

Japonia
Dziadek, który sprawił, że uschłe drzewa zakwitły
Dawno, dawno temu w Japonii żyli starszy mężczyzna i jego żona. Mieli niewielki dom, ogródek i białego psa o imieniu Shiro.
- Kraj
- Japonia
- Wiek
- 4–8 lat

Posłuchaj baśni
Dziadek, który sprawił, że uschłe drzewa zakwitły
Dawno, dawno temu w Japonii żyli starszy mężczyzna i jego żona. Mieli niewielki dom, ogródek i białego psa o imieniu Shiro.
Shiro był ich prawdziwym przyjacielem. Rankiem odprowadzał staruszka na pole, w dzień drzemał pod werandą, a wieczorem siadał przy swoich opiekunach i słuchał ich rozmów tak uważnie, jakby rozumiał każde słowo.
Pewnego dnia staruszek pracował w ogrodzie, kiedy Shiro podbiegł do starego drzewa i zaczął ujadać z przejęciem.
— Hau! Hau!
Zaraz potem zaczął grzebać łapą w ziemi.
— Coś tam znalazł? — zdziwił się staruszek.
Przyniósł łopatę i ostrożnie zaczął kopać we wskazanym miejscu.
Brzęk!
Łopata uderzyła w coś twardego. Pod ziemią tkwił stary dzban pełen dawnych monet.
— Niech mnie! Shiro, z ciebie prawdziwy poszukiwacz skarbów! — zawołał staruszek.
Razem z żoną nie zatrzymali całego bogactwa tylko dla siebie. Część odłożyli na prowadzenie gospodarstwa, a resztą pomogli sąsiadom, którym się nie wiodło.
Niedaleko mieszkał inny stary gospodarz. Gdy zobaczył monety, natychmiast ogarnęła go zazdrość.
— Skoro ten pies znalazł skarb dla nich, znajdzie go i dla mnie — pomyślał.
Następnego dnia poprosił o pożyczenie Shiro. Dobry staruszek zawahał się, bo wiedział, że sąsiad nie zawsze obchodzi się ze zwierzętami łagodnie.
— Tylko bądź dla niego dobry — poprosił.
Sąsiad zaprowadził Shiro na swoje pole.
— No, szukaj złota! — rozkazał.
Pies obwąchał ziemię, podszedł do drzewa i zaczął drapać łapą. Sąsiad rzucił się do kopania. Zamiast monet znalazł jednak stertę zgniłych liści i śmieci.
— Fuj! To ma być twój skarb? — skrzywił się.
Zaczął wymachiwać rękami i przepędził Shiro z pola. Wystraszony pies pobiegł prosto do domu. Gdy zobaczył go staruszek, od razu poznał, że wydarzyło się coś przykrego.
— Już nigdy nikomu cię nie pożyczę — powiedział, głaszcząc go po głowie.
Minęło kilka dni. Pewnego wieczoru zerwał się silny wiatr. W ogrodzie trzeszczały gałęzie i szeleściły liście. Rano staruszek zobaczył, że ze starego drzewa, przy którym Shiro znalazł skarb, odłamał się gruby konar.
Shiro usiadł przy nim i szczeknął cicho.
— Myślisz, że nie powinienem go wyrzucać? — zapytał staruszek.
Zabrał drewno i wyrzeźbił z niego wielki moździerz do ryżu. Żona nasypała do środka ziaren, a on zaczął je tłuc na świąteczne ryżowe ciasteczka.
Stuk.
Stuk-stuk.
Stuk-stuk-stuk.
Nagle ryżu zrobiło się więcej. Jeszcze więcej. A po chwili w magicznym moździerzu zaczęły pojawiać się gotowe, pachnące ciasteczka.
— Shiro! — roześmiała się staruszka. — Wygląda na to, że twoje drzewo znów przygotowało nam niespodziankę!
Ciasteczek wystarczyło dla sąsiadów i dzieci z okolicznych domów. Zazdrosny gospodarz usłyszał o cudzie i znów przyszedł.
— Pożycz mi moździerz — poprosił. — Tylko na chwilę.
Staruszek nie miał na to wielkiej ochoty, ale się zgodził. Sąsiad zaniósł moździerz do domu, wsypał ryż i zaczął go tłuc.
— Dalej, rób ciasteczka! Jak najwięcej!
Stuk! Stuk! Stuk!
Zamiast pachnących ciasteczek w środku pojawiła się lepka szara masa, wcale niepodobna do przysmaku.
— Bezużyteczny rupieć! — zezłościł się sąsiad.
Rozbił moździerz na kawałki i wrzucił drewno do ognia. Kiedy dobry staruszek przyszedł odebrać swoją własność, zastał tylko kupkę popiołu.
— Szkoda — powiedział cicho. — Ten moździerz przypominał mi nasze stare drzewo.
— Zabierz sobie popiół, skoro go chcesz — burknął sąsiad.
Staruszek zebrał go do koszyka i ruszył do domu. Gdy przechodził przez ogród, zawiał wiatr.
Szu-u-um!
Garść popiołu uniosła się z kosza i opadła na nagie gałęzie śliwy. Na oczach staruszka suche gałązki pokryły się pąkami.
Jedna chwila — pierwszy kwiat.
Druga — następny.
A zaraz całe drzewo okryło się różowym kwieciem.
— Babciu! Shiro! Chodźcie szybko!
Wybiegli do ogrodu. Staruszek sypnął odrobinę popiołu na kolejną suchą gałąź.
Puff!
Ona również zakwitła. Wieść o niezwykłym staruszku szybko rozeszła się po okolicy. Wkrótce zjawił się u niego wysłannik miejscowego władcy.
— W ogrodzie naszego pana rośnie stara wiśnia, która od lat nie kwitnie — powiedział. — Czy zechciałby pan spróbować jej pomóc?
Staruszek wziął koszyk z popiołem i udał się do wielkiego ogrodu. Pośrodku polany stała stara wiśnia, ciemna i cicha.
— Nie wiem, czy się uda — powiedział. — Ale spróbuję.
Wspiął się na niską, mocną gałąź i rozsypał nad drzewem cienką chmurkę popiołu. Wiatr ją podchwycił.
Szu-u-um!
Stał się cud. Na czarnych gałęziach pojawiły się zielone pąki. Otwierały się jeden po drugim i po kilku chwilach cała wiśnia tonęła w różowo-białych kwiatach.
Ludzie w ogrodzie westchnęli ze zdumienia. Władca tak się ucieszył, że nazwał staruszka Hana-Saka-Jiijii, czyli Dziadkiem, który sprawia, że drzewa zakwitają. Serdecznie mu podziękował i wysłał do domu z podarunkami.
Kiedy zazdrosny sąsiad o tym usłyszał, zebrał resztki zwykłego popiołu ze swojego paleniska.
— Ja też to potrafię! — ogłosił.
Przybiegł do ogrodu władcy i zaczął posypywać drzewa. Nic się nie wydarzyło. Popiół zakłębił się tylko w powietrzu, połaskotał wszystkich w nosy i ludzie zaczęli kichać.
— Apsik!
— Apsik!
— Apsik!
Sam sąsiad kichnął najgłośniej ze wszystkich. Władca pokręcił głową.
— Cudu nie da się zdobyć samą zazdrością i naśladowaniem cudzych czynów.
Sąsiad zaczerwienił się i wrócił do domu. Mówiono, że odtąd trochę mniej myślał o cudzym złocie, a trochę więcej o własnym ogrodzie.
Dobry staruszek, jego żona i Shiro żyli spokojnie. Każdej wiosny pies lubił leżeć pod kwitnącymi drzewami, gdy płatki opadały na jego białe futro. Staruszkowie uśmiechali się wtedy do siebie.
Wiedzieli bowiem, że prawdziwy cud nie zaczął się od skarbu ani od magicznego popiołu. Zaczął się od przyjaźni, troski i dobroci, którą przez wszystkie te lata okazywali swojemu białemu psu.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
