

Republika Południowej Afryki
Dlaczego szakal ma czarną pręgę na grzbiecie
Dawno, dawno temu, jak opowiadają, Słońce znalazło się pewnego dnia na ziemi.
- Kraj
- Republika Południowej Afryki
- Wiek
- 4–8 lat

Posłuchaj baśni
Dlaczego szakal ma czarną pręgę na grzbiecie
Dawno, dawno temu, jak opowiadają, Słońce znalazło się pewnego dnia na ziemi.
Siedziało przy drodze, małe i niezwykle jasne. Biło od niego ciepło, ale z daleka mogło się wydawać po prostu dziwnym dzieckiem, pozostawionym samotnie na skraju traktu.
Drogą przechodzili ludzie. Spieszyli się do swoich spraw, rozmawiali między sobą i jeden po drugim mijali Słońce.
Nikt się nie zatrzymał.
Nieco później tą samą drogą biegł Szakal.
Już miał pomknąć dalej, gdy nagle dostrzegł małą postać przy ścieżce i zwolnił.
— Kto to siedzi tutaj sam? — zdziwił się.
Podszedł bliżej.
— Jakie śliczne małe dziecko — powiedział. — Dlaczego podróżni zostawili cię na drodze?
Słońce nie odpowiedziało.
Szakal rozejrzał się. Ludzie byli już daleko.
— No dobrze — postanowił. — Nie zostawię cię tutaj samego. Chodź ze mną.
Szakal nosił na grzbiecie skórzaną pelerynę służącą także za torbę. Ostrożnie podniósł Słońce, ułożył je sobie na plecach i ruszył dalej.
Z początku wszystko było dobrze.
Biegł lekkim krokiem i był nawet z siebie zadowolony.
— Widzisz — mówił — teraz nie jesteś już samo. Niedługo znajdziemy kogoś, kto się tobą zaopiekuje.
Ale po kilku krokach poczuł, że w grzbiet robi mu się cieplej.
Po następnych — gorąco.
Szakal zwolnił.
— Dziwne — mruknął. — Dzień jest wprawdzie słoneczny, ale dlaczego tak mnie piecze w plecy?
Zrobił jeszcze kilka kroków.
Gorąco narastało.
Szakal podskoczył i spróbował poprawić swój ciężar.
— Oj! Posłuchaj, mały pasażerze, chyba jesteś za gorący. Może lepiej zejdź?
Ale Słońce ani drgnęło.
Szakal potrząsnął ramionami.
— Zejdź, proszę!
Słońce mocno się trzymało.
Szakal zaczął kręcić się w kółko, próbując dosięgnąć grzbietu łapą. Potem otrząsnął się całym ciałem. Następnie podskoczył raz, drugi i trzeci.
Lecz im bardziej się wiercił, tym mocniej czuł żar.
— Oj, oj, oj! — zawołał. — Teraz rozumiem! Wcale nie jesteś zwykłym dzieckiem!
Jeszcze raz porządnie się otrząsnął.
I wreszcie Słońce go puściło.
Szakal odskoczył na bok i szybko obejrzał się na swój grzbiet. Oczywiście sam nie mógł zobaczyć go dokładnie, ale czuł, że wzdłuż futra pozostał gorący ślad.
Z czasem sierść w tym miejscu pociemniała, stała się niemal czarna, jakby ktoś przeciągnął po grzbiecie długi pasek węgielkiem.
Szakal ostrożnie się otrzepał i powiedział:
— Chciałem pomóc, a niosłem na plecach samo Słońce! Takie rzeczy nie zdarzają się codziennie.
Już się nie gniewał. Przeciwnie, był nawet trochę dumny: nie każdy może powiedzieć, że kiedyś nosił Słońce na własnym grzbiecie.
A czarna pręga została z nim na zawsze.
I od tej pory, jak głosi stara baśń, szakale noszą na grzbiecie ciemny znak niezwykłego spotkania. Przypomina im dzień, w którym pewien Szakal zatrzymał się przy drodze, bo nie chciał minąć obojętnie kogoś, kto, jak mu się zdawało, został całkiem sam.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
