Okładka: Jak pies zamieszkał z człowiekiem

Indie

Jak pies zamieszkał z człowiekiem

Według dawnej opowieści ludu Khasi ludzie i zwierzęta żyli kiedyś znacznie dalej od siebie niż dziś. Mieszkańcy lasu mieli własne ścieżki, zebrania, a nawet wielki jarmark.

Kraj
Indie
Wiek
5–9 lat
Czas czytania
7 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Jak pies zamieszkał z człowiekiem

Według dawnej opowieści ludu Khasi ludzie i zwierzęta żyli kiedyś znacznie dalej od siebie niż dziś. Mieszkańcy lasu mieli własne ścieżki, zebrania, a nawet wielki jarmark.

Nazywał się Ka Iew Luri Lura.

W dzień jarmarku zwierzęta schodziły się ze wszystkich stron. Przynosiły owoce, korzenie i wonne zioła. Ptaki oferowały to, co znajdowały wysoko w gałęziach, a mieszkańcy rzek i bagien mieli własne niezwykłe towary.

Porządku pilnował tygrys U Khla.

Pies U Ksew także bardzo chciał się wybrać.

Miał tylko jeden kłopot: nie posiadał niczego na sprzedaż.

Nie lubił przygotowywać się do pracy zawczasu. Długo zastanawiał się, co zabrać na jarmark bez większego wysiłku, ale nic nie wymyślił.

Ruszył więc w drogę, licząc, że pomysł przyjdzie sam.

Ścieżka zaprowadziła go w okolice Saddeu na zboczach góry Shillong. Tam nagle się zatrzymał.

Jego nos pochwycił nieznany zapach.

Był tak mocny, że pies aż kichnął.

— Co tutaj tak pachnie? — zdziwił się.

W pobliżu pewna rodzina przygotowywała ktung rymbai, tradycyjną potrawę z fermentowanych ziaren.

Ludzie zauważyli wędrownego psa i go nie przepędzili.

— Pewnie jesteś głodny — powiedzieli. — Spróbuj.

U Ksew ostrożnie polizał poczęstunek.

Potem jeszcze raz.

W końcu zjadł wszystko, co mu podano.

— Ależ smak! — zachwycił się. — A ten zapach! Takiego towaru nikt na jarmarku nie zapomni.

Ludzie roześmiali się i napełnili dla niego mały gliniany garnek.

Pies poniósł go do lasu.

Po drodze wyobrażał sobie zwierzęta tłoczące się przy jego straganie.

— Podejdźcie! Podejdźcie! — ćwiczył. — Czegoś takiego jeszcze nie próbowaliście!

Na Ka Iew Luri Lura rzeczywiście panował tłok. Wszędzie rozbrzmiewały głosy, szeleściły liście i pióra, stukały orzechy.

U Ksew postawił garnek pośrodku jarmarku.

— Mam najciekawszy towar! — ogłosił.

Zwierzęta się zainteresowały.

— Pokaż!

— Otwieraj!

— Co tam masz?

U Ksew uroczyście zdjął pokrywkę.

Nad jarmarkiem rozszedł się mocny, nieznany aromat ktung rymbai.

Przez chwilę wszyscy milczeli.

Potem ktoś prychnął.

Ktoś się roześmiał.

Jeszcze ktoś zaczął docinać.

— To dopiero towar!

— Czuć go na cały las!

Jeleń cofający się przed zapachem przypadkiem zahaczył kopytem o garnek.

Naczynie upadło i rozbiło się.

Potrawa rozsypała się na ziemi, a tłoczące się zwierzęta ją zdeptały.

U Ksew pobiegł do tygrysa.

— Pilnujesz tu porządku! — powiedział. — Zniszczono mój towar i wszyscy ze mnie drwią.

U Khla tylko wzruszył ramionami.

— Jarmark to jarmark. Nic nie poradzę.

Psie serce napełniło się smutkiem.

Nie chodziło mu o sam garnek. Najbardziej bolało go, że nikt nawet nie próbował zrozumieć, dlaczego ta potrawa mu smakuje.

Odszedł z jarmarku i długo nie oglądał się za siebie.

Pod wieczór dotarł ponownie do Saddeu.

Ludzie, którzy wcześniej go nakarmili, zobaczyli smutny pysk i zapytali:

— Co się stało?

Opowiedział wszystko.

Gospodarz pogłaskał go po głowie.

— Nie wszystkim smakuje to samo — powiedział. — Ale to nie powód, by wyśmiewać cudze upodobania.

U Ksew położył się przy progu.

Noc była chłodna. Z domu dobiegały ciche rozmowy, trzaskał ogień, pachniała kolacja.

Po raz pierwszy pomyślał, że jest mu tu spokojniej niż wśród leśnych sąsiadów.

Następnego ranka zamierzał odejść.

— Możesz zostać, jeśli chcesz — powiedzieli ludzie.

Pies nastawił uszy.

— Tak po prostu?

— Tak po prostu. A jeśli zechcesz pomagać, zawsze znajdzie się zajęcie.

I rzeczywiście się znalazło.

Nos U Ksewa okazał się wspaniałym pomocnikiem.

Pewnego razu we mgle zaginęło koźlątko. Ludzie nie wiedzieli już, gdzie szukać, ale U Ksew powąchał trawę, pobiegł ścieżką i wkrótce zaprowadził ich do małego uciekiniera.

Innym razem dziecko zostawiło w lesie koszyk jagód. Pies odnalazł również koszyk.

Nocą wcześniej niż wszyscy słyszał kroki przy domu i ostrzegał szczekaniem.

Lubił też zwyczajnie siedzieć obok ludzi, kiedy rozmawiali przy ogniu.

Mijał czas.

Leśne zwierzęta zauważyły, że U Ksew nie przychodzi już na zebrania.

— Gdzie jest pies? — pytały.

A pies znalazł już nowy dom.

Podobno od tamtej pory psy zamieszkały obok ludzi. Strzegły domostw, odnajdywały drogę, ostrzegały przed niebezpieczeństwem i dzieliły ciepło wieczornego ogniska.

Inne zwierzęta gospodarskie także z czasem znalazły miejsce przy ludzkich domach. Każde pomagało inaczej i każde potrzebowało własnego kąta.

U Ksew najbardziej lubił próg.

Widział stamtąd ścieżkę, podwórko i tych, których uważał już za rodzinę.

Jeśli gdzieś w pobliżu gotowano ktung rymbai, jego nos pierwszy o tym wiedział.

Podnosił wtedy głowę, węszył i zapewne wspominał dawny jarmark.

Teraz znał już jednak prawdę o domu: to miejsce, w którym szanuje się twoją odmienność, a twoje dobre zdolności zauważa i ceni.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨