

Wielka Brytania
Jack i magiczna fasola
W małej chatce mieszkali kiedyś wdowa i jej syn Jack. Nie byli zamożni. Najcenniejsza w ich gospodarstwie była biała krowa Mleczka, która od lat dawała im mleko.
- Kraj
- Wielka Brytania
- Wiek
- 4–8 lat

Posłuchaj baśni
Jack i magiczna fasola
W małej chatce mieszkali kiedyś wdowa i jej syn Jack. Nie byli zamożni. Najcenniejsza w ich gospodarstwie była biała krowa Mleczka, która od lat dawała im mleko.
Pewnego ranka Mleczka nie dała jednak ani jednej kropli.
— Co teraz zrobimy? — zmartwiła się matka.
— Zaprowadzę ją na targ i sprzedam — powiedział Jack. — Za pieniądze kupimy mąkę, nasiona i wszystko, czego najbardziej potrzebujemy.
Pożegnał się z krową i poprowadził ją drogą do miasta. Nie uszedł nawet połowy drogi, gdy spotkał dziwnego staruszka w zielonym kapeluszu.
— Ładna krowa, chłopcze. Dokąd ją prowadzisz?
— Na targ, żeby ją sprzedać.
Staruszek przyjrzał się Jackowi.
— A może zechcesz się zamienić?
Otworzył dłoń. Leżało na niej pięć dużych fasolek. Jack się roześmiał.
— Pięć fasolek za krowę?
— To nie są zwykłe fasolki — odparł staruszek. — Są czarodziejskie. Posadź je wieczorem, a rano zobaczysz cud.
Jack był ciekawy świata i łatwo zachwycał się niezwykłymi rzeczami. Wpatrywał się długo w błyszczące nasiona, aż w końcu zgodził się na wymianę.
Kiedy wrócił do domu i pokazał matce swój nabytek, nie ucieszyła się.
— Jack! Liczyliśmy na pieniądze na jedzenie, a ty przyniosłeś pięć fasolek!
W gniewie otworzyła okno i wyrzuciła fasolki do ogrodu. Tego wieczora Jack położył się spać głodny i smutny.
W nocy wydarzył się cud. Jedno ziarenko wypuściło kiełek. Kiełek stał się pnączem. Pnącze wyrosło ponad dach, ponad stary dąb, a potem ponad wieżę kościoła. Rosło bez końca, aż zniknęło w chmurach.
Rankiem światło wpadające do pokoju miało zielonkawy odcień. Jack wyjrzał przez okno i oniemiał.
— Mamo! Popatrz!
Przed chatką wznosiła się ogromna łodyga fasoli. Liście miała wielkie jak koce, a gruby pęd sięgał prosto w niebo. Jack nie potrafił oprzeć się ciekawości.
— Tylko sprawdzę, dokąd prowadzi.
Chwycił łodygę i zaczął się wspinać. Coraz wyżej i wyżej. Dachy malały, pola zamieniały się w kolorowe skrawki. Wreszcie Jack przebił się przez warstwę białych chmur i ujrzał szeroką drogę prowadzącą do olbrzymiego domu.
Drzwi były tak wysokie, że Jack z trudem dosięgał najniższej deski. Zapukał. Otworzyła mu olbrzymka. Była ogromna, lecz mówiła cichym głosem.
— Chłopcze, jak się tu znalazłeś?
— Wspiąłem się po łodydze fasoli. I bardzo zgłodniałem.
Olbrzymka dała mu chleb i kubek mleka. Nagle cały dom zadrżał.
Tup! Tup! Tup!
— To mój mąż — szepnęła. — Nie lubi niespodziewanych gości. Lepiej się schowaj.
Jack wślizgnął się do wielkiej szafy. Do pokoju wszedł olbrzym.
— Fi-faj-fo-fam! — zagrzmiał. — Ktoś obcy był w naszym domu!
— Chyba ci się zdawało — odpowiedziała olbrzymka i postawiła przed nim śniadanie.
Po posiłku olbrzym przyniósł kilka worków złotych monet. Wysypał je na stół, długo przeliczał, po czym zapadł w drzemkę. Jack wyjrzał z szafy. Złoto lśniło na stole. Chłopiec pomyślał o pustej spiżarni i o matce. Bez dłuższego namysłu chwycił nieduży woreczek i cicho wymknął się z domu.
Zszedł po łodydze i pokazał matce złoto. Ucieszyła się, że wrócił cały i zdrowy, ale zmarszczyła brwi, gdy usłyszała, skąd wziął woreczek.
— Cudze rzeczy nie stają się nasze tylko dlatego, że ich potrzebujemy — powiedziała.
Jack spuścił wzrok. Mimo to mieli teraz z czego żyć i wydawali monety bardzo oszczędnie.
Minął pewien czas. Jack znów spoglądał na fasolową łodygę.
— Muszę przynajmniej zrozumieć, co to za miejsce — powiedział do siebie.
I ponownie wdrapał się ku chmurom. Olbrzymka go rozpoznała.
— Już tu byłeś. Po twojej wizycie zniknęło złoto.
Jack zarumienił się.
— Wiem. Postąpiłem nierozważnie.
Nie zdążył powiedzieć nic więcej, gdy rozległy się ciężkie kroki olbrzyma. Olbrzymka ukryła chłopca.
Tym razem jej mąż przyniósł niezwykłą kurkę.
— Znieś złote jajko! — rozkazał.
Kurka zagdakała i zniosła niewielkie złote jajko. Jack nie mógł oderwać od niej oczu. Kiedy olbrzym zasnął, chłopiec znów uległ pokusie. Chwycił kurkę i uciekł.
W domu matka pokręciła głową.
— Jack, magiczne przedmioty nie sprawiają, że zły wybór staje się dobry.
Chłopiec wiedział, że ma rację. Jednocześnie dzięki kurce nie groził im już głód.
— Więcej tam nie pójdę — obiecał.
Minęło jednak kilka tygodni i ciekawość znów zwyciężyła. Jack po raz trzeci wspiął się do krainy ponad chmurami. Tym razem nie zapukał. Ostrożnie zajrzał do środka.
Olbrzym siedział przy stole, a przed nim stała złota harfa.
— Graj! — rozkazał.
Struny same się odezwały. Pokój wypełniła muzyka tak piękna, że Jack zapomniał o całym świecie. Gdy olbrzym zasnął, chłopiec podszedł bliżej.
— Gdyby mama mogła to usłyszeć... — szepnął.
Podniósł harfę. Wtedy instrument zawołał donośnie:
— Gospodarzu! Gospodarzu!
Olbrzym się obudził.
— Stój!
Jack rzucił się do drzwi.
Tup! Tup! Tup!
Olbrzym pędził za nim. Chłopiec dopadł fasolowej łodygi i zaczął prędko schodzić.
— Mamo! — zawołał, kiedy ziemia była już blisko. — Przynieś siekierę!
Matka wybiegła z chaty. Ponad chmurami ukazała się ogromna głowa olbrzyma. Jack uniósł siekierę, lecz nagle się zatrzymał. Gdyby teraz ściął pnącze, olbrzym spadłby z wielkiej wysokości.
— Wracaj! — zawołał. — Zetnę łodygę, gdy tylko wejdziesz z powrotem w chmury!
Olbrzym zobaczył siekierę, poczuł, jak cienka łodyga kołysze się pod jego ciężarem, i postanowił nie ryzykować. Burknął ze złością, ale zaczął wspinać się ku górze.
Gdy jego stopy zniknęły w chmurach, Jack uderzył kilka razy siekierą w łodygę.
Trzask!
Ogromne pnącze powoli przechyliło się, upadło na pole i rozsypało w zwykłe zielone pędy. Droga do krainy chmur zniknęła.
Jack stał z harfą w rękach i ciężko oddychał.
— Omal nie sprowadziłem nieszczęścia przez ciekawość i chęć posiadania coraz więcej — przyznał.
Matka go przytuliła.
— Dobrze, że to zrozumiałeś.
Odtąd Jack nie szukał już drogi do olbrzyma. Złota kurka pomogła im żyć bez biedy, lecz chłopiec nigdy nie zmuszał jej, by znosiła więcej, niż mogła. Harfa grała wieczorami przy ogniu. Część złota wykorzystali na gospodarstwo i na pomoc sąsiadom w potrzebie.
Za każdym razem, gdy Jack widział zwykłą fasolkę, przypominał sobie zieloną drogę do chmur. Myślał wtedy, że nawet najdziwniejsza przygoda uczy nie tylko odwagi, ale też odpowiedzialności za własne decyzje.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
