

Filipiny
Dlaczego komary brzęczą nam koło uszu
Dawno, dawno temu, kiedy świat w baśniach był młodszy, a zwierzęta bez trudu rozumiały swoją mowę, na wyspie Bohol żył król krabów imieniem Mangla.
- Kraj
- Filipiny
- Wiek
- 4–8 lat
- Czas czytania
- 7 min

Posłuchaj baśni
Dlaczego komary brzęczą nam koło uszu
Dawno, dawno temu, kiedy świat w baśniach był młodszy, a zwierzęta bez trudu rozumiały swoją mowę, na wyspie Bohol żył król krabów imieniem Mangla.
Miał mocne szczypce, dostojny krok w bok i jeden bardzo ważny zwyczaj: po zachodzie słońca lubił spać.
— Niewyspany król — mawiał — może wydać bardzo głupi rozkaz.
Pewnego wieczoru Mangla był tak zmęczony, że oczy same mu się zamykały. Przywołał starego kraba Kaganga, który pilnował porządku wokół królewskiej norki.
— Kagangu, wystaw straż. Niech małe kraby lądowe strzegą domu. Powiedz im jednak przede wszystkim, że nie wolno hałasować.
— Tak będzie — odparł Kagang.
Strażnicy zajęli miejsca przy wejściu. Małe kraby siedziały cichutko.
A Mangla zasnął.
Chrrr…
Chrrrrrr…
Nagle w środku nocy zaczął padać deszcz.
Najpierw kap, kap.
Potem kap, kap, kap!
A później niebo jakby wylało całe wiadro wody.
Właśnie wtedy drogą pełzł ślimak Hu-man. Jak przystało na ślimaka, niósł swój domek na grzbiecie.
Małe kraby spojrzały na niego i zachichotały.
— Patrzcie! Dom wyszedł na spacer!
— Ciszej! Król śpi!
Było jednak za późno.
Mangla się obudził.
— Kto się śmieje pod moimi drzwiami?
Krabiki natychmiast umilkły.
— Wasza Królewska Mość, nie chcieliśmy cię zbudzić. Zobaczyliśmy tylko ślimaka, który ciągnął dom przez ulewę.
— Dlaczego to robił? — zasępił się Mangla.
— Nie wiemy.
— Kagangu! Przywołaj ślimaka.
Wkrótce Hu-man stanął przed królem.
— Dlaczego w środku nocy nosiłeś swój dom po deszczu? — zapytał Mangla.
Ślimak odpowiedział spokojnie:
— Niedaleko latał świetlik Anipot ze światełkiem. Bałem się, że mój dom może ucierpieć, więc postanowiłem mieć go przy sobie.
Mangla podrapał się szczypcami po pancerzu.
— Brzmi rozsądnie. Możesz odejść. Kagangu, przywołaj świetlika.
Anipot przyleciał. Jego maleńkie światełko to zapalało się, to gasło.
— Po co nosiłeś światło tak blisko domu ślimaka? — spytał król.
Świetlik się zaniepokoił.
— Nie chciałem nikogo straszyć. Komar Lamok przez cały wieczór krążył wokół mnie i próbował mnie ukąsić. Pomyślałem, że gdy zapalę latarenkę, lepiej zobaczę, z której strony nadlatuje.
— To też ma sens — powiedział Mangla. — Kagangu, przywołaj Lamoka.
Stary krab ruszył po komara.
Gdy Lamok usłyszał, że wzywa go król, bardzo się przejął.
— Sam nie polecę — oznajmił przyjaciołom. — Kto wie, co tam postanowią. Trzymajcie się w pobliżu.
Do królewskiej norki przybył więc w towarzystwie. Za krzakami, nad trawą i pod liśćmi czekała już cała komarza gromada.
Mangla był senny, a przez to trochę zły.
— Lamoku — zaczął — przez ciebie świetlik nosił ogień. Przez świetlika ślimak dźwigał dom. Przez ślimaka strażnicy się śmiali. Przez ich śmiech się obudziłem. Co masz na swoje usprawiedliwienie?
Lamok brzęczał ze zdenerwowania.
— Wasza Królewska Mość, ja… ja tylko sobie latałem…
— I kąsałeś świetlika?
— No… odrobinkę.
— Cudza „odrobinka” czasem wywołuje cały łańcuch kłopotów — powiedział król. — Powinieneś nauczyć się nie zaczepiać tych, którzy nie zaczepiają ciebie.
Lamok się zawstydził. Kiedy jednak Mangla surowo kłapnął szczypcami, komar uznał, że zaraz zamkną go w komórce dla niegrzecznych.
— O nie! — pisnął.
I ze strachu usiadł królowi prosto na nosie.
Mangla podskoczył.
— Złaź z mojego nosa!
Lamok odleciał.
— Przepraszam!
I usiadł na czole.
— Nie tam!
Komar śmignął do ucha.
— Tutaj też nie!
Kagang rzucił się, żeby go złapać. Lamok robił uniki: w lewo, w prawo, w górę i w dół.
Przyjaciele komara usłyszeli zamieszanie i uznali, że trzeba ratować Lamoka.
— Naprzód! — zabrzęczeli.
Nad norką podniósł się taki brzęk, że Mangla zupełnie zapomniał o śnie.
— Wszyscy precz! — rozkazał. — I nikt nikogo nie łapie. Po prostu wracajcie do domów i uspokójcie się!
Lamok skorzystał z okazji i odleciał.
Kagang też pośpieszył do siebie. Jego norka była głęboka, wąska i dobrze ukryta pod ziemią.
Komary postanowiły ją odnaleźć.
— Musimy porozmawiać z Kagangiem! — brzęczały. — Niech więcej nie goni naszego Lamoka!
Oblatywały jedną norkę po drugiej.
— Nie ta.
— Ta też nie.
— Tutaj mieszka mrówka.
— A tutaj chrząszcz.
Mijał czas, a domu Kaganga wciąż nie mogły znaleźć.
Wtedy jeden młody komar zobaczył człowieka śpiącego na werandzie.
Na głowie człowieka były dwa małe otwory — uszy.
— Patrzcie! — zawołał komar. — To przecież wejście do norki! Ciemne, okrągłe i wąskie. Kagang na pewno tam się chowa!
Podleciał do samego ucha.
— Bzzzzz! Kagangu! Jesteś tam?
Człowiek machnął ręką.
— Odczep się, komarze!
Komar odskoczył.
— Nie, to nie Kagang. Może jest przy drugim wejściu?
I poleciał do drugiego ucha.
Bzzzzz!
Od tamtej pory, jak głosi stara filipińska baśń, komary krążą wokół ludzkich uszu. Zupełnie jakby nadal szukały głębokiej norki starego kraba Kaganga i pytały:
— Bzzz… Jesteś tam?
A my oczywiście odpowiadamy po swojemu:
— Nie! Idź szukać gdzie indziej!
Może kiedyś komary wreszcie zrozumieją.
Na razie jednak w letnie wieczory znów rozlega się przy uchu znajome:
Bzzzzz…
Kiedy przypomnimy sobie tę opowieść, trochę trudniej się złościć, a łatwiej uśmiechnąć. Wszystko zaczęło się przecież od jednego ślimaka, jednego świetlika, jednego zbyt ciekawskiego komara i króla krabów, który po prostu bardzo chciał się wyspać.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
