

Japonia
Kintarō, Złoty Chłopiec
Dawno, dawno temu, wśród wysokich gór Japonii, u stóp góry Ashigara stała mała chatka. Wokół szumiały cedry, szemrały strumienie, a rankiem mgła otulała drzewa niczym miękki biały koc.
- Kraj
- Japonia
- Wiek
- 4–8 lat

Posłuchaj baśni
Kintarō, Złoty Chłopiec
Dawno, dawno temu, wśród wysokich gór Japonii, u stóp góry Ashigara stała mała chatka. Wokół szumiały cedry, szemrały strumienie, a rankiem mgła otulała drzewa niczym miękki biały koc.
W chatce mieszkała kobieta ze swoim synem. Chłopiec miał na imię Kintarō, czyli „Złoty Chłopiec”. Jego ojciec był kiedyś dzielnym wojownikiem, lecz jeszcze przed narodzinami syna spotkało go nieszczęście i nie wrócił do domu. Matka wychowywała więc Kintarō sama. Kochała go nad życie i pragnęła, aby wyrósł nie tylko na silnego, ale też dobrego i sprawiedliwego człowieka.
A siły Kintarō miał tyle, że można by o niej opowiadać osobne baśnie. Gdy inne dzieci ledwo podnosiły ciężkie wiadro, on potrafił przesunąć głaz, z którym dorosły mężczyzna niełatwo dałby sobie radę. Kiedy podrósł, matka podarowała mu małą siekierę.
— Korzystaj ze swojej siły mądrze — powiedziała. — Silne ręce nie są po to, by krzywdzić. Są po to, by pomagać.
Kintarō dobrze zapamiętał te słowa. Co rano chodził do lasu. Rąbał suche gałęzie na opał, pomagał matce nosić wodę i oczyszczał ścieżki po burzy. Kiedy kończył pracę, zaczynały się jego prawdziwe przygody.
Nie miał wielu ludzkich towarzyszy, bo najbliższa wioska leżała daleko. Za to świetnie rozumiał się ze zwierzętami. Jego przyjaciółmi byli wielki brunatny niedźwiedź, szybki jeleń, zwinna małpka i długouchy zając. Spędzał z nimi tyle czasu, że zdawał się rozumieć każdy wydany przez nie dźwięk i każdy ruch.
Pewnego słonecznego dnia przyjaciele zebrali się na szerokiej polanie.
— Zróbmy zawody! — zaproponowała małpka, podskakując z niecierpliwości.
— Jakie zawody? — zapytał zając, strzygąc uszami.
— Zapasy, ale uczciwe i przyjacielskie — powiedział Kintarō. — Nikomu nie wolno zrobić krzywdy. Kto upadnie, wstaje, kłania się przeciwnikowi i bawimy się dalej.
Zwierzęta chętnie się zgodziły. Najpierw na polanę wyszli zając i małpka. Krążyli wokół siebie tak poważnie, jakby przyglądał im się sam cesarz. Zając zrobił krok w prawo, małpka skoczyła w lewo, po czym oboje ruszyli jednocześnie i potoczyli się po trawie jak jeden kudłaty kłębek.
Kintarō śmiał się tak głośno, że z pobliskiego drzewa zerwało się stado ptaków. Później sił spróbowali jeleń i małpka. Wreszcie niedźwiedź tupnął łapą.
— Teraz ja chcę zmierzyć się z Kintarō — oznajmił swoim głębokim głosem.
— Zgoda! — Chłopcu rozbłysły oczy.
Stanęli naprzeciw siebie. Niedźwiedź był ogromny i barczysty, a jego łapy przypominały drewniane talerze. Kintarō jednak się nie przestraszył. Mocno oparł stopy o ziemię, objął niedźwiedzia i... powoli zaczął go przesuwać. Zwierzę warknęło ze zdumienia, naprężyło mięśnie, ale chwilę później siedziało już na trawie.
— Wygrałeś — przyznało.
Kintarō natychmiast podał mu rękę.
— Przecież to tylko zabawa.
Potem poczęstował wszystkich ryżowymi ciasteczkami, które dała mu matka.
— To najlepsza część zawodów — uznał zając, przeżuwając swój przysmak.
Kiedy słońce zaczęło chować się za górami, przyjaciele ruszyli do domu. Droga prowadziła przez rwącą górską rzekę. Nocna ulewa podniosła poziom wody i zmyła starą kładkę. Zwierzęta zatrzymały się na brzegu.
— Co teraz zrobimy? — spytała małpka.
Kintarō rozejrzał się. Niedaleko rosło wysokie, suche drzewo.
— Za chwilę będziemy mieli most.
Objął pień, naprężył ramiona i pociągnął. Ziemia zatrzeszczała wokół korzeni. Jeszcze jeden wysiłek i drzewo powoli pochyliło się, aż położyło w poprzek rzeki, łącząc oba brzegi.
— Gotowe! — powiedział chłopiec.
Zwierzęta po kolei przeprawiły się na drugą stronę. Kintarō nie wiedział jednak, że zza drzew obserwował go nieznajomy ubrany jak zwykły drwal. W rzeczywistości był to wojownik Sadamitsu, sługa sławnego pana Minamoto no Raikō. Podróżował po kraju w poszukiwaniu odważnych, zdolnych młodzieńców, którzy mogliby nauczyć się bronić ludzi.
Widząc dziecko, które własnymi rękami zbudowało most z drzewa, Sadamitsu z trudem uwierzył własnym oczom. Poszedł za chłopcem do małej chatki i zapukał do drzwi. Matka Kintarō początkowo się zaniepokoiła, lecz zaprosiła przybysza do środka.
— Widziałem pani syna w lesie — powiedział Sadamitsu. — Ma niezwykłą siłę. Ważniejsze jednak, że nie przechwala się nią i pomaga innym. Mój pan szkoli młodych wojowników. Kintarō mógłby wiele nauczyć się w stolicy.
Matka milczała. Wiedziała, że kiedyś syn dorośnie i opuści górską chatkę, lecz nie spodziewała się, że ten dzień nadejdzie tak szybko. Kintarō także nie wiedział, co powiedzieć.
— Czy w stolicy nauczę się naprawdę chronić ludzi? — zapytał wreszcie.
— Jeśli będziesz ćwiczył równie wytrwale jak tutaj, w górach — odparł Sadamitsu.
Chłopiec zwrócił się do matki.
— Mamo, chciałbym spróbować. Ale nigdy o tobie nie zapomnę.
Przytuliła go mocno.
— Jedź, synku. Pamiętaj tylko, że twoja największa siła nie tkwi w rękach.
— Więc gdzie?
— Tutaj. — Dotknęła jego piersi. — W sercu, które wie, po co potrzebna jest siła.
Następnego ranka Kintarō spakował kilka rzeczy i wyruszył z Sadamitsu w drogę. Na skraju lasu czekali na niego przyjaciele. Niedźwiedź w milczeniu dotknął nosem jego ramienia. Jeleń skłonił głowę. Małpka próbowała żartować, lecz co chwilę ocierała łapką oczy. Zając przyniósł mały tobołek z suszonymi jagodami.
— Na drogę — powiedział.
— Wrócę — obiecał Kintarō. — Urządzimy jeszcze niejedne zawody.
W stolicy musiał przyzwyczaić się do zupełnie innego życia. Ćwiczył, poznawał sztukę wojownika, słuchał starszych, uczył się cierpliwości i zastanawiania się, zanim podejmie działanie.
Mijały lata. Kintarō wyrósł na silnego i odważnego młodzieńca. Pan Raikō przyjął go do swojej drużyny, a z czasem chłopak stał się jednym z jego najbardziej znanych pomocników. Nigdy jednak nie zapomniał górskiej chatki, słów matki ani zwierzęcych przyjaciół.
Pewnego dnia w górach pojawił się groźny potwór. Straszył podróżnych i nie pozwalał ludziom bezpiecznie korzystać z drogi. Kintarō wyruszył tam wraz z towarzyszami. Nie rzucił się bez namysłu naprzód, jak może zrobiłby to w dzieciństwie. Najpierw obejrzał okolicę, pomógł mieszkańcom schronić się w bezpiecznym miejscu, a dopiero potem stanął do obrony drogi.
Po trudnej walce potwór został pokonany i już nikomu nie przeszkadzał. Ludzie dziękowali Kintarō i nazywali go bohaterem. On jednak tylko się kłaniał i mówił:
— Zrobiłem to, czego mnie nauczono.
Gdy tylko mógł, zadbał również o matkę. Zabrał ją z samotnej górskiej chatki i otoczył troską. Nadal wracał też w rodzinne góry, gdzie pośród cedrów i strumieni czekali na niego dawni przyjaciele.
Podobno pewnego dnia niedźwiedź znów tupnął łapą na polanie i zapytał:
— No i co, Złoty Chłopcze? Pamiętasz jeszcze nasze zapasy?
Kintarō roześmiał się, zrzucił podróżny płaszcz i odpowiedział:
— Pamiętam. Ale najpierw ustalmy jedno: po zawodach będą ryżowe ciasteczka!
Las wypełnił się takim wesołym gwarem, jakby Kintarō nigdy z niego nie wyjechał.
Historia Złotego Chłopca przypominała wszystkim, że prawdziwą siłę poznaje się po tym, czy potrafimy kogoś ochronić, pomóc mu i przy tym zachować dobre serce.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
