Okładka: Jak kaczki zdobyły piękne pióra

Stany Zjednoczone

Jak kaczki zdobyły piękne pióra

Było to dawno temu, jesienią, gdy liście zaczynały żółknąć, a noce pachniały zimną wodą.

Kraj
Stany Zjednoczone
Wiek
5–9 lat
Czas czytania
6 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Jak kaczki zdobyły piękne pióra

Było to dawno temu, jesienią, gdy liście zaczynały żółknąć, a noce pachniały zimną wodą.

Nad jeziorami zbierały się kaczki, gęsi, nury i inne wodne ptaki. Wkrótce miały odlecieć tam, gdzie lód nie skuwa rzek. W owych czasach, mówi stara opowieść, wszystkie nosiły prawie takie same, niepozorne pióra.

Nad wielkim jeziorem przygotowywały się do podróży. Jedne czyściły skrzydła, inne ćwiczyły latanie, jeszcze inne sprzeczały się, kto poleci na przedzie.

Na pobliskim wzgórzu pojawił się Stary, wielki miłośnik pomysłów, żartów i podstępnych psot.

Długo obserwował ptaki, aż zauważył miękki zielony mech.

— Tego mi trzeba — powiedział do siebie.

Zebrał ogromne naręcze mchu, przyciął długie żerdzie i tuż przy brzegu zbudował okrągłą chatkę. Pokrył ściany mchem, wewnątrz rozpalił niewielki ogień, a obok postawił bęben.

Ptaki patrzyły z wody.

— Nie podpływajcie blisko — ostrzegł szary gąsior. — Kiedy Stary tak pilnie coś buduje, na pewno coś knuje.

Nur także zachowywał ostrożność.

Stary stanął jednak w drzwiach i zawołał:

— Przyjaciele! Urządzam jesienne święto przed waszym odlotem! Będzie muzyka, taniec i coś wyjątkowego!

Ptaki się nie spieszyły.

Wtedy uderzył w bęben.

Tum, tum, tum.

Tum, tum, tum.

Zaśpiewał tak rytmicznie, że nawet najostrożniejsze kaczki zaczęły kołysać głowami.

— Tylko popatrzymy — powiedział kaczor krzyżówka.

— Tylko jednym okiem — dodała cyraneczka.

Ptaki stopniowo wyszły na brzeg i weszły do mchowej chatki. Nur oraz szary gąsior zostali blisko drzwi.

— Teraz niespodzianka! — ogłosił Stary. — Przed tańcem każdy może wybrać nowe kolory.

Wyjął gliniane miseczki z farbami.

Pierwszy wystąpił kaczor krzyżówka.

— Chcę zieloną głowę, biały pasek na szyi, ciepły brąz na piersi i jaskrawe nogi.

— Świetny wybór! — odparł Stary.

Chwycił pędzel i zabrał się do pracy.

Potem podeszła cyraneczka, za nią karolinka, następnie płaskonos, czernica, gęś, bernikla, nur…

Każdy wymyślał własny strój.

— Mnie ciemniej na grzbiecie!

— A mnie jasny pasek na skrzydle!

— Chcę pióra mieniące się w słońcu!

Stary malował i malował. Pod wieczór chatka przypominała pracownię, w której ożyły wszystkie kolory jesieni.

Ptaki patrzyły na siebie i nie mogły się nacieszyć.

— Teraz — powiedział Stary — zaczynamy Ślepy Taniec. Zasada jest jedna: kiedy gra bęben, wszyscy zamykają oczy i chodzą wokół ognia. Kto podgląda, psuje zabawę.

Ptaki ustawiły się w kręgu.

Tum, tum, tum.

Tum, tum, tum.

Ruszyły wokół ognia z zamkniętymi oczami.

Kwa, kwa.

Szur, szur łapkami.

Tum, tum, tum.

Tymczasem Stary po cichu postawił pod ścianą wielki pleciony kosz.

„Teraz złapię kilka ptaków — pomyślał — i będę miał cudowne towarzystwo przez całą zimę. Niech śpiewają i tańczą w mojej chacie!”.

Kiedy kolejny ptak przechodził obok z zamkniętymi oczami, Stary próbował ostrożnie skierować go do kosza.

Nur, stojący niemal przy drzwiach, usłyszał podejrzany szelest.

Uchylił jedno oko.

I wszystko zrozumiał.

— Otwórzcie oczy! — krzyknął. — Stary chce nas schwytać!

W chatce podniósł się niezwykły hałas.

Kwa, kwa, kwa!

Gę, gę, gę!

Łopot skrzydeł!

Ptaki rzuciły się do drzwi. Wyskakiwały jeden za drugim, rozpościerały skrzydła i wzbijały się nad jezioro.

Stary zdążył tylko chwycić bęben.

— Zaczekajcie! Przecież ja… ja tylko…

Nikt już go nie słuchał.

Pierwszy przemknął nad wodą nur. Za nim krzyżówka błysnął zieloną głową. Karolinka rozłożyła barwne skrzydła. Cyraneczki, gęsi i pozostałe ptaki wznosiły się coraz wyżej.

Wtedy zauważyły cud.

Farby się nie zmywały.

Jakby stały się częścią piór.

Każdy dostał dokładnie taki strój, jaki sobie wybrał.

— Spójrzcie na mnie! — zawołał krzyżówka.

— I na mnie! — odezwała się kaczka z jaskrawymi paskami.

Nawet ostrożny szary gąsior się uśmiechnął.

Ptaki zatoczyły wielki krąg nad jeziorem. Na dole Stary stał przy mchowej chatce z bębnem pod pachą.

— Niech im będzie — burknął. — Przynajmniej całkiem nieźle malowałem.

Nur usłyszał i głośno roześmiał się swoim niezwykłym głosem.

Od tamtej pory, mówi opowieść, wodne ptaki noszą różne stroje. Mają zielone głowy, białe paski, błękitne lusterka na skrzydłach, ciemne grzbiety albo rude piersi.

Jesienią, gdy przed dalekim lotem wielkie stada zbierają się nad wodą, można wyobrazić sobie, że wspominają tamten wieczór.

Tum, tum, tum.

Tum, tum, tum.

Teraz jednak mądre ptaki pamiętają: dobrze jest się bawić, lecz warto czasem otworzyć oczy.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨