchać. Wzięła mały tobołek z chlebem, włożyła czerwone buciki i wyruszyła szukać babci. Droga prowadziła za miasto, między wzgórzami. Rosie nie wiedziała dokładnie, gdzie teraz mieszka babcia, więc pytała ludzi i uważnie słuchała wskazówek. — Idź do starego migdałowca — powiedział pasterz. — Stamtąd ścieżka prowadzi do jaskiń przy zboczu. Pod wieczór zerwał się wiatr. Rosie spieszyła się, potknęła o korzeń, a jeden czerwony bucik zsunął się jej z nogi i stoczył po kamienistej ścieżce. Dziewczynka szukała go do zmroku, lecz nie znalazła. — Trzeba będzie iść w jednym — westchnęła. Za wzgórzem wreszcie zobaczyła małą jaskinię, przy której palił się ogień. — Babciu! Starsza kobieta wybiegła na spotkanie i mocno objęła wnuczkę. — Wiedziałam, że mnie znajdziesz. — Skąd? — Bo zawsze pytasz o drogę, kiedy jej nie znasz. To przydatniejsze niż udawanie, że wie się wszystko. Zamieszkały razem. Babcia umiała suszyć zioła, wyplatać kosze i przyrządzać pachnącą herbatę. Rosie pomagała jej, a także śpiewała. Podróżni czasami zatrzymywali się przy ich ognisku i jaskinia stopniowo przestała wydawać się samotnym miejscem. Tymczasem czerwony bucik znalazł młody jeździec imieniem Dawid, syn starszego sąsiedniej osady. Bucik był tak mały i niezwykły, że Dawid pomyślał: „Jego właścicielka pewnie zgubiła nie tylko but, ale i drogę”. Zaczął wypytywać ludzi. — Czy widzieliście dziewczynkę w jednym czerwonym buciku? Ktoś widział ją przy migdałowcu. Ktoś pamiętał, jak pytała o ścieżkę do jaskiń. Tak Dawid dotarł do mieszkania babci. Babcia wyszła mu na spotkanie. — Czego szukasz? — Właścicielki tego bucika — powiedział, pokazując znalezisko. — Chcę tylko oddać zgubę. Babcia uważnie na niego spojrzała. — A jeśli właścicielka nie zechce cię zobaczyć? — Wtedy zostawię bucik u ciebie i wrócę do domu. Usłyszawszy to, Rosie wyszła z jaskini. — Jest mój. Włożyła bucik. Pasował idealnie, jakby nigdy się nie zgubił. — Dziękuję, że go oddałeś. — Cieszę się, że was znalazłem — odpowiedział Dawid. — Jesteście tu same? Babcia opowiedziała, co się wydarzyło, bez upiększeń i bez obwiniania kogokolwiek bardziej, niż należało. Dawid powiedział: — W naszej osadzie stoi pusty domek przy ogrodzie. Jeśli zechcecie, możecie w nim zamieszkać. Ale decyzja należy do was. Babcia i Rosie naradziły się. Nie zgodziły się od razu. Najpierw same obejrzały miejsce i poznały ludzi. Tak zaczęło się nowe życie Rosie. Nauczyła się czytać, pomagała babci przy ziołach i wieczorami śpiewała dzieciom. Dawid często przychodził posłuchać jej piosenek, a potem razem nosili książki do szkoły albo pomagali starszym w ogrodzie. Mijały lata. Czerwone buciki wciąż rosły razem z Rosie, lecz teraz wkładała je nie ze względu na ich czarodziejską moc, tylko dlatego, że przypominały jej przebytą drogę. Kiedy Rosie i Dawid dorośli, ich dawna przyjaźń zamieniła się w miłość. Pewnego dnia Dawid zapytał: — Chcesz, żebyśmy dalej szli jedną drogą? Rosie się uśmiechnęła. — Chcę. Ale tylko jeśli nadal będziemy pytać siebie nawzajem, dokąd chcemy iść. — Zgoda. I pobrali się z własnej woli. Stary duch studni podobno jeszcze długo mieszkał pod jaśminem. Gdy ktoś przychodził do niego z żądaniami, milczał. A jeśli dziecko siadało na brzegu studni i śpiewało po prostu z radości, woda stawała się nieco jaśniejsza. Bo prawdziwym darem tej historii nie były klejnoty ani nawet czarodziejskie buciki. Było nim to, że Rosie nauczyła się odchodzić z miejsca, gdzie jej nie słuchano, ku ludziom, którzy pytali, słuchali i pozostawiali jej prawo wyboru.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
