Okładka: Kalif Bocian

Cały świat

Kalif Bocian

W dawnym Bagdadzie mieszkał kalif imieniem Chasid. Lubił porządek w państwie, dobrą kawę, niezwykłe książki i wszystko, co osobliwe.

Kraj
Cały świat
Wiek
6–10 lat
Czas czytania
10 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Kalif Bocian

W dawnym Bagdadzie mieszkał kalif imieniem Chasid. Lubił porządek w państwie, dobrą kawę, niezwykłe książki i wszystko, co osobliwe.

Pewnego ciepłego dnia kalif odpoczywał w pałacu, gdy przyszedł do niego wielki wezyr Mansor.

— Dlaczego jesteś taki zamyślony? — zapytał Chasid.

— Pod murami pałacu stoi wędrowny kupiec — odpowiedział wezyr. — Ma tyle dziwnych rzeczy, że aż trudno wybrać, na co patrzeć.

Kalif od razu się ożywił.

— Przyprowadź go!

Wkrótce do sali wszedł niski, opalony mężczyzna z wielkim pakunkiem. Rozłożył na dywanie pierścienie, grzebienie, misy, stare monety i rzeźbione pudełeczka.

Chasid miał już pozwolić kupcowi odejść, gdy zauważył małą szufladkę.

— A co jest tam?

Kupiec wyjął tabakierkę z ciemnym proszkiem i skrawek papieru pokryty nieznanymi literami.

— Nie wiem, władco. Kupiłem to od innego wędrowca. Może to przepis, a może czyjaś stara wiadomość.

Kalif kupił i tabakierkę, i papier.

— Trzeba znaleźć kogoś, kto odczyta ten napis.

Mansor przypomniał sobie uczonego imieniem Selim, który znał wiele języków. Natychmiast zaproszono go do pałacu.

Selim długo przyglądał się literom.

— To łacina, władco.

— W takim razie czytaj!

Uczony przetłumaczył:

— „Kto weźmie szczyptę tego proszku i wypowie słowo ‘Mutabor’, może przemienić się w dowolne zwierzę i rozumieć mowę zwierząt oraz ptaków. Aby znów stać się człowiekiem, trzeba trzykrotnie pokłonić się na wschód i powtórzyć to słowo. Jest jednak jeden warunek: podczas pobytu w zwierzęcej postaci nie wolno się śmiać. Kto się zaśmieje, zapomni magiczne słowo”.

Oczy kalifa zabłysły.

— Mansorze, musimy tego spróbować!

Następnego ranka wyszli za miasto. Przy stawie spacerowały dwa długonogie bociany.

— W co się przemienimy? — zapytał kalif.

— W bociany — zaproponował Mansor. — Będziemy mogli posłuchać, o czym rozmawiają.

Kalif jeszcze raz powtórzył zasady:

— Szczypta proszku i słowo „Mutabor”. Żeby wrócić: trzy ukłony na wschód i to samo słowo. I najważniejsze, nie śmiać się.

Obaj wciągnęli po szczypcie proszku.

— Mutabor!

W tej samej chwili ich ręce stały się skrzydłami, nogi wydłużyły się i poczerwieniały, a nosy zamieniły się w długie dzioby.

Kalif-bocian ze zdumieniem spojrzał na wezyra-bociana.

— Co za nogi!

— A widziałeś własną szyję, władco?

Dostojnie pomaszerowali ku stawowi.

Niedaleko dwa prawdziwe bociany rozmawiały o żabach, gniazdach i tańcach.

Jeden z nich nagle zaczął zabawnie przestępować z nogi na nogę, machać skrzydłami i się kłaniać.

Mansor zadrżał.

— Nie śmiej się, władco…

Ale było już za późno.

Kalif parsknął śmiechem. Mansor spojrzał na niego i też nie wytrzymał.

Śmiali się tak bardzo, że omal nie przewrócili się w trzcinach.

Potem nagle zamilkli.

— Jak brzmiało to słowo? — zapytał kalif.

— Muta… Mutar… Muba…

Trzykrotnie pokłonili się na wschód.

Nic się nie stało.

Magiczne słowo zniknęło z ich pamięci.

Kalif i wezyr pozostali bocianami.

Najpierw próbowali wrócić do pałacu. Ale cóż dwa bociany mogły wyjaśnić ludziom? Gdy przylecieli do miasta, zobaczyli na ulicach flagi i usłyszeli wiadomość: w Bagdadzie pojawił się nowy władca imieniem Mizra.

— Mizra! — oburzył się Mansor. — To syn czarnoksiężnika Kasznura, twojego dawnego wroga!

Teraz wszystko stało się jasne. Kupiec z proszkiem był częścią pułapki.

Dwa ptaki odleciały z miasta. Długo wędrowały nad rzekami i pustyniami, aż wieczorem zobaczyły stare ruiny.

— Przenocujemy tam — zdecydował kalif.

W na wpół zburzonej sali usłyszeli cichy płacz.

Na kamieniu siedziała wielka sowa.

— Kim jesteś? — zapytał kalif w ptasim języku.

Sowa się zdziwiła.

— Rozumiecie mnie?

— Niestety tak. Jesteśmy ludźmi, których czary przemieniły w bociany.

— W takim razie może zdołamy sobie pomóc — powiedziała sowa. — Ja również nie urodziłam się ptakiem. Jestem księżniczką Lusą z Indii. Czarnoksiężnik Kasznur chciał zmusić mojego ojca do zgody na małżeństwo, którego nie chciałam. Gdy odmówiliśmy, zamienił mnie w sowę i uwięził w tych ruinach.

Mansor aż podskoczył.

— Ten sam Kasznur!

— Raz w miesiącu urządza tu ucztę ze swoimi towarzyszami — ciągnęła Lusa. — Przechwalają się swoimi czarami. Jeśli ukryjecie się w pobliżu i będziecie uważnie słuchać, być może usłyszycie zapomniane słowo.

— Kiedy odbędzie się następna uczta? — zapytał kalif.

— Dziś w nocy.

Sowa poprowadziła ich wąskimi korytarzami do szczeliny w ścianie.

— Teraz cicho — szepnęła. — Nawet jeśli usłyszycie coś śmiesznego, nie śmiejcie się.

Wkrótce do wielkiej sali weszli czarnoksiężnicy. Wśród nich był Kasznur.

Jedli, sprzeczali się i przechwalali swoimi sztuczkami.

— A ja świetnie dałem nauczkę bagdadzkiemu kalifowi — powiedział Kasznur. — Sprzedałem mu proszek, po którym stał się bocianem. A on tak nierozważnie się roześmiał, że zapomniał słowa powrotu!

— Jakiego słowa? — zapytał ktoś.

Kasznur odpowiedział:

— Mutabor.

Za ścianą kalif omal nie krzyknął z radości.

Mansor skinął głową: „Zapamiętaj!”.

Gdy czarnoksiężnicy odeszli, trzy ptaki wyszły na zewnątrz.

— Luso — powiedział kalif — uratowałaś nas. Jak możemy ci pomóc?

— Moje zaklęcie ma inny warunek — odpowiedziała sowa. — Odzyskam ludzką postać, gdy ktoś zgodzi się przyjąć mnie taką, jaka jestem, nie wiedząc, jak będę wyglądała po przemianie.

Kalif zastanawiał się tylko chwilę.

— Byłaś odważna, dobra i pomogłaś nam, nie żądając wcześniej niczego w zamian. Jeśli ty także tego chcesz, jestem gotów zostać twoim przyjacielem i sprzymierzeńcem niezależnie od tego, jaką postać będziesz miała.

Sowa nisko się ukłoniła.

Wtedy kalif i Mansor zwrócili się ku wschodowi.

Raz.

Dwa.

Trzy ukłony.

— Mutabor!

Skrzydła stały się rękami, dzioby zniknęły, a długie ptasie nogi znów zamieniły się w ludzkie.

Obok, zamiast sowy, stała młoda księżniczka Lusa.

— Udało się! — zawołał Mansor.

Tym razem mogli śmiać się do woli.

We troje wyruszyli do Bagdadu. Po drodze kalif spotkał ludzi, którzy pozostali mu wierni. Wkrótce pod miastem zebrała się straż.

Mizra nie zdążył umocnić swojej władzy. Kiedy mieszkańcy zobaczyli żywego kalifa, prawda szybko wyszła na jaw. Samozwańca zatrzymano, a Kasznura odnaleziono dzięki dowodom, które przynieśli Chasid, Mansor i Lusa.

Kalif nie chciał odpowiadać czarami na czary.

— Będą sądzeni za oszustwo i przejęcie władzy — powiedział. — A magiczne przedmioty, którymi krzywdzili ludzi, zostaną zniszczone.

Kasznura i Mizrę pozbawiono władzy i pod strażą wypędzono z kraju.

Księżniczka Lusa przez pewien czas gościła w Bagdadzie. Ona i kalif dużo rozmawiali, spierali się, śmiali i stopniowo stali się sobie bardzo bliscy. Dopiero później, z własnej wspólnej woli, postanowili się pobrać.

Tabakierkę z resztą magicznego proszku Chasid zamknął w najbezpieczniejszej skrzyni.

— Może kiedyś jeszcze zamienimy się w bociany? — zażartował Mansor.

Kalif pokręcił głową.

— Nie. Już dobrze wiem, jak łatwo stracić głowę, kiedy nagle dostaje się niezwykłą moc.

— Ale teraz pamiętasz słowo.

— Pamiętam.

— Jakie?

Chasid wyprostował się uroczyście.

— Mutabor.

Obaj się roześmiali.

I tym razem nic złego się nie wydarzyło.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨