Okładka: Helga

Islandia

Helga

dziewczyna, pomysłowość, próby, czary

Kraj
Islandia
Wiek
6–10 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Helga

Daleko na północy, gdzie morze nawet latem oddycha chłodem, stał niewielki dom pod ciemnym dachem. Mieszkali w nim ojciec, matka i trzy córki.

Starsze miały na imię Fredegonda i Olga. Lubiły piękne wstążki, ciepłe rękawiczki i długie rozmowy przy ogniu. Najmłodsza nazywała się Helga. Była cicha, uważna i zawsze dostrzegała, kiedy ktoś potrzebował pomocy.

W domu traktowano Helgę niezbyt sprawiedliwie. Jeśli trzeba było przynieść wodę, zamieść podłogę albo nakarmić kozy, najczęściej wołano właśnie ją.

„Helgo, zrób to szybko”, mówiła matka.

„I znajdź jeszcze moją chustkę”, dodawała Fredegonda.

„A mnie przynieś grzebień”, prosiła Olga.

Helga się nie spierała, lecz czasem, wychodząc na dwór, patrzyła na dalekie góry i myślała, że kiedyś na pewno zobaczy świat za ich śnieżnymi szczytami.

Pewnego wieczoru nad wyspą zerwał się silny wiatr. Dym zakręcił się w kominie, drzwi zadrżały i nagle ogień w piecu zgasł.

Bez ognia nie dało się żyć w islandzkim domu. Trzeba było ugotować kolację i ogrzać się nocą.

Ojciec powiedział:

„Niedaleko, w jaskini przy wzgórzu, mieszka węglarz. Na pewno ma żar. Ktoś musi poprosić o kilka gorących węgli”.

Pierwsza poszła Fredegonda.

Narzuciła płaszcz i ruszyła ku wzgórzu. Kiedy podeszła bliżej, z wnętrza ziemi rozległ się dziwny głos:

„Powiedz mi, wędrowniczko: przychodzisz z dobrem czy ze złem?”

Fredegonda prychnęła.

„Nie mam czasu rozmawiać ze wzgórzami”.

Weszła do jaskini. Gotował się tam kociołek, na stole leżało ciasto, a przy ogniu siedział wielki czarny pies.

„Przesuń się”, powiedziała Fredegonda i wzięła sobie najlepszy kawałek z kociołka.

Pies cicho zaskomlał, jakby prosił, żeby się podzieliła.

„Jeszcze czego!” odpowiedziała.

Kiedy Fredegonda sięgnęła po rozżarzony węgiel, pies chwycił zębami jej rękawiczkę i pobiegł w głąb jaskini. Dziewczyna tak się przestraszyła, że wyskoczyła na zewnątrz i pomknęła do domu, zapominając o ogniu.

„Niegrzeczny pies!” oburzała się. „I zabrał rękawiczkę!”

Następna poszła Olga.

Przy wzgórzu ten sam głos zapytał:

„Przychodzisz z dobrem czy ze złem?”

„Przyszłam po ogień, a nie po zagadki”, odparła Olga.

W jaskini ona także zobaczyła kociołek, ciasto i czarnego psa. Spróbowała potrawy, wybrała sobie największy placek i odsunęła miskę od psa.

Lecz kiedy wzięła rozżarzony węgiel, pies chwycił koniec jej długiej chustki. Olga zakręciła się w miejscu, chustka się rozwiązała, węgiel upadł w popiół, a dziewczyna jak strzała wybiegła z jaskini.

Także ona wróciła z niczym.

W domu robiło się coraz zimniej.

Wtedy Helga powiedziała:

„Ja spróbuję”.

Wzięła mały gliniany garnek na żar i poszła ku wzgórzu.

Kiedy rozległ się tajemniczy głos, Helga się zatrzymała.

„Przychodzisz z dobrem czy ze złem?”

„Mam nadzieję, że z dobrem”, odpowiedziała. „A jeśli ktoś tutaj potrzebuje pomocy, pomogę, jak tylko zdołam”.

Głos ucichł.

W jaskini Helga zobaczyła to samo: kociołek, ciasto i wielkiego czarnego psa.

Zajrzała do kociołka.

„Wygląda na to, że kolacja zaraz się przypali”.

Helga ostrożnie zamieszała potrawę. Potem zauważyła ciasto, uformowała z niego małe placki i nastawiła je do pieczenia. Następnie przysiadła przy psie.

„Ty pewnie też jesteś głodny”.

Położyła przed nim placek i trochę potrawy. Pies zamachał ogonem.

Helga nie wzięła jednak żaru. Pomyślała: „Nie wolno brać cudzych rzeczy bez pozwolenia. Poczekam na gospodarza”.

Niedługo ziemia pod nogami zadrżała z hukiem. Do jaskini wszedł olbrzym o trzech głowach. Był tak wysoki, że musiał się pochylić pod sklepieniem.

Helga znieruchomiała.

Jedna głowa olbrzyma powiedziała:

„Kto przygotował moją kolację?”

Druga zapytała:

„Kto nakarmił mojego psa?”

A trzecia dodała:

„I kto upiekł placki?”

Helga zebrała się na odwagę.

„Ja. Przepraszam, jeśli zrobiłam coś niewłaściwie. W naszym domu zgasł ogień i przyszłam poprosić o trochę żaru”.

Olbrzym usiadł przy stole.

„Mogłaś wziąć go i uciec”.

„Mogłam, ale to nie byłby mój ogień”.

Czarny pies położył pysk na kolanach Helgi.

Olbrzym uśmiechnął się wszystkimi trzema twarzami.

„W takim razie zjedz ze mną kolację”.

Usiedli do stołu. Helga początkowo się bała, ale gospodarz mówił spokojnie, pytał o jej dom i uważnie słuchał.

Nagle za ścianami jaskini zagrzmiało. Światło błysnęło tak jasno, że Helga zamknęła oczy.

Kiedy znów spojrzała przed siebie, olbrzyma już nie było.

Na jego miejscu stał młody mężczyzna w granatowym płaszczu. Obok siedział ten sam czarny pies.

„Nie bój się”, powiedział nieznajomy. „Nazywam się Torkil. Jestem księciem, ale przez wiele lat byłem zaczarowany. Stary urok mógł zniknąć dopiero wtedy, gdy ktoś nie osądzi mnie po strasznej postaci i zobaczy, jaki jestem naprawdę”.

Helga milczała ze zdumienia.

Torkil mówił dalej:

„Weszłaś tutaj bez myśli o nagrodzie. Pomogłaś, podzieliłaś się i nie wzięłaś cudzych rzeczy. To właśnie twoja dobroć zdjęła czary”.

Wyjął małą szkatułkę.

„Weź ją dla swojej rodziny. Są tu kosztowności, których wystarczy, żeby ułatwić wam życie”.

Potem podał Heldze cienki złoty pierścionek.

„A to dla ciebie. Jeśli zechcesz, przyjadę do waszego domu. Porozmawiamy jeszcze raz, już w świetle dnia. A potem sama zdecydujesz, czy chcesz zobaczyć mój kraj”.

Na koniec Torkil dał jej ciepły płaszcz ze złotą podszewką i nasypał żaru do garnka.

Helga wróciła do domu. Ogień znów zapłonął w piecu, a w izbach zrobiło się ciepło.

Kiedy rodzice zobaczyli szkatułkę, nie mogli uwierzyć własnym oczom. Fredegonda i Olga również westchnęły ze zdumienia.

„Skąd to wzięłaś?” pytali.

Helga opowiedziała o jaskini, czarnym psie i zaczarowanym księciu. Ale o pierścionku powiedziała tylko, że to pamiątka dziwnej nocy.

Minęło kilka dni.

Pewnego ranka w zatoce pojawił się piękny statek. Na maszcie powiewała niebieska flaga. Na brzeg zszedł Torkil.

Przyszedł do domu i przywitał się z ojcem.

„Podobno ma pan trzy córki”.

Ojciec się zmieszał.

„Są dwie starsze... i jeszcze Helga”.

Fredegonda i Olga szybko poprawiły włosy i stanęły przy oknie. Helgę natomiast matka najpierw poprosiła, żeby została w kuchni.

Lecz Torkil powiedział:

„Przyszedłem właśnie do Helgi”.

Dziewczyna wyszła z kuchni. Na jej palcu błysnął złoty pierścionek.

„Przyszedłeś”, powiedziała cicho.

„Obiecałem”.

Torkil opowiedział rodzinie, że to dobroć Helgi uwolniła go od czarów. Wtedy ojciec i matka po raz pierwszy naprawdę zastanowili się, ile pracy i troski zawsze nakładali na najmłodszą córkę.

„Byliśmy wobec ciebie niesprawiedliwi”, powiedział ojciec.

Matka przytuliła Helgę.

Fredegonda przyniosła siostrze nowe rękawiczki, a Olga w milczeniu zawiązała jej na ramionach swoją najlepszą chustkę.

Torkil zaprosił Helgę, żeby odwiedziła jego kraj za morzem.

„Tylko jeśli sama tego chcesz”, dodał.

Helga spojrzała przez okno. Za zatoką lśniły góry, a za nimi rozciągał się świat, o którym tyle razy myślała.

„Chcę”, powiedziała.

Przed odjazdem otworzyła szkatułkę z kosztownościami i zostawiła część siostrom oraz rodzicom.

„Niech w naszym domu zawsze będzie ciepło”, powiedziała Helga.

A potem weszła na statek.

Wiatr napiął żagle, czarny pies ułożył się przy jej nogach i statek popłynął przez chłodne, lśniące morze.

Z czasem Helga i Torkil postanowili się pobrać. W ich domu nigdy nie pytano gościa, jakie ma ubranie i czy jest bogaty. Najpierw sadzano go przy ogniu, podawano ciepłą potrawę i słuchano, co ma do powiedzenia.

Bo Helga dobrze wiedziała: prawdziwy czar często kryje się w tym, jak człowiek postępuje, kiedy nikt nie obiecuje mu nagrody, a nie w złocie i koronach.