Okładka: Jak pstrokata kurka dostała swoje cętki

Brazylia

Jak pstrokata kurka dostała swoje cętki

Żyła kiedyś mała biała kurka. Miała tak czyste i jasne piórka, że w słońcu przypominała puszystą chmurkę, która przypadkiem sfrunęła na ziemię.

Kraj
Brazylia
Wiek
3–7 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Jak pstrokata kurka dostała swoje cętki

Żyła kiedyś mała biała kurka. Miała tak czyste i jasne piórka, że w słońcu przypominała puszystą chmurkę, która przypadkiem sfrunęła na ziemię.

Każdego ranka wychodziła na podwórze, rozgrzebywała łapkami suche liście i szukała śniadania.

„Ko, ko, ko! Co też przyniesie mi dzisiejszy poranek?” — zastanawiała się.

Pewnego dnia coś zaszeleściło pod wielkim liściem. Kurka przechyliła głowę, dziobnęła jego brzeg i wyciągnęła mały, pognieciony papierek.

Obejrzała go z jednej strony, potem z drugiej, ale czytać nie umiała.

„To zapewne bardzo ważny list, skoro leżał tu całkiem sam — uznała. — A ważne listy trzeba zanosić królowi”.

Ruszyła więc do królewskiego pałacu.

Droga była długa. Wkrótce kurka spotkała lisicę.

Lisica przyjaźnie machnęła ogonem.

— Dokąd tak spieszysz, sąsiadko?

— Do króla. Znalazłam ważny list.

Lisica zmrużyła oczy.

— Daleko tam na samotną wędrówkę. Zabierz mnie ze sobą.

Kurka przypomniała sobie dzień, gdy zobaczyła lisicę z łapą zaplątaną w stary sznur przy krzakach. Głośnym gdakaniem zawołała wtedy ludzi z gospodarstwa, a oni uwolnili zwierzę.

— Dobrze — powiedziała. — Razem będzie weselej.

Na plecach niosła niewielki pleciony koszyk. Lisica umościła się w nim tak cichutko, że na zewnątrz wyglądał tylko koniuszek ogona.

Dalej droga doprowadziła kurkę nad rzekę.

Woda zalśniła i zaszeptała:

— Kurko, dokąd idziesz?

— Do króla. Niosę ważny list.

— Zabierz i mnie — poprosiła rzeka. — Kiedyś mi pomogłaś, gdy brzegi zarosły chwastami i zalegały na nich śmieci. Rozgrzebywałaś ziemię łapkami, aż ludzie zauważyli bałagan i wszystko uprzątnęli. Nie zapomniałam o tym.

— Wskakuj — zgodziła się kurka.

I wydarzył się cud. Rzeka zwinęła się w srebrną wstążkę i również schowała w koszyku.

Nieco później kurka zobaczyła przy drodze mały płomyk. Drżał na kupce suchego chrustu.

— Dokąd idziesz? — zapytał, cicho trzaskając.

— Do króla.

— Zabierz mnie ze sobą. Kiedyś po deszczu wygrzebałaś dla mnie suche gałązki i znów mogłem ogrzewać wędrowców.

Kurka skinęła głową.

Płomyk zamienił się w garstkę ciepłego, złocistego popiołu i cichutko ułożył w koszyku.

Wreszcie kurka dotarła do pałacu.

Strażnicy zdziwili się na widok małego białego gościa, ale wpuścili ją do wielkiej sali.

Na wysokim tronie siedział król.

Kurka grzecznie się ukłoniła.

— Wasza Wysokość, znalazłam list i przyniosłam go tobie.

Król wziął papierek. Rozprostował go, obejrzał i odwrócił.

Nie było na nim ani jednego słowa. To był zwykły stary skrawek papieru, lekko ubrudzony ziemią.

Król westchnął.

— Kurko, to wcale nie jest list.

Kurka opuściła dziób.

— Ojej. A ja szłam taki kawał drogi.

Król był zajęty i trochę niecierpliwy.

— Zaprowadźcie ją na ptasie podwórze. Niech odpocznie do rana, a potem wraca do domu.

Na ptasim podwórzu mieszkały dumne pawie, hałaśliwe gęsi i nadęte indyki. Gdy zobaczyły nową przybyszkę, od razu ją otoczyły.

— A kto to taki bielutki? — zagęgał gąsior.

— Pewnie uważa się za królewskiego ptaka — prychnął indyk.

Paw rozłożył ogon i zaczął krążyć wokół kurki.

Początkowo starała się nie zwracać na nich uwagi. Ptaki podchodziły jednak coraz bliżej, przepychały się, wyciągały dziobami słomki spod jej łapek i nie pozwalały spokojnie usiąść.

— Dosyć — powiedziała kurka. — Nie chcę nikomu przeszkadzać.

Ale wrzawa tylko rosła.

Wtedy z koszyka dobiegł cichy głos:

— Zdaje się, że pora na pomoc przyjaciół.

Wieczko podskoczyło i na zewnątrz wyskoczyła lisica.

Nie tknęła żadnego ptaka. Stanęła tylko pośrodku podwórza, szeroko rozstawiła łapy i bardzo poważnie zapytała:

— Kto tu nie pozwala odpocząć mojej przyjaciółce?

Och, cóż za zamieszanie się zrobiło!

Gęsi pobiegły do stawu. Indyki schowały się za beczką. Paw tak się spieszył, że zapomniał złożyć ogon i omal nie utknął w drzwiach szopy.

Kurka aż się roześmiała.

Na hałas przybiegli pałacowi słudzy.

— Co tu się dzieje?

— Teraz moja kolej — szepnęła rzeka.

Z koszyka wysunęła się srebrna strużka. W mgnieniu oka rozlała się w poprzek ścieżki małym, lśniącym strumieniem. Słudzy zatrzymali się, bo nie chcieli zamoczyć odświętnych butów.

— A teraz moja — odezwał się płomyk.

Z koszyka uniósł się obłoczek ciepłego, złocistego popiołu. Zawirował w powietrzu, rozjarzył się w świetle księżyca i na chwilę przemienił podwórze w prawdziwie czarodziejskie miejsce.

Kiedy wszyscy patrzyli na złoty wir, kurka i lisica spokojnie wyszły za bramę.

Rzeka znów stała się rzeką i popłynęła swoim korytem. Płomyk wrócił do przytulnego ogniska przy drodze. Lisica zaś odprowadziła kurkę niemal pod sam dom.

Rankiem kurka wyszła na słońce i nagle zauważyła coś dziwnego.

Jej białe piórka były obsypane małymi ciemnymi i złocistymi cętkami. Drobinki czarodziejskiego popiołu tak mocno przylgnęły do piór, że stały się częścią ich wzoru.

— Ko, ko, ko! Jestem teraz pstrokata! — zdziwiła się kurka.

Pobiegła do kałuży i obejrzała swoje odbicie.

Nowe upierzenie bardzo jej się spodobało.

— Przynajmniej nigdy nie zapomnę tej wyprawy — powiedziała.

I rzeczywiście, odtąd na piórkach jej kurcząt pojawiały się takie same piękne cętki. Kurka często opowiadała im, jak daleko zaprowadziła ją ciekawość i jak w potrzebie wróciła do niej dobroć, którą kiedyś podarowała innym.

Dobry uczynek może wydawać się maleńki, kiedy go spełniamy. Czasami jednak wyrasta z niego cały koszyk przyjaciół gotowych przyjść z pomocą.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨