Okładka: Kogut i jastrząb

Filipiny

Kogut i jastrząb

Bardzo dawno temu, kiedy ptaki rozmawiały ze sobą równie swobodnie jak ludzie, Kogut i Jastrząb byli dobrymi przyjaciółmi.

Kraj
Filipiny
Wiek
5–9 lat
Czas czytania
7 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Kogut i jastrząb

Bardzo dawno temu, kiedy ptaki rozmawiały ze sobą równie swobodnie jak ludzie, Kogut i Jastrząb byli dobrymi przyjaciółmi. Kogut mieszkał na słonecznym podwórku. Każdego ranka wskakiwał na płot, rozprostowywał skrzydła, unosił głowę i obwieszczał całej okolicy: — Kukuryku! Zaczyna się nowy dzień! Jastrząb mieszkał wysoko na skale. Kochał otwartą przestrzeń, silny wiatr i długie loty nad polami. Od czasu do czasu przylatywał do Koguta na pogawędkę. — Jak życie na ziemi? — pytał. — Wesoło! — odpowiadał Kogut. — A jak tam w niebie? — Przestronnie — mówił Jastrząb. — Ale u was na podwórku zawsze jest więcej nowin. Pewnego dnia Kogut był niezwykle podekscytowany. — Jutro w sąsiedniej wiosce wielka zabawa! — oznajmił. — Będzie muzyka, tańce i poczęstunek. Przyjdą koguty i kurki ze wszystkich okolicznych podwórek. — To baw się dobrze — powiedział Jastrząb. Kogut się zawahał. — Jastrzębiu… Mogę cię o coś poprosić? — Proś. Kogut westchnął i odezwał się cicho: — Masz tę piękną bransoletę, którą dostałeś od rodziny. Pożycz mi ją na jeden wieczór. Jastrząb się zdziwił. — A po co ci bransoleta? Kogut zaczął przyglądać się własnym łapom. — Na zabawie będzie dużo młodych kurek. Chcę, żeby pomyślały, że jestem zamożny i szanowany. Zobaczą ozdobę i powiedzą: „To dopiero Kogut! Pewnie ma spichlerze pełne ziarna!”. Jastrząb przez chwilę milczał. — Czy nie lepiej, żeby lubiły cię za to, jaki jesteś? — Oczywiście — odparł szybko Kogut. — Ale bransoleta tylko odrobinę pomoże zrobić dobre pierwsze wrażenie. Jastrząb nie pochwalał tego pomysłu, lecz ufał przyjacielowi. — Dobrze. Weź. Tylko jej pilnuj. To rodzinna pamiątka, bardzo mi droga. — Oddam jutro rano! — uroczyście obiecał Kogut. Następnego wieczoru ruszył na zabawę. Ależ był z siebie dumny! Szedł powoli, z wysoko uniesioną głową, żeby każdy zdążył zauważyć błyszczącą ozdobę. — Dobry wieczór! — witał się z jednymi. — Cóż za wspaniały wieczór! — mówił do drugich. A sam kątem oka sprawdzał, czy patrzą na bransoletę. Wkrótce zagrała muzyka. Kogut tak zapamiętale tańczył, że zapomniał o całym świecie. Tup, tup łapkami. Obrót. Podskok. Jeszcze jeden obrót. — Co za tancerz! — śmiano się dookoła. Kogut wirował jeszcze zawzięciej. Dopiero późnym wieczorem, gdy ucichła muzyka, zerknął na łapę. Bransolety nie było. — Ojej… Rzucił się z powrotem na plac. Zaglądał pod ławki, rozgarniał suche liście, sprawdzał za koszami. — Widział ktoś bransoletę? Błyszczącą, okrągłą, bardzo piękną! Nikt nie widział. Szukał aż do nocy, lecz ozdoba jakby zapadła się pod ziemię. Nazajutrz poszedł do Jastrzębia. Już nie kroczył dumnie. Zwiesił głowę i ogon. — Jastrzębiu — zaczął — muszę powiedzieć ci coś przykrego. Przyjaciel od razu zrozumiał. — Zgubiłeś bransoletę? — Tak. Szukałem wszędzie. Bardzo mi wstyd. Jastrząb posmutniał. — Uprzedzałem, że jest dla mnie ważna. — Wiem. Oddam ją. Obiecuję. — To wróć tam, gdzie tańczyłeś, i szukaj. Nie chcę innej ozdoby. Chcę właśnie tę. Kogut wrócił na miejsce zabawy. Zaczął rozgrzebywać ziemię łapami. Szur, szur. Listek na bok. Kamyk na bok. Trochę ziemi do tyłu. Zobaczyła go Kura. — Co robisz? — Szukam bransolety Jastrzębia. — Sam? — Sam zgubiłem, sam muszę znaleźć. Kura pomyślała i stanęła obok. — Pomogę ci. Szur, szur, szur. Dołączyła do nich druga Kura, potem następna. Wkrótce pół podwórka rozgrzebywało ziemię. Wysoko na niebie pojawił się Jastrząb. Zatoczył nad wioską jedno koło, drugie i trzecie. Kury uniosły głowy. — Jastrząb! Dzieci, do nas! Kurczątka szybko schowały się pod matczynymi skrzydłami. Jastrząb obniżył lot i zawołał: — Kogucie! Znalazłeś? — Jeszcze nie! — To szukaj uważniej! I znów wzbił się wysoko. Minął jeden dzień, potem drugi. Kogut szukał przy placu, pod drzewami i wzdłuż ścieżki. Kury pomagały, a kiedy na podwórku pojawiał się cień Jastrzębia, natychmiast przywoływały kurczęta do siebie. Kogut coraz lepiej rozumiał, jak niemądrze postąpił. Pożyczył cenną rzecz, choć wcale jej nie potrzebował. Chciał jedynie wyglądać na bogatszego, niż był naprawdę. Pewnego wieczoru Kura zapytała: — A gdybyś przyszedł na zabawę bez bransolety, co by się stało? Kogut się zastanowił. — Nic. — I tak byś tańczył? — Tak. — Śpiewał? — Oczywiście. — Rozmawiał ze wszystkimi? Kogut westchnął. — Tak. — To po co udawałeś kogoś innego? Nie znalazł odpowiedzi. Następnego ranka znów przyszedł na miejsce zabawy. Słońce dopiero wyglądało zza drzew. Na trawie lśniła rosa. Kogut zaczął od miejsca, w którym tańczył najzapamiętalej. Szur, szur. Nagle coś zadzwoniło o mały kamyk. Dzyń! Kogut znieruchomiał. Odsunął liść i zobaczył bransoletę. — Znalazłem! Znalazłem! Na jego wołanie zbiegły się wszystkie kury. Kurczęta podskakiwały dookoła, jakby zaczynało się kolejne święto. Kogut natychmiast zaniósł ozdobę Jastrzębiowi. — Proszę. I wybacz mi. Powinienem był lepiej pilnować twojej rzeczy. Jastrząb obejrzał bransoletę i skinął głową. — Dobrze, że nie zrezygnowałeś z poszukiwań. Kogut pomilczał, po czym dodał: — Zrozumiałem też coś jeszcze. Jeśli znowu zechcę wyglądać na ważniejszego, niż jestem, po prostu ładnie zaśpiewam. Jastrząb się uśmiechnął. — Teraz cię poznaję. Podobno od tamtej pory kury i koguty tak przywykły do rozgrzebywania ziemi w poszukiwaniu zagubionej ozdoby, że robią to do dziś. Szur, szur, szur. Od czasu do czasu zerkają też w niebo. Jeśli krąży tam jastrząb, kwoki natychmiast przywołują kurczęta. Czy naprawdę wciąż pamiętają dawną bransoletę? Kto wie. Ale jedną rzecz z tej historii z pewnością warto zapamiętać: pożyczonych rzeczy trzeba strzec, a prawdziwego szacunku nie zakłada się na łapę jak kosztowności. Zdobywa się go uczciwością i odpowiedzialnością.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨