

Indie
Człowiek, który chciał być doskonały
Dawno temu w dalekim królestwie żyli król i królowa, którzy od wielu lat marzyli o dzieciach. Pewnego dnia do pałacu przybył wędrowny asceta.
- Kraj
- Indie
- Wiek
- 7–10 lat

Posłuchaj baśni
Człowiek, który chciał być doskonały
Dawno temu w dalekim królestwie żyli król i królowa, którzy od wielu lat marzyli o dzieciach. Pewnego dnia do pałacu przybył wędrowny asceta.
Powiedział:
— Urodzi wam się dwóch synów bliźniaków. Kiedy dorosną, poproszę jednego z nich, żeby poszedł ze mną do lasu na naukę.
Król tak bardzo pragnął potomków, że zgodził się zbyt pochopnie. Minął czas i rzeczywiście urodzili się dwaj chłopcy. Dorastali razem, uczyli się, sprzeczali i godzili. Byli do siebie tak podobni, że czasem mylili ich nawet dworzanie.
Mijały lata. O dawnej obietnicy niemal przestano wspominać.
Lecz gdy bracia skończyli szesnaście lat, wędrowny asceta znów pojawił się przy bramie.
Król pobladł. Królowa mocno chwyciła synów za ręce.
— Nie chcę oddać żadnego z was — powiedziała.
Starszy brat popatrzył na młodszego.
— Nikt nie może tak po prostu zabrać człowieka — powiedział. — Ale chcę się dowiedzieć, dlaczego ten mężczyzna wrócił. Pójdę z własnej woli i będę ostrożny.
Młodszy natychmiast zaprotestował:
— W takim razie pójdę ja.
Długo się spierali, jak w dzieciństwie, gdy każdy chciał brać na siebie trudniejsze zadanie. W końcu starszy powiedział:
— Urodziłem się kilka minut wcześniej. Tym razem moja kolej.
Przed podróżą zasadził na dziedzińcu młode drzewo.
— Obserwujcie je — poprosił. — Dopóki liście są zielone, wszystko u mnie dobrze. Jeżeli zaczną więdnąć, będę potrzebował pomocy.
Matka go przytuliła, ojciec dał mu podróżny płaszcz, a młodszy brat szepnął:
— I tak po ciebie przyjdę, jeśli drzewo da znak.
Starszy książę wyruszył więc w drogę.
Przy ścieżce zobaczył suczkę z dwoma szczeniętami. Jedno z nich podbiegło do niego i wesoło zamerdało ogonem.
— Wygląda na to, że mnie wybrałeś — roześmiał się książę.
W pobliżu nie było właścicieli, a psia matka spokojnie patrzyła za nimi, toteż szczeniak ruszył z wędrowcami.
Nieco dalej na drzewie siedział jastrząb z dwoma młodymi ptakami. Jeden z nich sfrunął i usiadł na gałęzi tuż przed księciem.
— Jeszcze jeden towarzysz? — powiedział książę. — Dobrze. W drodze przyjaciele zawsze się przydadzą.
Pod wieczór dotarli w głąb lasu. Stała tam niewielka chata ascety.
— Zamieszkasz tutaj — powiedział. — Co rano będziesz zbierał kwiaty i zioła. Możesz chodzić, dokąd zechcesz, tylko nie na północ.
— Dlaczego? — zapytał książę.
— Bo tam jest niebezpiecznie.
Odpowiedź była krótka i książę nie zaczął się spierać.
Przez kilka dni panował spokój. Budził się o świcie, zbierał kwiaty, spacerował ze szczeniakiem i jastrzębiem, słuchał lasu.
Aż pewnego dnia między drzewami pojawił się jeleń. Nie uciekał przed księciem, lecz jakby go przyzywał. Robił kilka kroków, oglądał się i szedł dalej.
Książę ruszył za nim.
Dopiero gdy drzewa się rozstąpiły, zrozumiał, że dotarł na północ.
Przed nim stał piękny dom. Przy wejściu siedziała młoda kobieta, a przed nią leżała plansza do gry w kości.
— Wejdź, wędrowcze — powiedziała. — Zagramy?
Książę się zawahał.
— O co?
— O drobiazg. Jeśli przegrasz pierwszą partię, jastrząb zostanie u mnie. Jeżeli wygrasz, dostaniesz podarunek.
Książę się zgodził.
Kości zastukały o planszę.
Przegrał.
Kobieta umieściła jastrzębia w przestronnej klatce i zaproponowała drugą grę. Tym razem stawką był szczeniak.
Książę znów przegrał.
— Trzecia partia — powiedziała gospodyni. — Jeśli przegrasz, zostaniesz moim gościem, dopóki nie wygrasz wolności.
Książę już czuł, że coś jest nie w porządku, lecz chciał odzyskać przyjaciół. Rzucił kości po raz trzeci.
I przegrał.
W tej samej chwili drzwi za jego plecami się zamknęły. Okna pociemniały, a piękny dom stał się zimny i cichy.
— Kim jesteś? — zapytał książę.
Uśmiech kobiety nie był już ani trochę przyjazny.
— W dawnych baśniach nazwano by mnie rakszasi. Lubię wystawiać na próbę tych, którzy są zbyt pewni siebie. Teraz trochę tu poczekasz.
Zamknęła księcia w pokoju, a szczeniaka i jastrzębia zostawiła niedaleko.
Tymczasem w pałacu młodszy brat codziennie rano oglądał drzewo.
Pewnego dnia kilka liści zwiotczało.
Nazajutrz było ich jeszcze więcej.
— Czas wyruszać — powiedział młodszy.
Zasadził obok własne drzewko i ruszył szukać brata.
Po drodze dołączyły do niego drugi szczeniak i drugi młody jastrząb. Młodszy książę domyślił się, że brat szedł już tą ścieżką.
Wreszcie odnalazł leśną chatę.
Asceta zdziwił się na jego widok.
— Twój brat mnie nie posłuchał — powiedział. — Poszedł na północ i wpadł w pułapkę. Nie radzę ci go szukać.
Młodszy książę uważnie spojrzał na rozmówcę.
— Skoro wiesz, gdzie jest pułapka, dlaczego mu nie pomogłeś?
Asceta nie odpowiedział.
To wystarczyło, by książę nabrał podejrzeń.
Ruszył na północ.
Jeleń znów pojawił się między drzewami i zaprowadził go do tego samego domu. Przy drzwiach siedziała ta sama kobieta z kośćmi.
Pomyślała, że więzień jakimś cudem uciekł, bo bracia byli do siebie niezwykle podobni.
— Znowu chcesz zagrać? — spytała.
— Chcę — odparł młodszy. — Ale na uczciwych warunkach.
Pierwszą stawką był jastrząb.
Kości potoczyły się po planszy.
Młodszy wygrał.
Klatka się otworzyła i pierwszy jastrząb wyleciał do swojego brata.
Druga gra toczyła się o szczeniaka.
Młodszy znów wygrał. Dwa pieski tak ucieszyły się ze spotkania, że omal nie przewróciły planszy.
— Trzecia gra — powiedział książę. — Teraz oddaj tego, który jest do mnie podobny.
Kobieta pobladła.
— Nie znam nikogo takiego.
— Umówiliśmy się na uczciwą grę.
Długo milczała, po czym otworzyła zamknięte drzwi.
Starszy brat wyszedł na zewnątrz.
Bliźniacy się objęli, szczeniaki skakały wokół nich, a jastrzębie krążyły nad dachem.
— Przegrałem nie tylko w kości — powiedział starszy. — Przegrałem też swoją ostrożność.
Rakszasi spojrzała na braci i niespodziewanie powiedziała:
— Jeśli chcecie wrócić do domu, najpierw poznajcie prawdę o waszym nauczycielu.
Opowiedziała im, że asceta od lat szukał tajemnej drogi do doskonałości. Wierzył, że człowiek staje się wielki nie dzięki mądrości, lecz wtedy, gdy potrafi podporządkować sobie cudzą wolę. Przy starej świątyni bogini Kali urządził ukrytą komnatę i zaczarował sześciu wędrowców, którzy odmówili mu służby.
— Wasz starszy brat miał być siódmy — powiedziała. — Nie miał być ofiarą dla bogini, lecz kolejnym dowodem jego własnej władzy. Asceta zasłania się świętym miejscem, ale to jego czary i jego wybór.
Bracia udali się do świątyni.
Weszli cicho i z szacunkiem. W bocznej sali stało sześć kamiennych postaci. Gdy starszy książę podszedł bliżej, wydało mu się, że z kamienia dobiegają głosy.
— Nie bój się.
— My też kiedyś uwierzyliśmy temu człowiekowi.
— Jego moc kryje się w czarnym sznurze owiniętym wokół laski.
— Kiedy przygotowuje czary, kładzie laskę przed sobą i pokazuje, jak się pokłonić. Wtedy można zdjąć sznur.
Bracia podziękowali nieznajomym i wrócili do chaty.
Po kilku dniach asceta powiedział starszemu:
— Nadszedł czas ostatniej lekcji. Pójdziemy do świątyni.
Młodszy został w pobliżu razem ze zwierzętami.
W świątyni asceta położył przed sobą laskę owiniętą czarnym sznurem.
— Uklęknij i powtarzaj za mną.
Książę udał, że nie rozumie.
— Boję się, że zrobię coś źle. Najpierw mi pokaż.
Asceta niecierpliwie westchnął, ukląkł i pochylił się, pokazując ruch.
W tej chwili książę szybko podniósł laskę i zdjął z niej czarny sznur.
Sznur rozsypał się w suche nitki.
Przez świątynię przebiegł cichy pomruk, jakby wiatr przemknął między drzewami. W bocznej sali pękł kamień.
Raz.
Drugi.
Trzeci.
Sześć kamiennych powłok otworzyło się i wyszli z nich żywi ludzie. Byli zmęczeni, lecz cali i zdrowi.
Asceta zerwał się na nogi.
— Coś ty zrobił? Przez tyle lat szukałem doskonałości!
Starszy książę spokojnie odpowiedział:
— Nie szukałeś doskonałości. Szukałeś władzy nad innymi.
Młodszy brat wszedł do świątyni z dwoma psami, a nad wejściem usiadły dwa jastrzębie.
Asceta zrozumiał, że jego czary przepadły. Nie mógł już nikogo więzić i odszedł z lasu sam, bez uczniów i bez czarodziejskiej laski.
Bracia pomogli sześciu uwolnionym wędrowcom wrócić do domów. Potem pożegnali się z rakszasi, która otworzyła wszystkie drzwi swojego niezwykłego domu i obiecała nie zwabiać już przypadkowych podróżnych do gry o nieuczciwych zasadach.
Kiedy książęta zbliżyli się do pałacu, ich drzewa na dziedzińcu znów były zielone i silne.
Król i królowa wybiegli im na spotkanie.
— Czy znalazłeś doskonałość? — zapytał ojciec starszego syna, gdy wszyscy wreszcie się uspokoili.
Książę się roześmiał.
— Nie. I teraz cieszę się, że jej nie znalazłem.
— Dlaczego?
— Bo człowiek, który uzna się za doskonałego, przestaje się uczyć. Wolę każdego dnia być trochę uważniejszy, trochę uczciwszy i trochę lepszy.
Młodszy brat dodał:
— A czasami trzeba też umieć dobrze grać w kości.
Wszyscy się roześmiali.
Tak dawne marzenie o czarodziejskiej doskonałości przemieniło się w prostszą naukę: mądrości nie można odebrać drugiemu człowiekowi, zdobyć jednym obrzędem ani zyskać dzięki cudzemu strachowi.
Gromadzi się ją po trochu, jak przebywa drogę złożoną z wielu kroków.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
