Okładka: Elfy i szewc

Niemcy

Elfy i szewc

Żył kiedyś szewc imieniem Mateusz. Umiał robić wspaniałe buty: mocne na daleką drogę, lekkie do tańca i ciepłe na zimę. Jednak pewnego roku źle mu się wiodło. Zamówień było niewiele, a pieniędzy starczało tylko na najpotrzebniejsze rzeczy.

Kraj
Niemcy
Wiek
3–7 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Elfy i szewc

Żył kiedyś szewc imieniem Mateusz. Umiał robić wspaniałe buty: mocne na daleką drogę, lekkie do tańca i ciepłe na zimę. Jednak pewnego roku źle mu się wiodło. Zamówień było niewiele, a pieniędzy starczało tylko na najpotrzebniejsze rzeczy.

Pewnego wieczoru Mateusz położył na stole ostatni kawałek skóry.

— Wystarczy na jedną parę butów — powiedział do swojej żony Anny. — Rano zabiorę się do szycia. A potem zobaczymy.

Starannie wyciął wszystkie części, ułożył je obok narzędzi i poszedł spać.

Nazajutrz rano wszedł do warsztatu i stanął jak wryty.

Na stole czekała gotowa para butów.

I to jakich! Dawno nie widział równie pięknych. Szwy były równiutkie, podeszwy mocne, a każdy ścieg znajdował się dokładnie tam, gdzie powinien.

— Anno! — zawołał. — To twoja praca?

— Nawet nie dotknęłam igły — odpowiedziała żona.

Wkrótce do warsztatu zajrzał kupujący.

— Co za wspaniałe buty! — zachwycił się i zapłacił za nie więcej, niż Mateusz się spodziewał.

Szewc kupił więc skórę na dwie pary.

Wieczorem znów przygotował części i zostawił je na stole.

A rano zobaczył dwie gotowe pary.

I tym razem praca była bez zarzutu.

Dzień po dniu cud się powtarzał. Mateusz kupował coraz więcej skóry, a nocą ktoś niewidoczny zamieniał ją we wspaniałe buty. Do warsztatu zaczęli przychodzić ludzie z całego miasta.

Szewc jednak wcale nie stał się zarozumiały.

— Przecież wiem, że to nie ja uszyłem te buty — mówił żonie. — Ktoś nam pomaga. Bardzo chciałbym się dowiedzieć, kto to taki.

Tuż przed zimowymi świętami Anna zaproponowała:

— Dziś nie kładźmy się spać. Schowamy się za zasłoną i popatrzymy.

Wieczorem zostawili na stole wyciętą skórę, zgasili lampę i przyczaili się w kryjówce.

O północy w oknie zalśnił księżyc.

Cichuteńko uchyliły się małe drzwiczki pod szafą.

Wyszły z nich dwa elfy, nie wyższe od dzbanka. Miały na sobie cienkie, stare koszulki, a na stopach nic, co mogłoby je ogrzać.

— Do roboty! — szepnął pierwszy.

— Do roboty! — odpowiedział drugi.

Wskoczyły na stół i zabrały się do szycia.

Cyk, cyk — igiełka.

Szur, szur — nitka.

Stuk, stuk — maleńki młotek.

Pracowały tak szybko, że Mateusz ledwie nadążał za nimi wzrokiem. Jeden elf zszywał wierzch buta, drugi przytwierdzał podeszwę. Potem zamieniały się miejscami i sprawdzały każdy szew.

Przed świtem buty były gotowe.

— Dobra robota — powiedział pierwszy elf.

— Jak zawsze — przytaknął drugi.

I oba zniknęły za szafą.

Anna otarła łezkę.

— Teraz wiemy, komu zawdzięczamy tę pomoc.

— Musimy im się odwdzięczyć — powiedział Mateusz.

Następnego dnia odłożył wszystkie zajęcia. Z najmiększej skóry zrobił dwie maleńkie pary bucików. Anna uszyła dwie ciepłe koszulki, kamizeleczki, spodenki i skarpetki.

Wieczorem zamiast zwykłych kawałków skóry ułożyli na stole prezenty.

O północy elfy znów się zjawiły.

Na widok ubranek przez chwilę nie wiedziały, co powiedzieć.

— To dla nas?

— Chyba dla nas!

Prędko się przebrały. Buciki pasowały jak ulał.

Pierwszy elf podskoczył.

— Wreszcie nie marzną mi stopy!

Drugi obrócił się przed błyszczącą metalową klamrą, jakby przeglądał się w lustrze.

— A ja wyglądam jak prawdziwy mistrz!

Chwyciły się za ręce i zaczęły tańczyć na stole.

Hop na pudełko!

Hop na stołek!

Wirowały, śmiały się i tupały nowymi bucikami tak wesoło, że Mateusz z Anną ledwie powstrzymywali śmiech za zasłoną.

Wreszcie elfy przystanęły.

— Nasi przyjaciele nie potrzebują już potajemnej pomocy — powiedział jeden.

— Znów mocno stoją na własnych nogach — dodał drugi.

I oba wybiegły w księżycową noc.

Nigdy więcej nie wróciły.

Lecz Mateuszowi wiodło się już dobrze. Pracował uczciwie, nie śpieszył się dla większego zarobku i zawsze odkładał trochę skóry dla tych, których nie było stać na nowe buty.

Na małej półce w warsztacie stały dwa puste pudełeczka z napisem: „Dla przyjaciół”.

Każdej zimy, gdy nocą przy drzwiach rozlegało się cichutkie „stuk, stuk”, Mateusz się uśmiechał.

Może to tylko gałązka stukała o okno.

A może dwaj maleńcy mistrzowie zaglądali sprawdzić, czy ich stary przyjaciel pamięta, że dobra praca i wdzięczność zawsze idą w parze.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨