

Indie
Groszynka i Fasolka
Żyły kiedyś dwie siostry, Groszynka i Fasolka. Bardzo się od siebie różniły.
- Kraj
- Indie
- Wiek
- 4–8 lat

Posłuchaj baśni
Groszynka i Fasolka
Żyły kiedyś dwie siostry, Groszynka i Fasolka. Bardzo się od siebie różniły.
Groszynka lubiła pomagać. Gdy zobaczyła rozsypane ziarno, zaraz je zbierała. Gdy usłyszała, że komuś jest ciężko, zatrzymywała się i pytała, czy nie potrzebuje pomocy.
Fasolka też nie była zła, ale zawsze gdzieś się spieszyła. Wydawało jej się, że cudze troski tylko zatrzymują ją w drodze.
Pewnego dnia Groszynka powiedziała:
— Odwiedźmy ojca. Trwają żniwa, wszyscy pracują w polu, a on pewnie siedzi samotnie w domu i tęskni.
— Idź, jeśli chcesz — odparła Fasolka. — Ja nie zamierzam tracić całego dnia na tak daleką wyprawę.
Groszynka wzięła trochę wody i ruszyła sama.
Wkrótce zobaczyła przy ścieżce śliwę. Wokół jej korzeni leżały suche, kolczaste gałązki.
— Groszynko — zaszumiało drzewo — czy mogłabyś je uprzątnąć? Przeszkadzają młodym pędom.
— Oczywiście — odpowiedziała dziewczyna.
Odniosła suche gałązki na bok, wyrównała ziemię i poszła dalej.
Nieco później natrafiła na ogień trzaskający w starym palenisku przy drodze.
— Pomóż mi — poprosił. — Popiół zasypał żar i trudno mi oddychać.
Groszynka ostrożnie oczyściła palenisko długim patykiem. Płomień znów zapłonął równo i jasno.
Dalej rósł wielki figowiec zwany pipalem. Jedna z jego młodych gałęzi nadłamała się i zwisała ku ziemi.
— Nie zostawiaj mnie tak — zaszeleściło drzewo.
Groszynka oderwała wąski pasek materiału ze starej chustki i starannie podwiązała gałąź.
Jeszcze dalej przez drogę płynął strumyk. Jego wąskie koryto zatkały liście i piasek.
— Prawie nie mogę płynąć — zabulgotał.
Groszynka odsunęła kamyki, wybrała liście, a woda wesoło popłynęła przed siebie.
Do domu ojca dotarła zmęczona, lecz bardzo zadowolona. Ojciec także ogromnie się ucieszył.
— Jak dobrze, że mnie odwiedziłaś — powiedział. — Posiedź ze mną i opowiedz, jak wam się żyje.
Długo rozmawiali. Przed powrotem ojciec dał córce kilka rzeczy przydatnych w domu i poprosił, żeby na siebie uważała.
Kiedy Groszynka wracała, strumyk zalśnił w słońcu.
— Dziękuję, że uwolniłaś mi drogę — zaszemrał. — Weź tę piękną tkaninę, którą woda przyniosła na brzeg.
Na podwiązanej gałęzi pipala błyszczał sznur koralików.
— To dla ciebie za troskę — zaszumiało drzewo.
Przy palenisku pachniał ciepły, słodki podpłomyk.
— Poczęstuj się — zatrzeszczał ogień.
Groszynka podzieliła go na pół.
— Jedną połowę zjem po drodze, a drugą zaniosę siostrze.
Śliwa zaś pochyliła ku niej gałęzie pełne dojrzałych owoców.
— Bierz tyle, ile zdołasz unieść.
Groszynka nazbierała śliwek i część z nich także zostawiła dla Fasolki.
Gdy wróciła do domu z podarunkami, siostra nie mogła się nadziwić.
— Skąd to wszystko masz?
Groszynka opowiedziała jej o drodze, drzewach, ogniu i strumyku.
— Ojej! — zawołała Fasolka. — W takim razie jutro ja też pójdę.
Rano żwawo ruszyła do ojca. Przy śliwie usłyszała:
— Fasolko, czy uprzątniesz suche gałązki?
— Nie mam czasu — rzuciła. — Spieszę się.
Pipal poprosił, żeby podwiązała gałąź.
— Niech ktoś inny ją podwiąże.
Ogień poprosił o usunięcie popiołu.
— Sam sobie poradzisz.
Strumyk poprosił o odsunięcie liści.
— Nie przyszłam tu pracować.
Do ojca Fasolka dotarła szybko, ale zamiast się przywitać, zaraz zaczęła wypytywać:
— A co mi podarujesz? Groszynce przecież coś dałeś!
Ojciec się zasmucił.
— Cieszę się, że cię widzę. Nie chodzi o prezenty. Usiądź przy mnie i opowiedz, co u ciebie.
Ale Fasolka pokręciła się niecierpliwie i niedługo potem ruszyła z powrotem.
Przy strumyku zobaczyła piękną tkaninę płynącą po wodzie.
— O, to pewnie dla mnie!
Wyciągnęła rękę, lecz nurt porwał tkaninę i poniósł ją dalej.
Coś błysnęło na gałęzi pipala. Fasolka podskoczyła, ale nadłamana gałąź zakołysała się i obsypała ją suchymi liśćmi prosto na głowę.
Przy ogniu pachniał podpłomyk. Fasolka pośpieszyła po niego, lecz okrągły placek stoczył się z kamienia i poturlał tak daleko, że zdążył go porwać ptak.
A śliwa była cała obsypana złocistymi owocami. Fasolka sięgnęła po najpiękniejszy i zaczepiła rękawem o kolec.
— Dlaczego nic mi się nie udaje? — wykrzyknęła.
Wróciła do domu rozgniewana i głodna.
Groszynka nic nie powiedziała. Postawiła tylko przed siostrą swoją połowę podpłomyka i talerz śliwek.
— Jedz. Jesteś zmęczona.
Fasolka w milczeniu usiadła obok.
— Dlaczego się ze mną dzielisz? — spytała wreszcie. — Przecież nikomu dzisiaj nie pomogłam.
— Właśnie dlatego — uśmiechnęła się Groszynka. — Jutro możesz zacząć.
Następnego ranka Fasolka znów poszła tą samą drogą. Tym razem się nie spieszyła.
Oczyściła strumyk z liści, ostrożnie podwiązała gałąź pipala, usunęła popiół z paleniska i uprzątnęła suche kolce spod śliwy.
I wiecie co? Nikt nie obsypał jej klejnotami. Za to strumyk szemrał czyściej, drzewo wyprostowało gałąź, ogień przyjemnie zatrzeszczał, a pod śliwą można było swobodnie przejść.
Fasolka obejrzała się i nagle poczuła radość.
Zrozumiała wtedy, że dobroć nie jest handlem ani sposobem na zdobywanie prezentów. Sama w sobie sprawia, że droga staje się jaśniejsza.
A jeśli czasem przyniesie przy okazji dojrzałą śliwkę albo ciepły podpłomyk, to tym przyjemniej.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
