Okładka: Dwunastu myśliwych

Niemcy

Dwunastu myśliwych

Żył kiedyś młody książę, który bardzo kochał pewną księżniczkę. Znali się od dawna, wiele rozmawiali o przyszłości i umówili się już, że pewnego dnia wezmą ślub.

Kraj
Niemcy
Wiek
7–11 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Dwunastu myśliwych

Żył kiedyś młody książę, który bardzo kochał pewną księżniczkę. Znali się od dawna, wiele rozmawiali o przyszłości i umówili się już, że pewnego dnia wezmą ślub.

Pewnego ranka do pałacu przygalopował jednak posłaniec.

— Wasza Wysokość, twój ojciec ciężko zachorował. Prosi, żebyś natychmiast wrócił do domu.

Książę się zasmucił. Przed wyjazdem zdjął z palca pierścień i podał go narzeczonej.

— Pilnuj go — powiedział. — To znak mojej obietnicy. Wrócę po ciebie.

Włożyła pierścień i skinęła głową.

— Będę czekać.

Książę pośpieszył do królestwa ojca. Stary król był już bardzo słaby. Chciał mieć pewność, że po jego odejściu w kraju zapanują spokój i porządek. Poprosił więc syna, by wypełnił dawną umowę dwóch królewskich rodzin i poślubił księżniczkę z sąsiedniego królestwa.

Książę był zagubiony i przygnębiony. W tej chwili myślał tylko o chorym ojcu i zgodził się, nie rozważywszy, że dał już inną obietnicę.

Wkrótce stary król zmarł, a młody książę objął tron.

Minął czas żałoby. Doradcy przypomnieli nowemu królowi o słowie danym ojcu. Wysłał posłów do sąsiedniego królestwa, gdzie rozpoczęto przygotowania do wesela.

Kiedy pierwsza narzeczona się o tym dowiedziała, zabolało ją to ogromnie. Zamiast jednak siedzieć i czekać na cudze decyzje, postanowiła sama sprawdzić, co się stało.

— Ojcze — powiedziała do swojego króla — pomóż mi znaleźć jedenaście odważnych dziewcząt, które zechcą wyruszyć ze mną.

— Po co? — zdziwił się ojciec.

— Chcę dostać się na dwór człowieka, który dał mi słowo. Ale nie jako gość. Muszę zobaczyć, kim się stał, i poznać prawdę.

Król jej nie odwodził od zamiaru. Wkrótce znalazło się jedenaście dziewcząt podobnego wzrostu i budowy. Wszystkie potrafiły jeździć konno, poruszać się po lesie, strzelać z łuku albo dobrze znały się na koniach.

Dla całej dwunastki uszyto jednakowe stroje myśliwskie. Księżniczka schowała włosy pod kapeluszem, pozostałe uczyniły to samo i niewielki oddział ruszył w drogę.

Po przybyciu do pałacu księżniczka powiedziała strażnikom:

— Jesteśmy dwunastoma myśliwymi. Słyszeliśmy, że król często wyprawia się do lasu. Może przydadzą mu się sprawni pomocnicy.

Król wyszedł obejrzeć przybyszów. Nie rozpoznał swojej dawnej narzeczonej. Myśliwi zachowywali się pewnie, konie były zadbane, a sprzęt schludny.

— Zostańcie — powiedział. — Przydadzą mi się tacy ludzie.

Tak księżniczka i jej jedenaście towarzyszek zyskały na dworze miano Dwunastu Myśliwych.

U króla mieszkał niezwykły lew. Nie tylko rozumiał ludzką mowę, ale też lubił udawać, że zna wszystkie tajemnice świata.

Pewnego wieczoru powiedział:

— Twoi myśliwi wcale nie są tymi, za których się podają.

— A kim są? — uśmiechnął się król.

— Dziewczętami!

— Skąd wiesz?

Lew z powagą potrząsnął grzywą.

— Łatwo to sprawdzić. Rozsyp groch przed drzwiami. Słyszałem, że mężczyźni stąpają tak pewnie, iż ziarenka się nie ruszają, a kobiety na pewno je roztoczą.

Król się roześmiał.

— Dziwna ta twoja wiedza, ale dobrze. Zobaczymy.

Życzliwy służący usłyszał rozmowę i ostrzegł myśliwych.

— Lew postanowił poddać was próbie.

Księżniczka tylko się uśmiechnęła.

— Jutro patrzmy pod nogi i idźmy spokojnie. Na grochu każdy może się poślizgnąć, niezależnie od tego, kim jest.

Następnego ranka przeszły korytarzem tak ostrożnie, że prawie żadne ziarenko się nie potoczyło.

— Widzisz? — powiedział król do lwa.

Lew jednak się nie poddawał.

— Ktoś ich ostrzegł. Potrzeba innego dowodu. Ustaw w przedpokoju dwanaście kołowrotków. Dziewczęta na pewno przy nich przystaną, a mężczyzn takie rzeczy wcale nie interesują.

Służący znów przekazał wszystko myśliwym.

— Też coś — powiedziała jedna z dziewcząt. — Mój brat przędzie w domu lepiej ode mnie.

Wszystkie cicho się roześmiały.

— Po prostu przejdziemy dalej — zdecydowała księżniczka. — Niech lew sam radzi sobie ze swoimi wymysłami.

Nazajutrz dwunastu myśliwych minęło kołowrotki, ani razu nie przystając.

Król pokręcił głową.

— Lwie, chyba nie warto oceniać ludzi po tym, jak chodzą albo co lubią.

Lew prychnął, lecz więcej prób nie proponował.

Mijały tygodnie. Dwunastu Myśliwych towarzyszyło królowi podczas leśnych wypraw, pomagało odnajdywać ścieżki i opiekowało się końmi. Nieraz ratowali oddział, kiedy zbaczał z drogi. Król najbardziej ufał ich przywódcy. Przy tym młodym myśliwym z niezwykłą łatwością mówił o sprawach, których nie potrafił powierzyć nikomu innemu.

Pewnego dnia oddział wracał właśnie z lasu, gdy z naprzeciwka nadjechał posłaniec.

— Wasza Królewska Mość! Księżniczka z sąsiedniego królestwa jest już w drodze. Jej orszak przybędzie jutro.

Na te słowa przywódca Dwunastu Myśliwych nagle pobladł.

Wszystko, co księżniczka tak długo nosiła w sobie, ścisnęło jej serce naraz: obietnica, pierścień, podróż i miesiące niepewności.

Zachwiała się i osunęła na trawę.

Król natychmiast zeskoczył z konia.

— Co ci jest? Jesteś ranny?

Pochylił się, żeby pomóc, i przypadkiem zobaczył znajomy pierścień na dłoni myśliwego.

Zamarł.

Pamiętał ten pierścień. Sam kiedyś wręczył go osobie, której obiecał, że wróci.

— To ty? — zapytał cicho.

Księżniczka zdjęła kapelusz.

— Ja.

Przez długą chwilę milczeli.

— Dlaczego do mnie nie napisałaś? — zapytał król.

— Chciałam usłyszeć prawdę od ciebie, a nie od posłów — odpowiedziała. — I przekonać się, czy pamiętasz o swoim słowie, kiedy nikt ci o nim nie przypomina.

Król spuścił głowę.

— Pamiętałem. Ale w najtrudniejszej chwili dałem ojcu inną obietnicę. Potem pozwoliłem, by poczucie obowiązku decydowało za mnie. To było nieuczciwe wobec ciebie i wobec księżniczki, która teraz tutaj jedzie.

Od razu rozkazał wysłać jej naprzeciw posłańca ze szczerym wyjaśnieniem i prośbą o wstrzymanie przygotowań do ślubu. W liście przyznał się do błędu i przeprosił za wciągnięcie jej w tę historię, zanim uporządkował własne obietnice.

Sąsiednia księżniczka poznała prawdę jeszcze przed przybyciem do pałacu i zawróciła do domu. Była rozczarowana, ale cieszyła się, że nie oszukiwano jej dłużej.

Król i jego pierwsza narzeczona jeszcze wiele rozmawiali. Nie śpieszyli się udawać, że nic się nie stało. Księżniczka opowiedziała o swojej krzywdzie, król o strachu i zagubieniu po śmierci ojca. Dopiero gdy naprawdę się zrozumieli, postanowili znów być razem.

Niedługo potem w pałacu odbyło się wesele.

Jedenaście przyjaciółek księżniczki zasiadło na honorowych miejscach. Życzliwy służący także znalazł się wśród gości. Czarodziejski lew leżał przy schodach i udawał, że od początku właśnie taki obrót spraw przewidywał.

— Tylko żadnych więcej prób z grochem — powiedziała mu królowa.

Lew z powagą mrugnął.

— Zgoda. Odtąd będę oceniał ludzi dopiero wtedy, gdy ich poznam.

I było to chyba najmądrzejsze zdanie, jakie kiedykolwiek wypowiedział.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨