

Czechy
Żona wodnika
wodnik, gołębie, wolność, pomysłowość
- Kraj
- Czechy
- Wiek
- 7–11 lat

Posłuchaj baśni
Żona wodnika
Żyła kiedyś w czeskiej wiosce młoda gospodyni o imieniu Liduszka. Jej dom stał niedaleko rzeki, a za wsią szumiał stary młyn. Woda była tam ciemna i głęboka, zwłaszcza przy tamie, gdzie nurt wirował pod kołem i rozchodził się srebrnymi kręgami.
Liduszka nie bała się rzeki, ale traktowała ją z szacunkiem. Wiedziała: woda może być łagodna, gdy cicho płynie między trawami, i bardzo silna tam, gdzie staje się głęboka.
Pewnego jasnego dnia Liduszka przyszła nad brzeg prać bieliznę. Słońce ogrzewało kamienie, nad trzcinami latały ważki, a z łąki pachniało koniczyną.
Liduszka pochyliła się nad wodą, wypłukała koszulę i nagle usłyszała:
— Kum-kum!
Tuż przy jej rękach siedziała wielka zielona żaba.
— A skąd ty się tutaj wzięłaś? — uśmiechnęła się Liduszka.
Żaba nie uciekła. Patrzyła na dziewczynę okrągłymi złocistymi oczami tak uważnie, jakby wszystko rozumiała.
— Kum!
— Dobrze, dobrze — roześmiała się Liduszka. — Jeśli kiedyś będziesz miała małe żabki, zaproś mnie w odwiedziny. Zostanę ich matką chrzestną.
Powiedziała to żartem i od razu zapomniała o swoich słowach.
Minęło kilka tygodni.
Pewnego ranka Liduszka krzątała się w kuchni, gdy pod drzwiami coś cicho zaszeleściło.
Szur-szur.
Potem rozległo się znajome:
— Kum-kum!
Na progu siedziała ta sama wielka żaba.
Liduszka się zdziwiła.
— Czyżbyś przyszła po mnie?
Żaba obróciła się ku ścieżce, podskoczyła kilka razy i obejrzała się za siebie.
— Kum!
Liduszka przypomniała sobie swoją obietnicę.
— No dobrze. Powiedziałam, że przyjdę, więc trzeba dotrzymać słowa.
Zarzuciła chustkę i poszła za żabą.
Żaba skakała przodem przez łąkę, potem skręciła do starego młyna i wreszcie zatrzymała się przy najgłębszym miejscu pod tamą.
— Tutaj? — zapytała Liduszka. — Ale przecież tutaj jest woda.
Żaba dotknęła łapką wielkiego płaskiego kamienia.
Kamień bezszelestnie odsunął się na bok.
Pod nim ukazały się przezroczyste schody prowadzące prosto pod wodę. Błyszczały jak szklane.
Liduszka zastygła.
— Ależ odwiedziny…
Żaba już wskoczyła na pierwszy stopień i znów się obejrzała.
Liduszka ostrożnie ruszyła za nią.
Najdziwniejsze było to, że woda nie zalewała schodów. Nad głową migotała rzeka, przepływały ryby, poruszały się zielone wodorosty, a dookoła jakby stało przezroczyste szkło.
Schody zaprowadziły je do wielkiego pokoju. Ściany lśniły błękitnym światłem, z sufitu zwisały nitki wodnych roślin, a na stole czekał już poczęstunek.
Były tam małe pierożki, orzechy, jagody, miodowe placki i potrawy, których Liduszka nigdy nie widziała.
Podbiegły do niej żabki w maleńkich zielonych wstążkach.
— Kum-kum-kum!
— A więc to wy jesteście moimi chrześniakami? — roześmiała się Liduszka.
Stara żaba dumnie skinęła głową.
Przyjęcie było wesołe. Żabki skakały wokół stołu, ryby za przezroczystymi ścianami błyskały srebrnymi bokami, a gdzieś daleko woda głucho szumiała nad młyńskim kołem.
Lecz po pewnym czasie Liduszka zapragnęła trochę się przejść.
— Tylko obejrzę dom — powiedziała żabie.
Przeszła korytarzem i zauważyła uchylone drzwi.
Za nimi była spiżarnia.
Na półkach stały dziesiątki wielkich glinianych garnków. Wszystkie były odwrócone do góry dnem.
Spod jednego dobiegł cichy dźwięk:
— Gru-gru… gru-gru…
Liduszka się pochyliła.
— Kto tam?
Podniosła garnek.
Spod niego wyleciała biała gołębica.
Ptak zatoczył krąg nad pokojem, usiadł Liduszce na ramieniu i cichutko zagruchał.
— Zamknęli cię tutaj? — zdziwiła się dziewczyna.
Pod innym garnkiem także coś się poruszyło.
Liduszka go podniosła — wyleciała kolejna gołębica.
Potem trzecia.
Czwarta.
Wkrótce cała spiżarnia wypełniła się szelestem białych skrzydeł.
Liduszka podnosiła garnki jeden po drugim, aż ostatnia gołębica wyrwała się na wolność.
Wtedy do pokoju pospieszyła stara żaba.
Widząc puste garnki, jęknęła:
— Kum-kum!
— Co się stało? — zapytała Liduszka. — Czy zrobiłam coś złego?
Żaba cicho zamknęła drzwi.
— Te gołębie zostały zaczarowane i zamknięte tutaj przez gospodarza domu — powiedziała. A teraz jej głos brzmiał już niemal po ludzku. — Jest wodnikiem. Lubi wszystko, co piękne i niezwykłe, i nie zawsze rozumie, że piękne nie znaczy „moje”.
Liduszka spojrzała na gołębie.
— A więc dobrze zrobiłam, wypuszczając je.
— Dobrze — odpowiedziała żaba. — Ale wodnik bardzo się rozgniewa. A kiedy się gniewa, woda wokół niego staje się szybka i niespokojna.
Liduszka się wyprostowała.
— W takim razie pójdę do domu.
— Zaczekaj.
Żaba podskoczyła do małej półki i wyjęła kawałek suchego chleba.
— Weź to. A kiedy wyjdziesz na brzeg, koniecznie dotknij suchej ziemi. Wodnik jest silny w wodzie, ale na suchym brzegu jego czary słabną.
— A gołębie?
— Polecą za tobą. Kiedy zobaczą niebo, czary rozwieją się zupełnie.
Liduszka podziękowała żabie i pospieszyła do szklanych schodów.
Gołębie poleciały za nią.
Wspinała się coraz wyżej.
Nagle z dołu dobiegł huk.
Najpierw cichy.
Potem głośniejszy.
Jakby ktoś poruszył całą rzekę.
— Kto otworzył moją spiżarnię? — przetoczył się po korytarzach gniewny głos.
Liduszka się nie oglądała.
Widziała już słoneczne światło nad ostatnim stopniem.
Kamień się odsunął.
Dziewczyna wyskoczyła na brzeg, zrobiła krok w bok i mocno stanęła bosą stopą na suchej trawie.
Właśnie wtedy woda przy tamie zakręciła się wielkim wirem.
Nad powierzchnią mignęły długie czerwone wstążki.
— Wracaj! — rozległ się głos wodnika. — Oddaj moje gołębie!
Liduszka ścisnęła w dłoni kawałek suchego chleba.
— Nie są twoje, jeśli chcą być wolne! — odpowiedziała.
Gołębie wzleciały wysoko w niebo.
Słońce dotknęło ich białych skrzydeł i zalśniły tak jasno, że Liduszka na chwilę zmrużyła oczy.
Wodne wstążki wyciągnęły się w ich stronę, lecz gdy tylko dotknęły suchego brzegu, opadły jako zwykłe mokre wodorosty.
Wodnik gniewnie zabulgotał gdzieś pod wodą.
— Byłem samotny! — dobiegł jego głos.
Liduszka przez chwilę milczała.
— Jeśli jesteś samotny, zapraszaj gości. Nie zamykaj ich pod garnkami.
Przez długi czas odpowiedzią była cisza.
Potem woda się uspokoiła.
— A jeśli nie zechcą zostać?
— Wtedy niech odejdą. Prawdziwa przyjaźń nie potrzebuje zamków w drzwiach.
Po wodzie przebiegła mała fala i dotknęła brzegu.
— Pomyślę o tym — burknął wodnik.
Liduszka się uśmiechnęła.
Białe gołębie pokrążyły nad nią jak na pożegnanie, a potem rozleciały się w różne strony nad polami i ogrodami.
Kiedy Liduszka wróciła do domu, długo nikt jej nie wierzył.
— Podwodny dom?
— Szklane schody?
— Żaba, która mówi?
— I wodnik z czerwonymi wstążkami?
Ale następnego ranka przy jej oknie siedziała mała zielona żabka z cieniutką wstążką na szyi.
Liduszka wyniosła jej okruszek chleba.
— Przekaż swojej babci, że dziękuję za pomoc.
Żabka zjadła okruszek, zakumkała i poskakała do rzeki.
Od tamtej pory Liduszka często widywała nad wodą białe gołębie. A czerwone wstążki przy młynie już nikogo nie zwabiały w głębinę.
Starsi ludzie nadal ostrzegali dzieci:
— Przy głębokiej wodzie bądźcie ostrożni. Nie wychylajcie się daleko nad brzeg i nie sięgajcie sami po kwiat czy wstążkę, jeśli pływa tam, gdzie jest głęboko. Rzekę trzeba podziwiać, a nie wystawiać jej siłę na próbę.
A we wsi zaczęto też powtarzać inne słowa Liduszki:
— Trzymanie kogoś przy sobie siłą to nie przyjaźń. Lepiej otworzyć drzwi i dać wolność. Jeśli przyjaciel zechce zostać, zostanie z własnej woli.
