

Kanada
Jak Królik przechytrzył Lisicę
królik, lisica, podstęp, humor
- Kraj
- Kanada
- Wiek
- 4–8 lat

Posłuchaj baśni
Jak Królik przechytrzył Lisicę
Dawno, dawno temu, w wielkim kanadyjskim lesie, Królik słynął nie tylko z szybkich nóg, lecz także z zamiłowania do podstępów. Potrafił znajdować ścieżki tam, gdzie inni widzieli tylko gąszcz, i łatwo wyplątywał się z najtrudniejszych przygód. Miał jednak pewien zły nawyk: na widok cudzych warzyw czasami zapominał, że nie wolno brać bez pozwolenia.
Niedaleko mieszkała starsza kobieta. Miała niewielki ogródek, o który dbała od rana do wieczora. Rosły tam kapusta, marchew, fasola, dynie i kukurydza. Część plonów gospodyni zostawiała dla siebie, a część wymieniała na inne produkty.
Pewnego ranka zauważyła, że brakuje kilku główek kapusty. Następnego zniknęła marchew. Potem ktoś obgryzł fasolę i podeptał liście przy dyniach.
— Ktoś odwiedza mój ogródek nocą — powiedziała kobieta. — Trzeba sprawdzić kto.
Przez kilka wieczorów czatowała przy oknie, ale nocny gość był zbyt cichy. Wtedy gospodyni wymyśliła pułapkę. Zebrała lepką żywicę ze świerka i jodły i ulepiła z niej niewielką figurkę. Oczy zrobiła z lśniących koralików, nos z sosnowej szyszki, a włosy z włókien kukurydzy i żółtego mchu. Postawiła figurkę tuż przy wejściu do ogródka.
Tej nocy wzeszedł księżyc, nad ziemią położyła się cienka mgła i Królik, jak zawsze, bezszelestnie podkradł się do grządek.
Nagle zobaczył przy furtce ciemną postać.
Królik znieruchomiał.
— Hej! — zawołał. — Zejdź mi z drogi!
Postać milczała.
Królik podszedł bliżej.
— Do ciebie mówię!
Ani ruchu, ani dźwięku.
Królik zebrał się na odwagę i dotknął postaci łapą. Łapa natychmiast się przykleiła.
— A to dopiero!
Oparł drugą łapę, próbując się uwolnić, lecz ona także się przykleiła. Szarpnął nogą — i ta ugrzęzła w żywicy. Po chwili Królik sam już nie wiedział, którą częścią ciała najlepiej poruszyć, żeby nie przykleić się jeszcze mocniej.
Na jego krzyki wybiegła gospodyni.
— Więc to ty wynosisz moje warzywa! — zawołała.
Ostrożnie odkleiła Królika od żywicznej figurki, wsadziła go do mocnego worka i zawiązała sznurem.
— Posiedzisz tutaj, dopóki nie zdecyduję, co z tobą zrobić. Odechce ci się kraść cudze rzeczy.
Kobieta poszła do domu, a Królik został w worku przy furtce.
Wkrótce ścieżką biegła Lisica. W ciemności nie zauważyła worka, potknęła się o niego i zapytała ze złością:
— Kto tam?
— To ja, Królik — odezwał się znajomy głos.
— I po co wlazłeś do worka?
Królik natychmiast zrozumiał, że to jego szansa.
— Zmusili mnie tu do czekania na wielki poczęstunek — westchnął. — Gospodyni mówi, że rano nakarmi mnie najlepszymi potrawami za to, że pomogę jej w gospodarstwie. A ja wcale nie chcę czekać do rana. Mam mnóstwo spraw.
Lisica nastawiła uszy.
— Najlepszymi potrawami, powiadasz?
— Właśnie tak. Obiecała też pełny kosz smakołyków na drogę.
Lisica była głodna i od razu zapomniała o ostrożności.
— To zamieńmy się miejscami. Poczekam zamiast ciebie.
— Skoro tak prosisz… — zgodził się Królik z udawaną niechęcią.
Lisica rozwiązała worek, Królik wyskoczył, a ona sama weszła do środka. Królik szybko zawiązał sznur i pomknął do lasu.
Wkrótce wróciła gospodyni. Rozwiązała worek, szykując się do poważnej rozmowy z Królikiem, ale ze środka jak błyskawica wyskoczyła Lisica.
— Hej! A ty kto? — zdążyła tylko zawołać kobieta.
Lisica nie odpowiadała. Pędziła precz, doskonale już rozumiejąc, kto ją oszukał.
— No, Króliku — mruczała — następnym razem nie uwierzę w ani jedno twoje słowo!
Ale następnym razem stało się inaczej.
Wieczorem Lisica wreszcie zobaczyła Królika na drugim brzegu płytkiego strumienia. Nad lasem wisiał okrągły żółty księżyc, a jego odbicie drżało na wodzie.
— Przejdź tutaj! — zawołała Lisica.
— Nie mogę, jem kolację — odpowiedział Królik.
— Co jesz?
Królik spojrzał na odbicie księżyca i powiedział:
— Ser. Wielki okrągły ser. O tam, prosto w wodzie.
Lisica spojrzała w dół i rzeczywiście zobaczyła żółte koło.
— To dopiero ser! — ucieszyła się i skoczyła prosto do strumienia.
Woda była płytka, więc nic strasznego się nie stało. Ale Lisica zmoczyła łapy, ogon i brzuch, a okrągły „ser” od każdego plusku rozpadał się na srebrne fale.
Na drugim brzegu Królik znikał już między krzewami.
— Znowu! — oburzyła się Lisica. — Znowu mnie przechytrzył!
Kilka dni później spotkali się ponownie. Królik coś chrupał w ciemności.
— Co jesz? — zapytała Lisica.
— Smaczny dziki owoc — odpowiedział i potoczył ku niej okrągły kolczasty ogórek.
— A jak go jeść?
— Ostrożnie, małymi kawałkami — omal nie powiedział Królik, ale zwyciężył w nim spryciarz. — Można od razu!
Lisica pospiesznie ugryzła owoc i natychmiast zakaszlała od kolczastej skórki.
— Pfu, pfu! Kłuje w język!
Wypluła ogórek, napiła się wody i rozzłościła jeszcze bardziej. A po Króliku tymczasem ślad już zaginął.
Minął dzień. Pod wieczór las ucichł, niebo na zachodzie poczerwieniało i Królik usiadł na kłodzie grać na fujarce. Melodia była dźwięczna i wesoła.
Nagle między drzewami pojawiła się Lisica.
Tym razem postanowiła nie słuchać żadnych zmyślonych historii. Ale Królik zagrał jeszcze głośniej i zawołał:
— W samą porę przyszłaś! Podobno zaraz tą ścieżką ma przejść wielki świąteczny orszak. Poproszono mnie, żebym powitał go muzyką. Też chcesz zagrać?
Lisica bardzo lubiła wszystko, co obiecywało poczęstunek albo nagrodę.
— A masz drugą fujarkę?
— Weź moją. Pobiegnę po zapasową.
Lisica usiadła na kłodzie i zaczęła pilnie dmuchać w fujarkę. A Królik schował się za krzewami.
W pobliżu leżały suche liście. Królik postanowił nastraszyć Lisicę po raz ostatni: w pewnej odległości podpalił małą kupkę chrustu tak, by dym ciągnął w stronę ścieżki, a wolne przejście pozostawało otwarte.
Lisica grała tak głośno, że z początku niczego nie zauważyła. Ale gdy poczuła dym, obejrzała się, zobaczyła pomarańczowe migotanie i natychmiast wyskoczyła na bezpieczną ścieżkę.
Końcówki jej ciemnej sierści trochę się osmaliły i nabrały ciepłego rudobrązowego odcienia. Lisica była cała, lecz bardzo przestraszona.
Wtedy wreszcie zrozumiała, że współzawodnictwo w podstępach zaszło za daleko.
— Dosyć — powiedziała do siebie. — Nie będę już ganiała za Królikiem ani wierzyła pierwszej obietnicy, którą usłyszę.
A Królik, obserwując z daleka, także się zamyślił. Jego figle stawały się coraz bardziej niebezpieczne, a wszystko zaczęło się od zwykłej ochoty na cudze warzywa.
Od tamtej pory Królik i Lisica trzymali się swoich ścieżek. A stara opowieść mówi, że właśnie po tej przygodzie lisie futro stało się rudobrązowe.
A jeśli w jasną noc księżyc odbija się w strumieniu okrągłym żółtym kołem, warto przypomnieć sobie Lisicę i jej „ser” — i zanim gdzieś skoczymy, dobrze się przyjrzeć.
