Okładka: Jeleń i jego przyjaciele

Sri Lanka

Jeleń i jego przyjaciele

Pewnego razu na wyspie, gdzie gęste lasy szumiały w ciepłym wietrze, nastała wielka susza.

Kraj
Sri Lanka
Wiek
6–10 lat
Czas czytania
8 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Jeleń i jego przyjaciele

Pewnego razu na wyspie, gdzie gęste lasy szumiały w ciepłym wietrze, nastała wielka susza. Minęła jedna pora bez deszczu, potem druga i trzecia. Małe strumienie wyschły. Kałuże zniknęły. Ziemia popękała od upału, a zwierzęta każdego dnia musiały wędrować coraz dalej w poszukiwaniu wody. Pośrodku lasu, między wielkimi głazami, ocalała jednak niewielka skalna niecka. W zagłębieniu skały spokojnie lśniła czysta woda. Jeleń znał to miejsce. Każdego ranka ostrożnie przychodził do skalnej misy, pił i wracał do lasu. Pewnego dnia spotkał po drodze Wronę. Była wyczerpana. Pióra pokrywał jej kurz, a głos brzmiał ciszej niż zwykle. — Przyjacielu — powiedziała — wyglądasz tak rześko. Czyżbyś znalazł wodę? Jeleń mógł zachować tajemnicę dla siebie. Wody było niewiele, a spragnionych zwierząt wciąż przybywało. Spojrzał jednak na Wronę i odpowiedział: — Znalazłem. Chodź ze mną. Jeśli będziemy pić po trochu i dbać o to miejsce, wystarczy nie tylko dla mnie. Pokazał jej ścieżkę prowadzącą do skały. Nazajutrz Jeleń i Wrona spotkali Dzięcioła. — Dokąd tak razem chodzicie? — zapytał. — Przeleciałem pół lasu i nie znalazłem ani kropli. — Więc leć z nami — powiedział Jeleń. Odtąd było ich troje. Kolejnego dnia zobaczyli przy ścieżce Żółwicę. Wlokła się po suchej ziemi, ledwie przebierając łapami. — Wody… — tylko tyle zdołała powiedzieć. — Nie martw się — odparła Wrona. — Pokażemy ci drogę. Każde ruszyło, jak potrafiło: Wrona i Dzięcioł lecieli nad drzewami, Jeleń szedł obok, a Żółwica posuwała się za nimi powoli, lecz uparcie. Wreszcie wszyscy ugasili pragnienie. Po kilku dniach dołączył do nich Szakal. — Słyszałem, że wiecie, gdzie jeszcze jest woda — zagadnął przymilnie. — Mnie też pokażecie? Jeleń nie odmówił. — Każdy potrzebuje wody — powiedział. — Tylko dbaj o to miejsce i niczego nie niszcz. Tak przy skalnej misie zaczęła codziennie zbierać się cała piątka. Choć bardzo się różnili, nieszczęście uczyniło ich sąsiadami, a wspólna droga do wody — niemal przyjaciółmi. Pewnego ranka w tę część lasu zawędrował myśliwy. Zobaczył ślady przy wodzie i domyślił się, że często przychodzi tędy Jeleń. — Tutaj zastawię pułapkę — postanowił. Umocował na ścieżce mocną pętlę i odszedł. Tego dnia Jeleń jak zwykle spieszył do wody. Nie zauważył zasadzki, zrobił krok i pętla zacisnęła mu się na nodze. Szarpnął się raz i drugi, lecz tylko bardziej zaplątał sznur. — Spokojnie — powiedział do siebie. — Panika tylko pogorszy sprawę. Wkrótce przylecieli Wrona i Dzięcioł, a za nimi przyczłapała Żółwica. Gdy zobaczyli przyjaciela w pułapce, natychmiast do niego podbiegli. — Nie zostawimy cię! — zawołała Wrona. Ostatni zjawił się Szakal. Obszedł pułapkę, zmrużył oczy i pomyślał: „Jeśli Jeleń się nie wydostanie, będę miał mnóstwo jedzenia”. Tymczasem Żółwica oglądała sznur. — Gruby — powiedziała. — Spróbuję go przegryźć, ale sama mogę nie zdążyć do rana. Dzięcioł zwrócił się do Szakala. — Masz mocne zęby. Pomóż Żółwicy. Szakal cofnął się o krok. — Nie mogę — wymamrotał. — Dzisiaj… bolą mnie zęby. Wrona przechyliła głowę ze zdziwieniem. — Wczoraj świetnie radziłeś sobie z twardymi owocami. — Wczoraj to było wczoraj — burknął Szakal i położył się pod krzakiem. Przyjaciele zrozumieli: po prostu nie chciał ratować Jelenia. Żółwica sama zabrała się do pracy. Gryzła. Odpoczywała. I znów gryzła. Sznur był twardy, lecz nie zamierzała się poddać. Zapadła noc. Wrona siedziała przy Jeleniu, żeby nie czuł się samotny. Dzięcioł wypatrywał niebezpieczeństwa na ścieżce. Żółwica wciąż przegryzała węzeł. O świcie zostało już bardzo niewiele. — Myśliwy wkrótce wróci — powiedział Dzięcioł. — Musimy zyskać trochę czasu. — Leć go wypatrywać — zaproponowała Wrona. — Ja zostanę tutaj. Dzięcioł poleciał na skraj lasu. Wkrótce zobaczył myśliwego, który szykował się do drogi z zawiniątkiem ryżu. Zaczął głośno bębnić w suchy pień tuż nad ścieżką. Stuk, stuk, stuk! Stuk, stuk, stuk! Myśliwy zatrzymał się i rozejrzał. — Co to za hałas od samego rana? Kiedy mężczyzna zwolnił kroku, Dzięcioł wrócił do przyjaciół. — Jest już blisko! Żółwica gryzła sznur resztką sił. Szakal nadal leżał opodal. — Pomóż chociaż teraz! — poprosił Jeleń. Szakal tylko odwrócił wzrok. Wtedy Wrona wpadła na inny pomysł. — Gdy myśliwy podejdzie, odwrócę jego uwagę. Jeleniu, nie szarp się, dopóki Żółwica nie da znaku. Myśliwy pojawił się między drzewami i zawiesił zawiniątko z ryżem na gałęzi. Wrona natychmiast do niego podleciała, usiadła na pakunku i zaczęła dziobać węzełek. — Hej! — zawołał myśliwy i pobiegł ratować śniadanie. Wrona odleciała. Mężczyzna zawrócił do pułapki. Wrona znów usiadła na zawiniątku. — No co za utrapienie! — oburzył się myśliwy i raz jeszcze ruszył z powrotem. Dzięcioł krążył nad nim i głośno stukał w gałęzie. Z drugiej strony krakała Wrona. Myśliwy biegał między ryżem a pułapką, nie wiedząc, czego pilnować najpierw. — Gotowe! — szepnęła wreszcie Żółwica. Przegryzła niemal cały sznur. — Teraz, Jeleniu! Jeleń szarpnął się mocno. Osłabiona pętla pękła i wyskoczył na ścieżkę. — Uciekaj! — krzyknęła Wrona. Pomknął w las. Żółwica schowała się pod korzeniami. Dzięcioł i Wrona wzlecieli wysoko. Myśliwy tylko rozłożył ręce. A Szakal, który przez cały czas czekał pod krzakiem, nagle zorientował się, że został sam. Myśliwy ze złością tupnął w jego stronę. Szakal tak się przestraszył, że rzucił się do ucieczki i zniknął między drzewami. Przyjaciele spotkali się daleko od pułapki. Jeleń pochylił głowę przed Żółwicą. — Pracowałaś dla mnie przez całą noc. — Robiłam to, co umiałam — odpowiedziała. — A Dzięcioł dał nam więcej czasu — dodała Wrona. — Za to Wrona odwróciła uwagę myśliwego — powiedział Dzięcioł. Jeleń się uśmiechnął. — Czyli każde z was uratowało mnie na swój sposób. Żółwica skinęła głową. — Właśnie dlatego przyjaciele nie muszą być tacy sami. Ktoś ma ostry dziób, ktoś skrzydła, ktoś mocne zęby, a ktoś cierpliwość. Ważne jest coś innego: czy zechcesz wykorzystać to, co potrafisz, kiedy przyjaciel potrzebuje pomocy. Później Szakal jeszcze nieraz widywał ich z daleka. Wstydził się podejść. Zrozumiał, że przyjaźń nie polega wyłącznie na przychodzeniu do wspólnego wodopoju, kiedy jest to wygodne. Przyjaźń zaczyna się tam, gdzie nie odwraca się wzroku od cudzego nieszczęścia. A Jeleń i jego prawdziwi przyjaciele jeszcze długo dzielili się wodą ze skalnej misy. Każde piło tylko tyle, ile potrzebowało. Podczas suszy nauczyli się bowiem czegoś bardzo ważnego: nawet mała pomoc staje się wielka, gdy pomagamy razem.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨