

Laos
Kłótnia i zgoda
W pewnej laotańskiej wiosce mieszkały dwa małżeństwa.
- Kraj
- Laos
- Wiek
- 6–9 lat
- Czas czytania
- 7 min

Posłuchaj baśni
Kłótnia i zgoda
W pewnej laotańskiej wiosce mieszkały dwa małżeństwa.
Pierwsze zajmowało dom przy drodze. Niemal każdy, kto przechodził obok, słyszał dochodzącą stamtąd sprzeczkę.
— Dlaczego postawiłeś kosz właśnie tutaj?
— A dlaczego ty zostawiłaś dzban tam?
— Przecież mówiłam!
— A ja przecież ostrzegałem!
Niekiedy sami już nie pamiętali, od czego wszystko się zaczęło. Jedno niefortunne słowo pociągało za sobą drugie, drugie — trzecie, i po chwili oboje złościli się tak, jakby wydarzyło się coś strasznego.
Niedaleko mieszkało drugie małżeństwo.
W ich domu również zdarzały się kłopoty. A to przypalił się ryż, a to deszcz zmoczył wypraną tkaninę, a to kosz rozpadł się akurat wtedy, gdy trzeba było zanieść go na targ.
Sąsiedzi jednak rzadko słyszeli stamtąd kłótnie.
— Nic się nie stało, naprawimy — mówił mąż.
— Następnym razem zrobimy inaczej — odpowiadała żona.
W wiosce żył zamożny człowiek, który lubił przyglądać się ludziom i zastanawiać, dlaczego jedni wciąż się sprzeczają, a inni potrafią zachować zgodę.
Pewnego dnia powiedział dwóm pomocnikom:
— Zanieście pierwszemu małżeństwu sto srebrnych monet. Powiedzcie, że jeśli przeżyją cały dzień bez kłótni, pieniądze będą ich.
Pomocnicy wykonali polecenie.
Na wieść o stu monetach małżonkowie szeroko otworzyli oczy.
— Cały dzień bez kłótni? — powtórzyła żona. — Nic prostszego!
— Dla mnie to proste — odezwał się mąż. — Byleś tylko ty nie zaczęła się sprzeczać.
Żona zmarszczyła brwi.
— Ja? Przecież to ty zawsze zaczynasz!
— No widzisz! Jeszcze nic się nie wydarzyło, a ty już się kłócisz.
— Bo mnie oskarżasz!
— Wcale nie oskarżam. Ostrzegam.
— To właśnie jest oskarżanie!
Pomocnicy, którzy ukryli się w pobliżu, wymienili spojrzenia.
Nie minęło kilka minut, a podniesione głosy słyszeli już sąsiedzi.
W końcu pomocnicy wyszli z ukrycia.
— Bardzo nam przykro — powiedzieli — ale sto srebrnych monet pozostanie dziś u naszego pana.
Dopiero wtedy mąż i żona umilkli.
Popatrzyli na siebie.
— Pokłóciliśmy się o to, które z nas częściej się kłóci — powiedziała cicho żona.
Mąż podrapał się po głowie.
— Na to wygląda.
Tymczasem bogacz postanowił ciągnąć swoje doświadczenie dalej.
— Teraz zanieście te same sto monet drugiej parze — polecił. — Warunek będzie jednak odwrotny. Jeśli dzisiaj się pokłócą, pieniądze będą ich.
Gdy drugie małżeństwo usłyszało propozycję, mąż się zamyślił.
Sto srebrnych monet to był majątek. Mogliby za nie naprawić dach, kupić porządne narzędzia, a jeszcze sporo by zostało.
— Cóż — powiedział do żony. — Wygląda na to, że musimy się dziś pokłócić.
— Jeśli to takie łatwe, spróbuj — odparła z uśmiechem.
Mąż zabrał się do wyplatania kosza do suszenia bawełny.
Zwykle pracował starannie, ale tym razem umyślnie zostawił między bambusowymi paskami szerokie szczeliny.
„Teraz na pewno się rozzłości — pomyślał. — Wystarczy podmuch wiatru i cała bawełna pofrunie”.
Z wielką powagą zaniósł kosz żonie.
Obróciła go w dłoniach.
— Jaki niezwykły!
Mąż czekał.
— I co o nim powiesz?
— Że nada się do suszenia. Słońce będzie zaglądało przez te wszystkie szczeliny i szybciej wysuszy bawełnę.
Mąż westchnął.
Pierwsza próba się nie powiodła.
Zrobił więc drugi kosz. Tym razem otwór u góry był stanowczo za wąski, a brzegi pozostawił szorstkie.
„Teraz już z pewnością!” — pomyślał.
Żona wzięła kosz, obejrzała go i powiedziała:
— Ciekawy pomysł.
— Czyżby ten też ci się podobał?
— Oczywiście. Kiedy powieje silny wiatr, bawełna nie wydostanie się tak łatwo przez wąski otwór. A szorstkie brzegi trochę ją przytrzymają.
Mąż omal nie wybuchnął śmiechem.
— Cały dzień próbuję zrobić coś, co cię rozgniewa!
— A ja cały dzień myślę, że skoro coś już zostało zrobione, po co od razu się złościć? Najpierw można poszukać, do czego się przyda.
Oboje się roześmiali.
Pomocnicy siedzący nieopodal czekali aż do wieczora.
Słyszeli stukot narzędzi, spokojne rozmowy i śmiech, ale ani jednej prawdziwej kłótni.
Wieczorem wrócili do bogacza.
— Nic z tego — oznajmili. — Ci dwoje chyba po prostu nie potrafią się kłócić.
Bogacz się uśmiechnął.
— W takim razie dajcie im sto monet.
— Ale warunek był przecież inny! Pieniądze miały być za kłótnię!
— Tak. Pokazali jednak coś cenniejszego. Kiedy ludzie przywykną szukać w sobie nawzajem dobra, nawet nagroda nie uczyni ich tak łatwo wrogami.
Pomocnicy zanieśli srebro drugiemu małżeństwu.
Wieść szybko obiegła wioskę i dotarła również do pierwszej pary.
Tego wieczoru siedzieli przed domem niezwykle cicho.
— Może jutro spróbujemy jeszcze raz? — zapytała żona.
— Czego?
— Przeżyć dzień bez kłótni. Już bez tych stu monet.
Mąż zastanowił się i skinął głową.
— Zgoda. A jeśli powiem coś ze złością, przypomnij mi o stu monetach, które straciliśmy w pięć minut.
— A jeśli to ja zacznę?
— Wtedy ja przypomnę tobie.
Uśmiechnęli się do siebie.
Podobno od tamtej pory ich dom wcale nie stał się zupełnie cichy. Jak wszyscy ludzie, czasem mieli różne zdania.
Ale zanim któreś podniosło głos, drugie pytało:
— Czy próbujemy teraz rozwiązać problem, czy tylko pokonać siebie nawzajem?
I bardzo często po tych słowach ochota do kłótni znikała.
Tak dawna opowieść przypomina, że zgoda w domu nie oznacza, iż wszyscy zawsze myślą tak samo. Zaczyna się wtedy, gdy nawet w sporze pamiętamy, że stoi przed nami ktoś bliski.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
