Okładka: Dzielny ołowiany żołnierzyk

Dania

Dzielny ołowiany żołnierzyk

Na urodziny pewien chłopiec dostał pudełko ołowianych żołnierzyków.

Kraj
Dania
Wiek
6–10 lat
Czas czytania
7 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Dzielny ołowiany żołnierzyk

Na urodziny pewien chłopiec dostał pudełko ołowianych żołnierzyków.

Było ich dwudziestu pięciu i wszyscy powstali z jednej starej łyżki. Stali prosto, trzymali karabiny na ramionach i patrzyli przed siebie w czerwono-niebieskich mundurach.

— Ołowiane żołnierzyki! — ucieszył się chłopiec i ustawił je na stole.

Wszystkie były do siebie podobne, z wyjątkiem ostatniego. Podczas odlewania zabrakło odrobiny ołowiu, więc miał tylko jedną nogę. Stał jednak na niej tak pewnie, że od razu zwracał uwagę.

Na tym samym stole było wiele innych zabawek. Pośród nich wznosił się wspaniały papierowy pałac. Przed nim leżało małe lusterko przypominające jezioro, a wokół zieleniły się maleńkie drzewa.

W otwartych drzwiach pałacu stała papierowa tancerka.

Miała lekką spódniczkę z cienkiego papieru i błękitną wstążkę przez ramię. Uniosła jedną nogę tak wysoko, że żołnierzyk nie dostrzegł jej za fałdami spódniczki.

„Ona też stoi na jednej nodze — pomyślał. — Byłaby wspaniałą przyjaciółką”.

Patrzył na nią cały wieczór, a ona trwała w tanecznej pozie, lekka i spokojna.

Wśród zabawek znajdowało się też dziwne pudełeczko. Kiedy podniesiono wieczko, wyskoczył z niego mały czarny ludzik na sprężynie.

— Żołnierzyku — szepnął — nie przyglądaj się temu, co cię nie dotyczy.

Żołnierzyk nic nie odpowiedział. Nie lubił kłótni i nie rozumiał, dlaczego ktoś miałby decydować, na kogo wolno mu patrzeć.

Nocą, gdy ludzie zasnęli, zabawki jakby ożyły. Dziadek do orzechów przetaczał się po stole, woskowe lalki szeptały, a żołnierzyki stały na warcie.

Dokładnie o północy wieczko pudełka się otworzyło.

— Zobaczysz, co będzie rano — powiedział gniewnie ludzik na sprężynie.

Następnego dnia chłopiec postawił żołnierzyka na parapecie.

Może przeciąg poruszył firanką, a może ktoś nieostrożnie potrącił zabawkę. Nagle żołnierzyk spadł z trzeciego piętra.

Wylądował między kamieniami na ulicy, głową w dół, a jedyną nogą do góry.

Chłopiec i służąca zeszli go szukać. Przeszli bardzo blisko, lecz nie zauważyli maleńkiego żołnierzyka wśród bruku.

Chciał zawołać, ale na ulicy rozległ się łoskot wozu. Postanowił nie krzyczeć na oślep, tylko poczekać na bezpieczniejszą chwilę.

Wkrótce zaczął padać deszcz.

Krople bębniły o dachy, a woda płynęła wzdłuż chodnika małymi strumieniami.

Gdy deszcz ustał, zza rogu wybiegło dwóch chłopców.

— Patrz, ołowiany żołnierzyk! — zawołał jeden.

— Wyślijmy go w podróż!

Złożyli łódkę ze starej gazety, ustawili w niej żołnierzyka i puścili po wodzie w rynsztoku.

Papierowa łódź zawirowała w szybkim nurcie.

Żołnierzyk stał prosto na jednej nodze i trzymał się brzegu łódki.

„To dopiero wyprawa — pomyślał. — Oby łódź nie rozmokła, zanim zrozumiem, dokąd płynę”.

Strumień poniósł go pod ciemny mostek.

Było tam tak mrocznie, że nie widział nawet własnego karabinu.

„Gdyby była tu tancerka, nie czułbym się tak samotny”.

Nagle z ciemności odezwał się głos:

— Stój! Kto płynie moim kanałem?

Na kamieniu siedział wielki szczur wodny.

— Pokaż przepustkę! — zażądał. — I zapłać za przejazd!

Żołnierzyk nie miał ani przepustki, ani pieniędzy. Nurt niósł jednak łódkę tak szybko, że nie było czasu na spór.

— Zatrzymać go! — pisnął gniewnie szczur i rzucił się w pogoń.

Przed nimi woda zaszumiała jeszcze mocniej. Rynsztok wpadał do dużego odpływu, gdzie powstał prawdziwy mały wodospad.

Papierowa łódka się przechyliła.

— Trzymaj się — powiedział żołnierzyk sam do siebie.

Łódka runęła w dół, zawirowała, przemokła i rozpadła się na zgięciach.

Żołnierzyk znalazł się w wodzie.

Był ciężki, bo zrobiono go z ołowiu, więc szybko poszedł na dno.

Wokół zrobiło się zupełnie ciemno.

Wtedy obok przemknęło coś dużego. Ryba zobaczyła błyszczącego żołnierzyka i natychmiast go połknęła.

W środku było jeszcze ciemniej niż pod mostem.

„Niezła przygoda — pomyślał. — Teraz naprawdę nie wiem, gdzie jestem”.

Nie tracił jednak nadziei.

Upłynął jakiś czas. Rybą mocno szarpnęło, potem wszystko ucichło, aż wreszcie do ciemności wdarło się światło.

Rybę złowiono, przyniesiono do kuchni i zaczęto czyścić.

— Patrzcie! — zawołała kucharka. — Tu jest ołowiany żołnierzyk!

Najdziwniejsze, że była to kuchnia tego samego domu, z którego wypadł.

Wytarto go i zaniesiono z powrotem do dziecięcego pokoju.

Chłopiec ogromnie się ucieszył.

— Mój żołnierzyk wrócił!

Postawiono go na stole.

Znów miał przed sobą papierowy pałac.

W jego drzwiach stała tancerka.

Jak dawniej trzymała się na jednej nodze.

Żołnierzyk patrzył na nią i zdawało mu się, że po wszystkich podróżach stała się jeszcze piękniejsza.

Nie powiedzieli sobie ani słowa. A jednak w ciszy czuło się radość spotkania przyjaciół, którzy długo na siebie czekali.

Wtedy jedno z bawiących się dzieci przypadkiem chwyciło żołnierzyka i rzuciło go prosto do otwartego pieca.

— Stój! — krzyknął chłopiec, ale było za późno.

Żołnierzyk znalazł się pośród gorącego blasku.

Nie wiedział, czy to figiel ludzika z pudełka, czy zwykła nieostrożność. Tym razem nie zamierzał jednak milczeć z dumy.

— Pomocy! — zawołał, choć ludzkie uszy nie mogły usłyszeć głosu zabawki.

W pokoju otwarto okno. Silny podmuch porwał papierową tancerkę.

Uniósł ją ze stołu, zakręcił w powietrzu i opuścił przy żołnierzyku.

Na chwilę ich spojrzenia się spotkały.

Płomień rozbłysnął jaśniej. Papier szybko zmienił się w lekki popiół, a ołów żołnierzyka zmiękł od gorąca.

Następnego ranka, kiedy piec wystygł, służąca wybierała popiół i nagle zobaczyła małe ołowiane serduszko.

Obok leżała błyszcząca ozdoba ze wstążki tancerki, podobna do maleńkiej róży.

Chłopiec włożył obie rzeczy do szkatułki z najdroższymi drobiazgami.

— To po moim żołnierzyku i tancerce — powiedział.

Tak skończyła się ich niezwykła przygoda.

A gdy ktoś pytał chłopca, dlaczego przechowuje małe ołowiane serce, odpowiadał:

— Odwaga nie polega na tym, żeby nigdy się nie bać. Polega na wytrwałości w trudnych chwilach, proszeniu o pomoc, kiedy jest potrzebna, i pozostaniu sobą nawet po bardzo długiej drodze.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨