Okładka: Dlaczego wrona jest czarna

Filipiny

Dlaczego wrona jest czarna

Dawno temu, opowiada stara filipińska baśń, wrony wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj.

Kraj
Filipiny
Wiek
4–8 lat
Czas czytania
5 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Dlaczego wrona jest czarna

Dawno temu, opowiada stara filipińska baśń, wrony wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj.

Ich pióra lśniły złotem. Kiedy przelatywały z drzewa na drzewo, zdawało się, że między gałęziami przemykają małe promienie słońca. Głosy miały czyste i melodyjne.

Złote wrony mieszkały w ogrodach Sinukuana, władcy czarodziejskiej krainy. Pachniały tam kwiaty, ciężkie owoce pochylały gałęzie ku ziemi, a rankiem liście błyszczały od rosy.

Sinukuan lubił słuchać ptasiego śpiewu. Szczególnie dwóch młodych wron, które często przylatywały na wielkie drzewo przy jego domu.

— Zaśpiewajcie jeszcze — prosił.

Wrony śpiewały tak dźwięcznie, że nawet wiatr na chwilę jakby cichł.

Pewnego roku nadeszły trudne dni. Wiele zwierząt zachorowało. Las stał się niezwykle cichy: jedne leżały w norach, drugie kryły się pod liśćmi, inne nie miały siły wyjść na słońce.

Sinukuan wędrował od polany do polany i pomagał, komu mógł. Przynosił czystą wodę, szukał pożywienia i dodawał otuchy dobrym słowem.

Przed wyruszeniem w drogę przywołał dwie złote wrony.

— Zostańcie w pobliżu — poprosił. — Po powrocie bardzo chętnie posłucham waszego śpiewu. A jeśli ktoś w ogrodzie będzie potrzebował pomocy, zawołajcie głośno, żeby was usłyszano.

— Dobrze — odpowiedziały. — Zaczekamy.

Minął jednak dzień, potem drugi.

Z początku wrony sumiennie pilnowały ogrodu. Aż jedna powiedziała:

— Czy naprawdę musimy cały czas siedzieć w jednym miejscu? Polećmy zobaczyć, co jest za wzgórzem.

— Tylko na chwilę — zgodziła się druga.

Odleciały.

Za wzgórzem znalazły miejsce, gdzie po chorobie i złej pogodzie zostało wiele zepsutego jedzenia. Zaczęły tam grzebać i zupełnie zapomniały o obietnicy.

Tymczasem Sinukuan wrócił do domu.

Był zmęczony. Cały dzień pomagał mieszkańcom swojej krainy, a teraz marzył, żeby przez chwilę spokojnie posiedzieć i posłuchać znajomej pieśni.

— Gdzie moje złote wrony? — zapytał.

Nikt nie wiedział.

Sinukuan czekał.

Słońce obniżyło się na niebie. W ogrodzie odezwały się wieczorne owady. Wrony jednak nie wracały.

Wyruszył więc na poszukiwania.

Nie musiał iść daleko. Za wzgórzem zobaczył dwa ptaki tak pochłonięte swoim znaleziskiem, że nawet go nie dostrzegły.

— Więc tutaj jesteście — powiedział cicho.

Wrony drgnęły.

Od razu przypomniały sobie obietnicę.

— My… odleciałyśmy tylko na chwilkę — wymamrotała jedna.

— A potem zapomniałyśmy wrócić — dodała uczciwie druga i opuściła głowę.

Sinukuan był zasmucony.

— Poprosiłem was o prostą rzecz: żebyście były blisko, kiedy możecie być potrzebne. Piękny głos i lśniące pióra to wspaniały dar. Nabiera on jednak prawdziwej wartości, gdy korzystamy z niego odpowiedzialnie.

Wyciągnął dłoń.

Złoty blask zaczął gasnąć. Najpierw skrzydła stały się ciemnoszare, potem czarne jak nocne niebo. A zamiast dawnej dźwięcznej pieśni z gardeł wyrwało się:

— Kra, kra!

Wrony przestraszone popatrzyły na siebie.

— Czy już zawsze będziemy takie?

— Wasz wygląd się zmienił — odparł Sinukuan. — Niech przypomina wam dzisiejszy dzień. Nie myślcie jednak, że czarne pióra czynią was gorszymi. Przyjrzyjcie się uważnie.

W słońcu czarne skrzydła mieniły się błękitem i fioletem, jakby skrywały wieczorne niebo.

Wrony rozłożyły pióra ze zdumieniem.

— A nasz głos?

Sinukuan się uśmiechnął.

— Teraz będzie was słychać z daleka. Dobrze tylko pomyślcie, do czego go użyjecie.

Od tamtej pory, mówi dawna opowieść, wrony mają czarne pióra i wołają donośne „kra, kra”.

Kiedy słońce pada na wronie skrzydło, nadal połyskuje ono błękitem, zielenią i fioletem.

Może to drobna pamiątka z czasów, gdy wrony były złote.

A może przypomnienie, że zewnętrzny blask nie jest najważniejszy. O wiele ważniej pamiętać o obietnicach i wracać do tych, którzy na nas czekają.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨