Okładka: Gęsiareczka

Niemcy

Gęsiareczka

W dalekim królestwie mieszkała królowa ze swoją jedyną córką. Królewna była już dorosła i nadeszła pora wyprawy do sąsiedniego kraju, gdzie czekał na nią młody książę. Dawniej obie rodziny umówiły się, że młodzi lepiej się poznają, a jeśli oboje zechcą, z…

Kraj
Niemcy
Wiek
7–11 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Gęsiareczka

W dalekim królestwie mieszkała królowa ze swoją jedyną córką. Królewna była już dorosła i nadeszła pora wyprawy do sąsiedniego kraju, gdzie czekał na nią młody książę. Dawniej obie rodziny umówiły się, że młodzi lepiej się poznają, a jeśli oboje zechcą, z czasem wyprawią wesele.

Przed podróżą królowa długo przytulała córkę.

— Pamiętaj — powiedziała — korona nie dodaje człowiekowi siły. Prawdziwa siła pozwala pozostać sobą, nawet kiedy jest strasznie.

Na pożegnanie dobra czarodziejka, dawna przyjaciółka królowej, podarowała królewnie mały pukiel włosów przewiązany srebrną nicią.

— To nie broń ani klucz do każdych drzwi — powiedziała. — Dopóki jednak będziesz go strzec, przypomni ci, kim jesteś.

Królewna schowała pukiel blisko serca.

Wyruszyła ze służącą. Każda miała własnego konia. Królewna jechała na Faladzie, mądrym białym koniu podarowanym przez czarodziejkę. Falada umiał mówić, lecz odzywał się tylko wtedy, kiedy miał do powiedzenia coś naprawdę ważnego.

Pierwsze dni upłynęły spokojnie. Pewnego południa zrobiło się jednak bardzo gorąco. Królewna zobaczyła strumień i powiedziała:

— Proszę, podaj mi kubek. Napiję się i pojedziemy dalej.

Służąca nagle odpowiedziała zupełnie inaczej niż dotąd:

— Jeśli chce ci się pić, sama zejdź z konia. Nie zamierzam dłużej ci usługiwać.

Królewna się zdziwiła, ale nie chciała kłócić się na drodze. Zsiadła i napiła się ze strumienia.

Srebrzysty pukiel szepnął cicho:

— Gdyby królowa to widziała, wiedziałaby, że córce potrzeba teraz odwagi.

Królewna wyprostowała się i ruszyła dalej.

Po kilku godzinach dotarły nad szeroką rzekę. Upał stał się jeszcze większy. Królewna znów pochyliła się nad wodą i tym razem zaczarowany pukiel wysunął się spod kołnierza. Prąd porwał go i poniósł daleko.

Służąca wszystko widziała.

Natychmiast zmieniła zachowanie.

— Teraz zamienimy się miejscami — oznajmiła. — Pojadę na Faladzie i założę twój podróżny płaszcz. Ty weźmiesz mojego konia.

— Dlaczego miałabym to zrobić?

— Jeśli odmówisz, powiem w pałacu, że jesteś oszustką, która napadła na prawdziwą królewnę. Mam twoje rzeczy, znam wszystkie imiona i szczegóły podróży. Komu uwierzą?

Królewna się przestraszyła. Były daleko od domu, bez straży i znajomych. Postanowiła nie narażać się na niebezpieczeństwo i zaczekać na sposobność wyjawienia prawdy.

Służąca włożyła więc królewski płaszcz i dosiadła Falady, a prawdziwa królewna pojechała za nią w skromnym ubraniu.

Gdy dotarły do pałacu, młody książę wyszedł powitać gości. Służąca zachowywała się pewnie, przedstawiła jako królewna i szybko trafiła do najpiękniejszych komnat.

Prawdziwa królewna została na dziedzińcu.

Stary król, ojciec księcia, przypadkiem dostrzegł ją z okna. Zdziwił go spokój i godność dziewczyny, którą nazwano zwykłą służącą.

— Kim ona jest? — zapytał przybyszkę.

— Towarzyszyła mi w drodze — odpowiedziała tamta. — Dajcie jej jakieś zajęcie.

W królestwie mieszkał chłopiec o imieniu Kurdken, który pasł gęsi. Królewnie polecono mu pomagać.

Służąca obawiała się tymczasem tylko jednego: Falada znał prawdę.

— Ten koń zrobił się w podróży narowisty — powiedziała. — Odprowadźcie go daleko od pałacu.

Falady nikt nie skrzywdził. Przeniesiono go do cichej stajni za starą bramą miejską, gdzie opiekował się nim dobry stajenny.

Każdego ranka królewna i Kurdken przeprowadzali przez tę bramę gęsi. Każdego ranka cicho wołała:

— Falado, Falado, czy jeszcze mnie pamiętasz?

Z otwartego okienka stajni odpowiadał znajomy głos:

— Pamiętam. I prawda też pamięta.

Kurdken nie pojmował, jak koń może mówić. Jeszcze bardziej dziwiła go jednak sama dziewczyna.

Na zielonej łące siadała przy gęsiach i rozpuszczała długie srebrzyste włosy, by je rozczesać po drodze. Kurdken bardzo chciał dotknąć połyskujących pasm.

— Daj mi jeden włosek! — prosił.

— Nie, Kurdkenie. Nie wolno brać cudzych rzeczy bez pozwolenia.

Chłopiec jednak uparcie wyciągał rękę.

Wtedy dziewczyna mówiła:

— Wietrze, wietrze, przybądź z dali,

Niech się czapka stąd oddali.

Niech jej Kurdken szuka w trawie,

A ja włosy swe poprawię.

Zrywał się figlarny wiatr, porywał Kurdkenowi kapelusz i toczył go po trawie. Chłopiec biegł za nim, a kiedy wracał, dziewczyna miała już zapleciony warkocz.

Powtórzyło się to kilka razy. Wreszcie Kurdken poskarżył się staremu królowi:

— Wasza Wysokość, nie rozumiem jej. Rozmawia z koniem, a wiatr słucha jej lepiej niż mnie!

Stary król się nie roześmiał. Nazajutrz niepostrzeżenie przyszedł pod bramę i usłyszał rozmowę dziewczyny z Faladą. Potem poszedł za nimi na łąkę i zobaczył, jak zrywa się wiatr.

Wieczorem przywołał dziewczynę.

— Kim naprawdę jesteś?

Królewna pobladła.

— Dałam słowo, że nie opowiem o tym, co wydarzyło się w drodze. Grożono mi. Boję się, że znów ktoś obróci moje słowa przeciwko mnie.

Król przez chwilę milczał, po czym powiedział:

— Dobrze. Nie mów mi niczego, czego nie chcesz powiedzieć. Możesz jednak opowiedzieć swoją historię w pustym pokoju, gdzie nikt nie będzie zadawał pytań. Sama zdecydujesz, co zrobić potem.

Dano jej mały, cichy pokój. Usiadła przy zimnym piecu i wreszcie wypłakała wszystko, co nosiła w sobie: opowiedziała o rzece, zgubionym talizmanie, zamianie miejsc, strachu i Faladzie.

Stary król nie podsłuchiwał pod drzwiami. Po długiej rozmowie z samą sobą królewna sama poprosiła jednak, żeby wszedł.

— Teraz jestem gotowa powiedzieć prawdę na głos.

Król wysłuchał jej od początku do końca. Potem sprowadził Faladę. Czarodziejski koń potwierdził każde słowo.

Młody książę był wstrząśnięty.

— Przez cały ten czas rozmawiałem z kimś innym niż osoba, na którą czekałem — powiedział. — Dlaczego nikt wcześniej nie sprawdził prawdy?

— Bo piękny płaszcz czasami przekonuje ludzi szybciej niż szczera twarz — odpowiedział ojciec.

Służącą wezwano do sali. Nie zastawiano na nią pułapki ani nie wymyślano okrutnej kary. Po prostu pokazano jej Faladę i poproszono, by opowiedziała o podróży.

Najpierw zaprzeczała. Potem umilkła. W końcu przyznała się do oszustwa.

— Chciałam prowadzić życie, które nigdy nie było moje — powiedziała. — Uznałam, że mam prawo odebrać je komuś innemu.

— Nie ma wstydu w pragnieniu innego życia — odparła królewna. — Nie można go jednak budować na cudzym strachu.

Służąca musiała opuścić dwór, oddać wszystko, co zabrała, i przez pewien czas pracować tam, gdzie mogła uczciwie zapracować na nowy początek. Nie mszczono się na niej, ale też nie pozwolono udawać, że nic się nie stało.

Królewna nie była już gęsiareczką. Przez kilka dni sama chodziła jednak na łąkę pożegnać się z gęśmi i Kurdkenem.

— Więc naprawdę jesteś królewną? — nie mógł uwierzyć chłopiec.

— Naprawdę.

— A wiatr nadal będzie mnie gonił?

— Jeśli znów zechcesz dotykać cudzych włosów bez pozwolenia, pewnie nie odmówi sobie zabawy.

Kurdken się roześmiał i mocniej przytrzymał kapelusz.

Falada wrócił do pałacowej stajni i dostawał najsłodsze jabłka.

Książę i królewna nie spieszyli się ze ślubem. Dużo spacerowali, rozmawiali i poznawali się naprawdę, już bez cudzych płaszczy, udawania i dawnych ustaleń.

Z czasem sami postanowili się pobrać.

A kiedy w królestwie opowiadano tę historię, stary król zawsze dodawał:

— Nie dziwcie się, że koń umiał mówić. W tej baśni najbardziej zdumiewa coś innego: jak wiele czasu potrzebowali ludzie, by wreszcie usłyszeć prawdę.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨