

Angola
Kobieta, która bardzo chciała zjeść rybę
Dawno temu w Angoli, niedaleko rzeki, mieszkał ze swoją żoną człowiek imieniem Kimalauzu kia Tumba Ndala.
- Kraj
- Angola
- Wiek
- 7–10 lat

Posłuchaj baśni
Kobieta, która bardzo chciała zjeść rybę
Dawno temu w Angoli, niedaleko rzeki, mieszkał ze swoją żoną człowiek imieniem Kimalauzu kia Tumba Ndala.
Oczekiwali dziecka. Pewnego dnia żona powiedziała:
— Nie wiem, co się ze mną dzieje. Nie mam ochoty ani na mięso, ani na zwykłą polewkę. Ciągle marzy mi się ryba. Świeża, prosto z rzeki.
Mąż się uśmiechnął.
— Skoro chcesz ryby, nałowię ryb.
Wziął sieci i poszedł nad rzekę. Wrócił z połowem. Nazajutrz poszedł znowu. I kolejnego dnia. I jeszcze następnego.
Po pewnym czasie jednak ryb koło osady prawie nie było widać. Jakby wszystkie przeniosły się dalej, tam, gdzie woda była głębsza i spokojniejsza.
Kimalauzu usiadł przy domu i się zamyślił.
— Trzeba będzie pójść nad inną rzekę — oznajmił. — Może tam mi się poszczęści.
Żona przygotowała jedzenie na drogę, napełniła naczynie wodą i życzyła mu szczęśliwej podróży.
Dotarł na nowe miejsce dopiero pod wieczór. Rozpalił małe ognisko, odpoczął pod drzewem, a rankiem zabrał sieci i podszedł do wody.
Zarzucił je pierwszy raz. Pusto.
Drugi raz. Znowu nic.
— No już, rzeko — powiedział cicho Kimalauzu. — Czy nawet tutaj nie znajdzie się dla nas choć jedna ryba?
Zarzucił sieci po raz trzeci.
Nagle zrobiły się tak ciężkie, że chwycił linę obiema rękami.
Już miał ciągnąć, gdy spod wody odezwał się głos:
— Nie spiesz się. Poczekaj trochę.
Kimalauzu znieruchomiał.
Spojrzał w prawo. Nikogo.
Spojrzał w lewo. Tylko trzciny szeleszczą.
— Kto to powiedział?
Woda cicho pluskała przy brzegu.
Po chwili głos odezwał się znowu:
— Teraz ciągnij.
Kimalauzu wyciągnął sieć z jedną jedyną rybą. Ale jaką! Była wielka i srebrzysta, a łuski błyszczały, jakby każda przechowywała kroplę porannego słońca.
Mężczyzna gwizdnął ze zdumienia.
— To dopiero połów.
Włożył rybę do koszyka i ruszył do domu.
Po drodze kilka razy wydawało mu się, że ktoś szeleści za nim w mokrej trawie. Oglądał się, lecz widział jedynie daleki blask wody i źdźbła poruszane wiatrem.
Kiedy zbliżył się do osady, dostrzegły go dzieci. Pobiegły mu naprzeciw, za nimi wyszli sąsiedzi, a na końcu z domu wybiegła żona.
— Udało ci się złowić? — zawołała radośnie.
— Udało — odparł, patrząc jednak na rybę z pewną ostrożnością. — Tyle że jest dziwna. I dziwnie trafiła do mojej sieci.
Żona się roześmiała.
— Ryba jak ryba. Najważniejsze, że świeża.
Zaczęła przygotowywać kolację. Ledwie dotknęła łusek, z ryby popłynął cichy, śpiewny głos:
— Skoro już się za mnie zabierasz, rób wszystko uważnie.
Kobieta cofnęła rękę.
Sąsiedzi także usłyszeli głos i spojrzeli po sobie.
— Może nie powinniśmy jej gotować? — powiedział Kimalauzu. — Zanieśmy ją z powrotem do rzeki.
— Tyle dni czekałam na rybę — odpowiedziała żona. — Nie. Już postanowiłam.
Znów zabrała się do pracy.
Ponownie zabrzmiał głos:
— Uważaj.
Nawet najodważniejsi sąsiedzi cofnęli się tym razem o krok.
Gdy potrawa była gotowa, kobieta zaprosiła wszystkich do stołu.
— Jedzcie ze mną.
Kimalauzu pokręcił głową.
— Nie będę. Nie podoba mi się, że ryba do nas mówiła.
Sąsiedzi również odmówili.
— To zjem sama — oznajmiła.
Zjadła i początkowo czuła się zupełnie dobrze.
Minęło trochę czasu. Na dworze zapadał zmrok, dzieci rozeszły się do domów, sąsiedzi się pożegnali. Kobieta usiadła przy drzwiach, położyła dłonie na brzuchu i nagle usłyszała z niego znajomy głos:
— A teraz powiedz: którędy mam wrócić do rzeki?
Otworzyła szeroko oczy.
— Kimalauzu… Słyszałeś?
— Słyszałem — odpowiedział cicho.
Głos zapytał ponownie:
— Którędy mam wyjść?
Kobieta się zmieszała.
— Nie wiem. Sama wybierz.
W domu zrobiło się chłodno, jakby przez otwarte okno powiał wiatr znad rzeki. Naczynia na półce cichutko zadzwoniły. Tuż obok rozległ się plusk, chociaż rzeka była daleko.
Kobieta jęknęła i pochyliła się, bo w brzuchu wszystko zawirowało niczym mały wir.
— Oprzyj się o mnie — powiedział Kimalauzu.
Posadził żonę na macie i zawołał sąsiadów.
Nagle nad miską z wodą rozbłysło srebrne światło. Wyskoczyła z niego mała, lśniąca rybka, nie większa od dłoni. Przez chwilę zawisła w powietrzu i powiedziała:
— Kiedy rzeka ostrzega, warto słuchać.
Następnie zadzwoniła ogonkiem o brzeg miski, przemieniła się w srebrną kroplę i zniknęła.
W chacie zapanowała cisza.
Kobieta głęboko odetchnęła.
Ból minął równie nagle, jak się pojawił.
Kimalauzu przyniósł jej wodę.
— I co? — zapytał. — Następnym razem, jeśli ryba przemówi, odniesiemy ją z powrotem?
Żona uśmiechnęła się ze zmęczeniem.
— Następnym razem posłucham już po pierwszym słowie.
Przez kilka dni odpoczywała, jadła proste potrawy i nie prosiła już męża o codzienne łowienie ryb. Kimalauzu również zrozumiał coś ważnego: nawet gdy bardzo chcemy sprawić radość bliskiej osobie, nie powinniśmy brać od rzeki więcej, niż może dać.
Z czasem ryby wróciły do wody przy osadzie. Teraz jednak ludzie łowili tylko tyle, ile potrzebowali na jeden dzień.
Gdy zaś wieczorami rzeka dziwnie pluskała koło trzcin, starsi uśmiechali się i mówili dzieciom:
— Słyszycie? Woda przypomina, że pragnienie bywa silne, ale mądrość zaczyna się od umiejętności zatrzymania się w porę i posłuchania.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
