

Brazylia
Jak gołąb zamieszkał z ludźmi
Dawno temu w Brazylii mieszkał człowiek, który miał trzech dorosłych synów. Gdy nadeszła pora, by każdy ruszył własną drogą, ojciec zawołał ich do ogrodu i wręczył każdemu dojrzałego melona.
- Kraj
- Brazylia
- Wiek
- 3–7 lat

Posłuchaj baśni
Jak gołąb zamieszkał z ludźmi
Dawno temu w Brazylii mieszkał człowiek, który miał trzech dorosłych synów. Gdy nadeszła pora, by każdy ruszył własną drogą, ojciec zawołał ich do ogrodu i wręczył każdemu dojrzałego melona.
— To niezwykłe melony — powiedział. — Nie rozcinajcie ich w przypadkowym miejscu. Zaczekajcie, aż znajdziecie się blisko czystej wody. Wtedy wszystko potoczy się tak, jak powinno.
Synowie podziękowali i wyruszyli w drogę.
Najstarszy wędrował długo. Słońce prażyło, spod nóg wzbijał się kurz, a pragnienie coraz bardziej mu dokuczało.
„Po co czekać? — pomyślał. — Melon jest soczysty. Otworzę go teraz”.
Ledwie nóż dotknął skórki, owoc rozchylił się jak kwiat i wyszła z niego niezwykła dziewczyna.
— Daj mi wody albo mleka, proszę — powiedziała.
Lecz w pobliżu nie było wody.
Dziewczyna pobladła, zamieniła się w lekką srebrzystą mgiełkę i zniknęła. Melon także rozpłynął się w powietrzu, jakby nigdy go nie było.
— Trzeba było posłuchać ojca — westchnął najstarszy syn.
Drugi syn również zmęczył się podróżą. Dłużej pamiętał o radzie, lecz w końcu zwyciężyła niecierpliwość.
Rozciął melona daleko od wody.
Znów pojawiła się dziewczyna i poprosiła o coś do picia. Gdy wody nie znaleziono, stała się przezroczysta jak poranna mgła i zniknęła.
Trzeci syn także wędrował pod gorącym słońcem. Nieraz kusiło go, by rozkroić melona na drodze.
Za każdym razem mówił jednak do siebie:
— Ojciec prosił, żebym poczekał. Więc poczekam.
Ścieżka wspięła się na wysokie wzgórze, zbiegła w dół i zaprowadziła go do miasteczka. Pośrodku rynku szemrała kamienna fontanna.
— Teraz można — uśmiechnął się młodzieniec.
Najpierw sam napił się wody, a potem ostrożnie rozciął melona.
Wyszła z niego dziewczyna w lekkim odświętnym stroju.
— Daj mi wody albo mleka, proszę.
Młodzieniec nabrał w dłonie czystej wody z fontanny. Dziewczyna napiła się i od razu nabrała sił.
— Dziękuję. Potrafiłeś zaczekać i nie zapomniałeś o cudzej potrzebie, choć sam byłeś zmęczony.
Chciał poczęstować ją jedzeniem, lecz w jego torbie prawie nic już nie zostało.
— Poczekaj tu na mnie — powiedział. — Szybko znajdę chleb i owoce.
Przy fontannie rosło wielkie drzewo o gęstej koronie. Dziewczyna usiadła na niskiej, szerokiej gałęzi, żeby odpocząć w cieniu, a młodzieniec poszedł na targ.
Wkrótce do fontanny przyszła młoda pomocnica z pobliskiego domu. Nosiła wodę potrzebną w gospodarstwie. Dziewczyna na drzewie wychyliła się, by sprawdzić, czy jej nowy przyjaciel już wraca, i jej twarz odbiła się w wodzie.
Pomocnica zobaczyła odbicie i się zdziwiła.
— Kto to tam?
Uniosła głowę i dostrzegła nieznajomą wśród liści.
— Już myślałam, że fontanna pokazuje jakąś zaczarowaną twarz — powiedziała.
Dziewczyna się roześmiała.
Pomocnica była jednak w kiepskim humorze. Ukłuła ją zazdrość na widok pięknego stroju nieznajomej i na myśl, że ktoś się o nią troszczy.
— Zejdź — zaproponowała. — Pomogę ci poprawić włosy.
Dziewczyna niczego złego nie podejrzewała i zsunęła się z drzewa.
Pomocnica miała starą szpilkę do włosów, znalezioną kiedyś na drodze. Nie wiedziała, że przedmiot jest zaczarowany.
Gdy tylko szpilka dotknęła włosów nieznajomej, rozległo się ciche pyknięcie, jakby pękła bańka mydlana.
Zamiast dziewczyny na kamieniu siedziała szara gołębica.
— Co ja zrobiłam? — wyszeptała pomocnica.
Przestraszyła się. Zamiast jednak wezwać pomoc, chwyciła pelerynę, która została na ziemi, narzuciła ją na ramiona i schowała się w cieniu drzewa.
Właśnie wtedy młodzieniec wrócił z koszykiem jedzenia.
W zapadającym zmroku zobaczył znajomą pelerynę i uznał, że stoi przed nim ta sama dziewczyna.
— Chodźmy — powiedział. — Znalazłem dla nas kolację.
Pomocnica nie odważyła się wyznać prawdy.
Tak jedna nierozważna chwila przerodziła się w długie oszustwo.
Mijały dni. Młodzieniec coraz częściej się dziwił: jego towarzyszka nie pamiętała rozmowy przy fontannie ani słów wypowiedzianych po pierwszym łyku wody. Charakterem zupełnie nie przypominała dobrej dziewczyny, którą wtedy poznał.
Nie wiedział jednak, co się wydarzyło, i nie potrafił cofnąć czasu.
Tymczasem gołębica nie odlatywała daleko. Mieszkała w pobliżu, siadała na płotach, chodziła za młodzieńcem po ogrodowych ścieżkach i cicho gruchała, kiedy ją mijał.
— Dziwny ptaszek — mówił. — Jakby chciał mi coś opowiedzieć.
Upłynęło kilka lat. Wokół domu wyrósł wielki ogród. Kwitły w nim drzewa, śpiewały ptaki, a po deszczu pachniały zioła.
Pewnego dnia gołębica przyleciała prosto do kuchennego okna.
Kucharka nasypała jej kilka ziaren i zauważyła między piórami małą ciemną plamkę.
— Co ty tam masz? — zapytała łagodnie.
Przyjrzała się uważniej i dostrzegła koniec starej szpilki.
Zawołała gospodarza.
— Chyba coś utkwiło ptaszkowi w piórach. Pomóż mi to ostrożnie wyjąć.
Młodzieniec wziął gołębicę w dłonie i powoli wyciągnął szpilkę.
W tej samej chwili ogród jakby rozbłysnął słonecznym światłem.
Gołębica zniknęła, a przed nim stała dziewczyna z zaczarowanego melona.
— To ty! — wykrzyknął.
Opowiedziała mu wszystko, co wydarzyło się przy fontannie.
Pomocnica, która przez tyle lat żyła ze swoim kłamstwem, wreszcie także się przyznała.
— Przestraszyłam się tego, co zrobiłam — powiedziała. — A potem z każdym dniem coraz bardziej bałam się powiedzieć prawdę. Wybaczcie mi.
Nikt nie zrobił jej krzywdy. Musiała jednak opuścić dom i rozpocząć nowe życie, w którym nie mogła już ukrywać się pod cudzą tożsamością.
Dziewczyna, która przez tyle lat była gołębicą, najbardziej cieszyła się ogrodem.
— Kiedy latałam jako ptak — powiedziała — zrozumiałam, jak trudno wciąż szukać bezpiecznego miejsca na gniazdo. Zbudujmy w ogrodzie małe domki dla gołębi.
Na drzewach zawieszono przytulne drewniane domki i ustawiono miseczki z wodą.
Najpierw przyleciała jedna odważna gołębia rodzina. Ptaki długo krążyły nad ogrodem, aż wreszcie zamieszkały w nowym domku.
I nie spotkało ich nic złego.
Widząc to, przyleciały inne gołębie. A potem następne i następne.
Z czasem tak przywykły do życia obok ludzi, że zaczęły budować gniazda na dachach, pod okapami, na wieżach i balkonach.
Starzy bajarze powiadali, że właśnie w ten sposób gołąb, dawniej ostrożny leśny ptak, nauczył się ufać ludzkim domom.
Ta historia przypomina też, że jedno kłamstwo często pociąga za sobą drugie i trzecie, aż wszystkie razem stają się cięższe od największego dzbana wody. Prawda wypowiedziana w porę niemal zawsze waży mniej.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
