Okładka: Kot w butach

Francja

Kot w butach

Żył kiedyś młynarz, po którym trzem synom pozostało niewiele majątku. Najstarszy dostał młyn, średni osiołka, a najmłodszy kota.

Kraj
Francja
Wiek
4–8 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Kot w butach

Żył kiedyś młynarz, po którym trzem synom pozostało niewiele majątku. Najstarszy dostał młyn, średni osiołka, a najmłodszy kota.

Najmłodszy z początku się zasmucił.

— Co ja zrobię z samym kotem?

Kot usiadł przed nim, owinął łapy ogonem i niespodziewanie przemówił:

— Nie śpiesz się z oceną spadku. Daj mi mocny worek i parę butów, żebym nie kłuł łap na drogach, a zobaczysz, że wcale nie jestem taki nieprzydatny.

Chłopak zdziwił się tak bardzo, że nawet nie próbował się spierać. Za ostatnie oszczędności zamówił dla kota małe czerwone buty.

Kot je włożył, zarzucił worek na ramię i ruszył w pola. Znał wszystkie ścieżki, nory i polany. Wkrótce schwytał kilka kuropatw, ale nie dla siebie.

Zaniósł je do królewskiego pałacu.

— Podarunek dla króla od mojego pana, markiza de Carabas — oznajmił uroczyście.

Żaden markiz de Carabas jeszcze nie istniał. Kot wymyślił to miano po drodze, uznawszy, że jego panu przyda się trochę pewności siebie.

Król przyjął prezent i kazał podziękować tajemniczemu markizowi.

W następnym tygodniu kot przyniósł królika. Potem kosz jagód. Później rzadkie grzyby dla królewskiego kucharza.

— Wasz markiz jest bardzo uprzejmy — powiedział król.

Kot tylko grzecznie się ukłonił.

Minął pewien czas. Pewnego ranka kot przybiegł do domu.

— Panie, król z córką będą dzisiaj przejeżdżać wzdłuż rzeki. Włóż czystą koszulę i chodź się wykąpać.

— W rzece? Po co?

— Zaufaj mi jeszcze raz.

Kiedy królewska kareta pojawiła się na drodze, młody syn młynarza stał właśnie po kolana w wodzie.

Kot nagle zaczął głośno wołać:

— Pomocy! Markiz de Carabas stracił ubranie w rzece!

Król rozpoznał kota.

— To sługa tamtego markiza! — powiedział i rozkazał zatrzymać karetę.

Służący przynieśli chłopakowi piękny zapasowy strój z królewskich bagaży. W nowym ubraniu wyglądał zupełnie inaczej.

Królewna uśmiechnęła się i zaczęła pytać o młyn, pola oraz życie nad rzeką. Chłopak odpowiadał szczerze i tak ciekawie, że bardzo spodobała jej się rozmowa.

Kot tymczasem popędził naprzód.

Na łące wieśniacy kosili trawę.

— Przyjaciele — powiedział — niedługo przejedzie tędy król. Jeśli zapyta, do kogo należą te ziemie, powiedzcie: „Do markiza de Carabas”.

— A dlaczego mamy tak mówić? — zdziwili się.

Kot pochylił się bliżej.

— Bo prawdziwym właścicielem jest gniewny czarodziej olbrzym z zamku. Pobiera od was niesprawiedliwie wysokie opłaty. Jeśli mój plan się powiedzie, będziecie mieli lepszego gospodarza.

Wieśniacy spojrzeli na siebie.

— W takim razie spróbujmy.

O to samo kot poprosił żniwiarzy na polu pszenicy i pasterzy przy wzgórzu.

Wreszcie dotarł do olbrzymiego zamku.

Mieszkał w nim potężny czarodziej, który umiał zamieniać się w każde zwierzę.

— Podobno potrafisz stać się nawet lwem — powiedział kot.

— Z łatwością!

Puf!

Przed kotem zaryczał ogromny lew.

Kot odskoczył na szafę.

— Imponujące! Ale pewnie trudniej przemienić się w maleńkie stworzonko. Na przykład w myszkę.

Lew prychnął.

— Dla mnie nic nie jest trudne!

Puf!

Na dywanie siedziała drobna szara mysz.

Kot natychmiast zeskoczył przed nią, zasłonił łapą wyjście spod fotela i powiedział:

— A teraz posłuchaj. Nie zamierzam cię zjeść. Ale opuścisz ten zamek, przestaniesz straszyć ludzi i pobierać niesprawiedliwe opłaty.

Mysz pisnęła:

— Obiecuję!

— I oddasz ludziom to, co zabrałeś ponad miarę.

— Obiecuję!

Kot się cofnął. Czarodziej wrócił do dawnej postaci, szybko spakował najpotrzebniejsze rzeczy i opuścił zamek. Podobno zamieszkał później daleko w górach i zajął się znacznie spokojniejszą magią.

Właśnie wtedy do bramy podjechała królewska kareta.

Kot powitał gości przy schodach.

— Witajcie w zamku markiza de Carabas!

Młody pan omal nie upuścił kapelusza ze zdziwienia, lecz kot ukradkiem do niego mrugnął.

Przy stole chłopak nie udawał bogacza. Uczciwie opowiedział królowi i królewnie, że pochodzi z rodziny młynarza, a cały ten niezwykły dzień niemal w całości urządził jego kot.

Król najpierw milczał, potem wybuchnął śmiechem.

— Uczciwość pana podoba mi się równie mocno jak spryt jego kota.

Wieśniacy potwierdzili, że młodzieniec zawsze był dobry i pracowity. Zamek oraz ziemię powierzono mu więc pod warunkiem, że będzie sprawiedliwie dbał o ludzi.

Tak najmłodszy syn młynarza naprawdę został gospodarzem wielkiego majątku. Z królewną spotykali się coraz częściej, wiele rozmawiali i z czasem postanowili być razem.

A kot?

Kot dostał własny fotel przy kominku, najlepszą poduszkę w zamku i nową parę butów każdego roku.

Nadal jednak lubił przechadzać się po wsi i powtarzać kociętom:

— Nieważne, co przypadło ci na początku. Ważniejsze, co potrafisz z tym zrobić.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨