Okładka: Jak wrona stała się czarna

Filipiny

Jak wrona stała się czarna

Bardzo dawno temu, gdy świat był jeszcze młody, opowiadają na Filipinach, lądem opiekował się Bathala, a morzem władał Dumagat.

Kraj
Filipiny
Wiek
4–8 lat
Czas czytania
5 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Jak wrona stała się czarna

Bardzo dawno temu, gdy świat był jeszcze młody, opowiadają na Filipinach, lądem opiekował się Bathala, a morzem władał Dumagat.

Bathala miał wiele ptaków, lecz dwa lubił szczególnie. Gołębia za spokojny charakter i niezawodność, a wronę za spryt oraz niezwykłe pióra.

Tak, w owych czasach wrona wcale nie była czarna.

Jej pióra lśniły jasnymi barwami, a w słońcu połyskiwały srebrem. Była z nich bardzo dumna. Siadywała na wysokiej gałęzi, rozkładała skrzydła i podziwiała swoje odbicie w spokojnej wodzie.

Pewnego razu Bathala i Dumagat bardzo się poróżnili. Ludzie brali z morza zbyt wiele ryb i nie słuchali ostrzeżeń. Dumagat rozgniewał się, a morze wezbrało.

Woda daleko przekroczyła zwykłe brzegi. Zalała ścieżki, pola i nisko położone osady. Ludzie pospieszyli w wyższe, bezpieczne miejsca. Kiedy burza wreszcie ucichła, wokół zostało mnóstwo mułu, gałęzi i rzeczy przyniesionych przez powódź.

Bathala się zaniepokoił.

— Trzeba sprawdzić, kto potrzebuje pomocy — powiedział. — Wrono, jesteś szybka i dobrze widzisz z góry. Obleć moje ziemie, odszukaj ludzi i wróć z wiadomościami.

Wrona dumnie wypięła pierś.

— Oczywiście! Nikt nie zrobi tego lepiej ode mnie.

Machnęła jasnymi skrzydłami i odleciała.

Początkowo sumiennie rozglądała się w dole. Widziała drzewa zanurzone w wodzie, dachy pokryte mokrymi liśćmi i kałuże odbijające niebo.

Wkrótce jednak zainteresowało ją coś innego. Woda wyrzuciła na brzeg mnóstwo pożywienia i resztek z zalanych miejsc.

— Tylko na chwilkę — powiedziała sobie. — Przekąszę coś i zaraz polecę dalej.

Wylądowała.

Minęła chwilka.

Potem następna.

Wrona znajdowała wciąż nowe smakołyki, przeskakiwała z miejsca na miejsce i zupełnie zapomniała, po co ją wysłano.

Minęło południe. Słońce zaczęło chylić się ku zachodowi.

Bathala czekał.

— Dziwne — powiedział. — Wrona dawno powinna była wrócić.

Przywołał więc gołębia.

— Poleć, proszę, nad moimi ziemiami. Sprawdź, czy są tam ludzie potrzebujący pomocy. I znajdź wronę.

Gołąb się nie przechwalał. Skinął głową i odleciał.

Długo krążył nad wodą, uważnie oglądając wzgórza oraz drzewa. Zapamiętywał miejsca, gdzie widział ludzi. Słysząc głosy, zniżał lot, żeby upewnić się, czy wszyscy są bezpieczni.

Wreszcie znalazł również wronę.

Wciąż grzebała pośród rzeczy wyrzuconych przez powódź.

— Wrono! — zawołał. — Bathala czeka. Wykonałaś zadanie?

Wrona znieruchomiała.

— Zadanie?… Ojej.

Rozejrzała się, jakby odpowiedź mogła leżeć gdzieś obok.

— Właśnie miałam lecieć dalej.

— Już wieczór — powiedział gołąb. — Wracajmy.

Gdy oba ptaki przyleciały, Bathala zapytał:

— Wrono, czego się dowiedziałaś?

Spuściła głowę.

Mogła wymyślić usprawiedliwienie. Powiedzieć, że poleciała bardzo daleko albo że wiatr zepchnął ją z drogi. Lecz obok stał gołąb, który uczciwie wykonał to samo zadanie.

— Rozproszyłam się — przyznała cicho. — Zobaczyłam jedzenie i zapomniałam, że czekasz na ważne wieści.

Bathala się zasmucił.

— Kiedy ktoś powierza ci ważną sprawę, szybkość i uroda nie wystarczą. Trzeba pamiętać, po co wyruszyło się w drogę.

Obok stał wielki kałamarz. Według dawnej opowieści Bathala chwycił go i chlusnął czarnym atramentem prosto na wronę.

Frr!

Wrona zatrzepotała skrzydłami.

Jej srebrzyste pióra w jednej chwili poczerniały od dzioba po końce skrzydeł.

— Odtąd ciemne pióra będą przypominać ci dzień, w którym zapomniałaś o ważnym zadaniu — powiedział Bathala. — Niech ta pamięć pomaga ci być uważniejszą.

Gołębiowi zaś podziękował.

— Zrobiłeś to, co było potrzebne, nie szukając pochwał. Odpocznij. Dziś dobrze przysłużyłeś się wszystkim.

Z początku wrona bardzo tęskniła za jasnymi piórami. Z czasem zauważyła jednak coś ciekawego.

Czarne skrzydła także były piękne. W porannym słońcu mieniły się błękitem, wieczorem fioletem, a po deszczu lśniły jak wypolerowany kamień.

Co najważniejsze, kiedy odtąd otrzymywała zadanie, nie mówiła już: „Nikt nie zrobi tego lepiej ode mnie”.

Mówiła:

— Dobrze. Zapamiętałam.

Tak dawna filipińska opowieść wyjaśnia, skąd wrony mają czarne pióra.

Przypomina również, że czasami najważniejsze jest po prostu to, czy można na nas polegać.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨