Okładka: Dlaczego kulik ma długi, zakrzywiony dziób

Stany Zjednoczone

Dlaczego kulik ma długi, zakrzywiony dziób

W bardzo dawnych czasach, kiedy zwierzęta w baśniach potrafiły jeszcze ze sobą rozmawiać, po ziemi wędrował bohater nazywany w starym podaniu Starym Człowiekiem.

Kraj
Stany Zjednoczone
Wiek
5–9 lat
Czas czytania
8 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Dlaczego kulik ma długi, zakrzywiony dziób

W bardzo dawnych czasach, kiedy zwierzęta w baśniach potrafiły jeszcze ze sobą rozmawiać, po ziemi wędrował bohater nazywany w starym podaniu Starym Człowiekiem. Był ciekawy świata, pomysłowy i czasami naprawdę mądry. Miał jednak zwyczaj, przez który regularnie wpadał w kłopoty: gdy widział, że ktoś umie robić coś ciekawego, natychmiast chciał dowieść, że on także potrafi. Nawet kiedy proszono go, żeby się nie spieszył. Nawet kiedy ostrzegano przed niebezpieczeństwem. Pewnego wiosennego dnia Stary Człowiek szedł wzdłuż strumienia. Ziemia po zimie zmiękła, z brzegów kapała woda z roztopów, a słońce mocno już grzało. Nagle usłyszał cieniutkie głosiki i śmiech. Przy wielkim płaskim kamieniu bawiły się myszy. Kamień wystawał ze stromego brzegu i nie trzymał się ziemi zbyt mocno. Myszy urządziły pod nim zabawę. Mysi przywódca śpiewał krótką piosenkę, a potem wołał: — Raz, dwa, trzy, biegnij! Myszy błyskawicznie przemykały pod kamieniem na drugą stronę. Potem znów rozlegała się piosenka. — Raz, dwa, trzy, z powrotem! I cała gromadka wracała. Tup, tup, tup, tup! Szur, szur! Pisk, pisk! Stary Człowiek się roześmiał. — Ale zabawa! Ja też chcę. Myszy natychmiast przestały biegać. — Lepiej nie — powiedział przywódca. — Dlaczego? — Jesteśmy małe i lekkie. Ziemia pod kamieniem rozmokła, a ty jesteś cięższy. Jeśli pobiegniesz, brzeg może zadrżeć i kamień się osunie. Stary Człowiek machnął ręką. — Przecież doskonale biegam! — Nie chodzi o to, czy szybko, czy wolno — wyjaśnił przywódca. — Po prostu ta zabawa jest odpowiednia dla nas, ale dla ciebie może nie być. Stary Człowiek stanął już jednak na starcie. — Śpiewaj! Myszy spojrzały po sobie. — Może jednak nie? — Mówię: śpiewaj! Zaraz zobaczycie, jak się biega. Przywódca westchnął i cichutko zaśpiewał. — Raz, dwa, trzy, biegnij! Stary Człowiek pomknął. Bum! Bum! Bum! Pod jego krokami miękka ziemia zadrżała. Z brzegu posypały się grudki. Myszy zapiszczały: — Uważaj! Ale było za późno. Szur! Grrrum! Wielki kamień zsunął się w dół i przycisnął Starego Człowieka do mokrej ziemi. Nie zgniótł go, lecz tak mocno przytrzymał płaszcz i część ubrania, że wędrowiec nie mógł wstać. — Ojojoj! — zaczął wołać. — Pomocy! Myszy natychmiast pobiegły szukać kogoś silniejszego. Pierwszy przyszedł Kojot. — Co się tutaj stało? — Kamień na mnie spadł! Wyciągnij mnie szybko! Kojot obszedł kamień, zaparł się łapami i spróbował go poruszyć. — Potrzeba trochę czasu — powiedział. — I nie szarp się, bo tylko głębiej ugrzęźniesz w błocie. Staremu Człowiekowi było jednak niewygodnie, zimno i wstyd, że myszy miały rację. — To ma być pomoc? — burknął. — Ciągnij mocniej! Kojot spróbował jeszcze raz. Stary Człowiek znów zaczął się złościć. — Nie tak! Nie w tę stronę! W ogóle sam poradziłbym sobie lepiej! Kojot usiadł na ogonie. — Skoro wiesz lepiej, nie będę przeszkadzał. Odwrócił się i odszedł. — Stój! — zawołał Stary Człowiek. Lecz Kojot zdążył już zniknąć za krzakami. Wtedy nad strumieniem rozległ się przeciągły ptasi krzyk. Kru-liii! Kru-liii! Na brzegu wylądował kulik. W owych czasach, jak mówi baśń, jego dziób był krótszy i prostszy niż obecnie. — Dlaczego krzyczysz? — zapytał ptak. — Kamień mnie trzyma. Pomóż! Kulik spojrzał na kamień, rozmokłą ziemię i brzeg płaszcza uwięziony pod kamienną płytą. — Sam nie podniosę kamienia — powiedział. — Ale może uda się wybrać ziemię spod brzegu i zmniejszyć nacisk. Zabrał się do pracy dziobem. Tuk, tuk. Szur, szur. Dziobnął tutaj, podważył grudkę tam, odrzucił mokrą ziemię na bok. Praca szła powoli. Stary Człowiek znów zaczął się niecierpliwie wiercić. — Szybciej! Już prawie wieczór! — Jeśli będziemy się spieszyć, kamień może osiąść jeszcze niżej — odpowiedział kulik. — Trzeba ostrożnie. Pracował dalej. Wreszcie brzeg płaszcza trochę się uwolnił. — Teraz ciągnij do tyłu, ale powoli — powiedział ptak. — Chwycę tkaninę dziobem i pomogę. Kulik mocno zacisnął dziób na brzegu płaszcza. Stary Człowiek pociągnął. Raz. Jeszcze raz. Płaszcz niemal się wysunął. Wtedy jednak Stary Człowiek poślizgnął się w błocie. Żeby nie upaść twarzą na ziemię, wyciągnął na oślep rękę i złapał pierwszą rzecz, na którą natrafił. Dziób kulika. — Oj! — krzyknął ptak. Stary Człowiek szarpnął się w jedną stronę, a przestraszony kulik zatrzepotał skrzydłami w drugą. Ciąąąg! Dziób wydłużył się bardzo, bardzo i lekko zakrzywił w dół. W tej samej chwili płaszcz wreszcie wysunął się spod kamienia, a Stary Człowiek odtoczył na suche miejsce. Kulik usiadł przy wodzie i ostrożnie obracał głowę w prawo i w lewo. — Co zrobiłeś z moim dziobem? Stary Człowiek, cały ubłocony, usiadł obok. — Wybacz. To był przypadek. Pomagałeś mi, a ja znów zacząłem się szarpać i spieszyć. Kulik spojrzał na swoje odbicie w wodzie. Dziób rzeczywiście wyglądał dziwnie: był długi, cienki i wygięty. — I co mam teraz z nim zrobić? Właśnie wtedy coś poruszyło się przy brzegu, w miękkim mule. Kulik odruchowo wsunął tam nowy dziób i bez trudu wyciągnął małą wodną larwę. Spróbował jeszcze raz. W głębokiej szczelinie między kamykami znalazł robaczka. Jeszcze raz i dosięgnął jedzenia w miejscu, do którego krótkim dziobem nigdy by nie dotarł. Ptak zamrugał ze zdumienia. — Hm. Całkiem wygodny. Myszy, które wróciły zobaczyć, czy uratowano Starego Człowieka, wesoło zapiszczały. — Ładny dziób! — Bardzo niezwykły! — W sam raz na brzeg i płytką wodę! Kulik jeszcze raz przyjrzał się odbiciu i nie wydawał się już taki zmartwiony. — Dobrze — powiedział. — Zostawię go. Stary Człowiek wstał, otrzepał płaszcz i popatrzył na chwiejny kamień. — A ja chyba zapamiętam coś innego. — Co takiego? — zapytał mysi przywódca. — Jeśli małe myszy mówią, że wielka zabawa nie jest dla mnie, najpierw warto pomyśleć, a dopiero potem dowodzić, jaki jestem zwinny. Myszy się roześmiały. Kulik rozpostarł skrzydła. — I warto uprzejmie rozmawiać z tymi, którzy cię ratują. — To też — zgodził się Stary Człowiek. Kulik wzbił się nad strumień, a w powietrzu znów zabrzmiał jego długi okrzyk: — Kru-liii! Kru-liii! Odtąd, jak głosi ta dawna opowieść, kuliki mają długie, zakrzywione dzioby. Kiedy ptak zanurza taki dziób w miękkim brzegu, można wspomnieć dzień, w którym cudza niecierpliwość przypadkiem podarowała mu bardzo użyteczne narzędzie. A Stary Człowiek? Poszedł dalej swoją drogą. Czy od tej pory zawsze słuchał dobrych rad? Cóż… to już zupełnie inna baśń.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨