

Filipiny
Dlaczego ślimaki wspinają się na źdźbła trawy
Dawno, dawno temu nad ciepłym stawem mieszkało czworo przyjaciół: ryba Dalag, Ważka, Osa i Ślimak.
- Kraj
- Filipiny
- Wiek
- 4–8 lat
- Czas czytania
- 7 min

Posłuchaj baśni
Dlaczego ślimaki wspinają się na źdźbła trawy
Dawno, dawno temu nad ciepłym stawem mieszkało czworo przyjaciół: ryba Dalag, Ważka, Osa i Ślimak. Bardzo się od siebie różnili. Dalag świetnie pływał i był największy. Ważka śmigała nad wodą szybciej niż wiatr. Osa umiała naprawić niemal każdą szczelinę w ich małym domku. A Ślimak nigdzie się nie spieszył, za to był cierpliwy i uważny. Pewnego dnia przyjaciele postanowili: — A gdybyśmy tak zamieszkali razem? — Świetny pomysł — powiedział Dalag. — Jeśli każde zajmie się tym, co potrafi najlepiej, wszystkim będzie łatwiej. Tak się właśnie umówili. Dalag szukał jedzenia. Ważka przynosiła nowiny i przekazywała wiadomości. Osa dbała o porządek i naprawiała dom. Ślimak gotował, sprzątał i zawsze pamiętał, gdzie co leży. Ich domek stał tuż przy wodzie, pośród wysokich traw. Wieczorami zbierali się razem i opowiadali, co widzieli w ciągu dnia. — Dzisiaj doleciałam aż do lilii wodnych na drugim końcu stawu! — chwaliła się Ważka. — A ja znalazłem miejsce, w którym rośnie najdelikatniejszy mech — mówił Ślimak. — Jutro wzmocnię dach — dodawała Osa. Dalag tymczasem z zadowoleniem poruszał płetwami. — A ja przyniosę coś smacznego. Pewnego ranka popłynął szukać śniadania. Słońce dopiero wschodziło, woda była chłodna, a między zielonymi łodygami pływało mnóstwo drobnych owadów. Nagle Dalag zobaczył przy powierzchni dużą żabę. — Oho — zdziwił się. — Dlaczego tak nieruchomo tu siedzisz? Podpłynął bliżej i dostrzegł cieniutką żyłkę. Było już jednak za późno. Zahaczył się o haczyk i nie mógł odpłynąć. Wkrótce przyszedł rybak. — Jaka piękna ryba! — powiedział, ostrożnie zdejmując Dalaga z haczyka. Dalag tak rozpaczliwie bił ogonem, że rybak pokręcił głową. — Chyba nie pora dziś dla ciebie na koszyk. Płyń. Wypuścił go do szerokiego kanału po drugiej stronie grobli. Dalag ocalał, lecz nie mógł wrócić do domu. Prąd unosił go coraz dalej. Mijał czas. Ważka, Osa i Ślimak czekali. — Dalag nigdy tak się nie spóźniał — zaniepokoił się Ślimak. — Znajdę go — powiedziała Ważka. Poprawiła cienkie źdźbło, które nosiła na szyi zamiast wstążki, i poleciała nad staw. Krążyła nad trzcinami, zaglądała między liście lilii, pytała żaby i wodne chrząszcze: — Nie widzieliście Dalaga? — Nie. — Nie widzieliśmy. — Dzisiaj go nie spotkaliśmy. Przy przesmyku Ważka zobaczyła rybkę Bolasi. Rybka bez przerwy poruszała pyszczkiem tuż przy powierzchni. Ważce wydało się, że Bolasi śmieje się z jej trawiastej wstążki. — Co cię tak bawi? — zapytała urażona. Bolasi znów poruszyła pyszczkiem. — Aha! Czyli wstążka naprawdę wisi krzywo. Ważka ją podciągnęła. Potem jeszcze trochę. I jeszcze. Nagle wstążka zaczepiła się o suchą gałązkę. — Ojej! Ważka szarpnęła się, zaplątała i nie mogła wzlecieć. Na szczęście w pobliżu przelatywała inna ważka. Pomogła rozplątać supeł. — Powinnaś odpocząć — powiedziała. — Polećmy nad nasz stawek. Do wieczora jeszcze daleko, a ty już zupełnie opadłaś z sił. Ważka się zgodziła, przekonana, że następnego dnia wróci do poszukiwań. Noc przyniosła jednak silny wiatr. Kiedy rano znów wzbiła się w powietrze, znajome trzciny były daleko za wzgórzem. Nie znalazła drogi powrotnej. W starym domku zostali Osa i Ślimak. Minął kolejny dzień. — Teraz nie ma ani Dalaga, ani Ważki — powiedziała Osa. — Polecę ich poszukać. Była głodna, bo zapasy się kończyły, ale mimo to ruszyła. Leciała długo. Wypatrywała przyjaciół nad stawem, nad polem i między krzewami. Wreszcie zapach dojrzałych owoców doprowadził ją do odległego ogrodu. Było tam tyle kwiatów, słodkiego soku i zacisznych miejsc na gniazdo, że Osa postanowiła odpocząć. — Tylko do jutra — powiedziała. Potem jednak spotkała inne osy, pomogła im naprawić uszkodzone gniazdo, poznała nowych znajomych i została dłużej, niż zamierzała. Ona też nie pamiętała już drogi do starego stawu. Tak Ślimak został sam. Wieczorem postawił na stole cztery małe miseczki, jak robił zawsze. Jedną dla Dalaga. Jedną dla Ważki. Jedną dla Osy. Jedną dla siebie. Spojrzał na trzy puste miejsca i powiedział cicho: — Nie wierzę, że tak po prostu zniknęli. Gdzieś przecież są. Trzeba ich odnaleźć. Następnego ranka wyruszył w drogę. Komuś innemu jego podróż mogłaby wydawać się bardzo powolna. Dla Ślimaka była to prawdziwa wyprawa. Przepełzł pod korzonkiem. Ominął kałużę. Przeczekał deszcz pod szerokim liściem. A kiedy droga ginęła w wysokiej trawie, wybierał mocne źdźbło i zaczynał wspinać się w górę. Powolutku. Ponad listek. Jeszcze wyżej. Aż mógł rozejrzeć się dookoła. — Dalagu! — wołał w stronę wody. — Ważko! — spoglądał w niebo. — Oso! — nasłuchiwał brzęczenia nad kwiatami. Potem schodził i ruszał dalej. Podobno pewnego dnia, daleko od dawnego domu, usłyszał znajome bzyczenie. Innym razem zobaczył nad kanałem rybi ogon bardzo podobny do ogona Dalaga. A przy ogrodzie ktoś zostawił na listku kroplę słodkiego soku — tak właśnie robiła Osa, gdy chciała poczęstować przyjaciela. Czy wszyscy znów się spotkali? Tego stara bajka nie opowiada. Może tak. A może każde znalazło nowy dom, lecz nie zapomniało dawnych przyjaciół. Za to od tamtej pory, jak mówią bajarze, ślimaki wciąż wspinają się po deszczu na źdźbła trawy. Wchodzą coraz wyżej, wysuwają czułki i długo rozglądają się dookoła. Jakby pytały: — Przyjaciele, gdzie jesteście? Jeśli więc zobaczysz ślimaka wysoko na łodydze, nie przeszkadzaj mu od razu. Może po prostu wypatruje kogoś na horyzoncie. Bo prawdziwy przyjaciel może poruszać się bardzo powoli, ale nigdy nie przestaje szukać tych, których kocha.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
