Okładka: Kotygoroszko

Ukraina

Kotygoroszko

W pewnej wsi żyła kiedyś wdowa. Miała dwóch synów i córkę. Dzieci zgodnie dorastały, razem pracowały i zawsze wracały do domu na kolację.

Kraj
Ukraina
Wiek
7–11 lat
Czas czytania
9 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Kotygoroszko

W pewnej wsi żyła kiedyś wdowa. Miała dwóch synów i córkę. Dzieci zgodnie dorastały, razem pracowały i zawsze wracały do domu na kolację.

Pewnego dnia wyszły jednak poza wieś i nie wróciły. Matka szukała ich przy drogach, wołała na polach, wypytywała ludzi, lecz nikt niczego nie wiedział. Jakby ścieżka za lasem je pochłonęła.

Minęło trochę czasu. Kiedyś po podłodze potoczyło się okrągłe zielone ziarnko grochu. Kobieta podniosła je i zjadła. Wkrótce potem urodził jej się syn, silny i wesoły. Nazwała go Kotygoroszkiem.

Chłopiec rósł nie z dnia na dzień, lecz z godziny na godzinę. To, co inne dzieci ledwie podnosiły we dwoje, sam bez trudu przestawiał. Nie chwalił się jednak siłą. Najbardziej lubił słuchać opowieści matki.

Pewnego wieczoru dostrzegł w skrzyni trzy dziecięce koszule.

— Mamo, czy miałem braci i siostrę?

Matka długo milczała, a potem opowiedziała o zaginionych dzieciach.

— W takim razie pójdę ich szukać — powiedział Kotygoroszko.

— Sam? Droga jest niebezpieczna.

— Samotna droga najbardziej przeraża tego, kto nie wie, dla kogo idzie. A ja wiem.

Przed wyprawą Kotygoroszko poprosił kowala o wykucie ciężkiej żelaznej pałki. Kowal zebrał dużo żelaza, rozpalił palenisko i przez kilka dni w kuźni dzwoniły młoty.

Kiedy pałka była gotowa, Kotygoroszko podrzucił ją wysoko w niebo. Wzleciała ponad chmury i wróciła tak szybko, że ziemia zadrżała. Chłopiec złapał ją jedną ręką.

— Dobra — powiedział. — Można ruszać.

Za lasem ścieżka zaprowadziła go do kamiennego domu. Zobaczył tam siostrę. Początkowo go nie poznała, bo gdy zaginęła, najmłodszego brata nie było jeszcze na świecie.

— Jestem Kotygoroszko — powiedział. — Matka posłała mnie swoim smutkiem. Przyszedłem zabrać was do domu.

Siostra zapłakała z radości, lecz zaraz szepnęła:

— Mieszka tu zły czarodziej. Trzyma mnie w niewoli, a braci zaczarował i ukrył w podziemiach.

Wkrótce gospodarz wrócił. Zobaczył gościa i uśmiechnął się złowrogo.

— Kto do mnie zawitał?

— Brat tej, której nie masz prawa tu więzić — odpowiedział Kotygoroszko.

Czarodziej zaproponował próbę sił. Mocowali się od rana do wieczora, potem jeszcze cały dzień. O trzecim świcie Kotygoroszko przycisnął przeciwnika do ziemi żelazną pałką.

— Dosyć — powiedział. — Uwolnij wszystkich i więcej nie zwabiaj ludzi na swoją ścieżkę.

Czarodziej stracił moc i uciekł daleko za góry.

W podziemiach Kotygoroszko znalazł braci. Leżeli nieruchomo, pogrążeni w głębokim śnie. Siostra przyniosła dzbanek żywej wody ze spiżarni czarodzieja. Kotygoroszko skropił braciom twarze i obudzili się jak po długim odpoczynku.

— Gdzie jesteśmy?

— W drodze do domu — uśmiechnął się najmłodszy brat.

W spiżarni znaleźli pieniądze i rzeczy odebrane wędrowcom. Zabrali tylko to, co pomogłoby rodzinie zacząć nowe życie, i ruszyli do domu.

W starszych braciach zrodziła się jednak zazdrość. Wstydzili się, że to najmłodszy wszystkich uratował, i obawiali się, że w domu tylko jego będą chwalić.

Kiedy Kotygoroszko zasnął pod gruszą, mocno przywiązali go do drzewa łykiem i poszli naprzód.

Obudził się, szarpnął rękami, lecz więzy nie puściły. Zaparł się więc nogami o ziemię, wytężył siły i wyrwał młodą gruszę wraz z korzeniami.

Wrócił do domu, zostawił matce swoją część znalezionych dóbr i powiedział:

— Cieszę się, że wszyscy wrócili. Chcę jednak znaleźć towarzyszy, którzy nie zdradzą z zazdrości.

I znów wyruszył w świat.

Pośród wysokich gór spotkał człowieka opierającego barki o skałę.

— Jak się nazywasz? — zapytał Kotygoroszko.

— Rozwierajgóra. Potrafię przesunąć górę, jeśli zagrodzi drogę.

Pchnął skałę i między dwiema górami otworzyło się przejście.

— Chodźmy razem — zaproponował Kotygoroszko. — Siła jest pożyteczna, kiedy wiadomo, komu pomaga.

Dalej dotarli do rwącej rzeki. Nad brzegiem stał inny siłacz.

— Jestem Zawracajwoda — powiedział. — Umiem odwrócić nurt, żeby ludzie przeszli po suchym dnie.

Uniósł ręce, woda odsunęła się od kamiennej ścieżki i trzej wędrowcy przeprawili się przez rzekę.

Tak Kotygoroszko zyskał dwóch druhów.

Pewnego wieczoru znaleźli w lesie pustą chatkę. Postanowili w niej przenocować. Następnego dnia Kotygoroszko z jednym towarzyszem poszli po żywność, a trzeci został ugotować obiad.

Ledwie postawił garnek na ogniu, przyszła mała staruszka.

— Pomóż mi przejść przez próg, synku — poprosiła.

Kiedy się odwrócił, nieznajoma zjadła prawie cały obiad i zniknęła.

Nazajutrz to samo spotkało drugiego druha. Obaj wstydzili się przyznać do prawdy.

Trzeciego dnia przy piecu został Kotygoroszko. Staruszka znowu przyszła i zaczęła rozkazywać:

— Przenieś mnie przez próg. Posadź na ławie. Podaj miskę.

— Skoro potrafisz tu przyjść, sama przekroczysz próg — odpowiedział spokojnie.

Staruszka natychmiast rzuciła się do garnka.

— Aha! Więc to ty zostawiałaś nas bez obiadu!

Zagrodził jej drogę. Rzuciła w niego garścią popiołu i uciekła. Kotygoroszko pobiegł za nią i cisnął pałką, ale staruszka zniknęła w głębokiej rozpadlinie, a pałka spadła za nią.

— Trzeba zejść na dół — postanowił.

Druhowie spletli długą linę i opuścili go w głąb szczeliny.

Na dole znalazł podziemne komnaty. W jednej siedziały trzy dziewczyny, których stara czarownica nie wypuszczała na świat.

— Ona wróci! — ostrzegły.

Rzeczywiście, staruszka pojawiła się przy drzwiach.

— Przyszedłeś po pałkę? Najpierw mnie pokonaj!

Tym razem Kotygoroszko nie dał się oszukać. Długo się zmagali: kto kogo przechytrzy, kto utrzyma drzwi, kto dosięgnie czarodziejskiego klucza. Wreszcie wyrwał klucz zza jej pasa i zamknął czarownicę w pustej komnacie.

— Posiedzisz tutaj, aż nauczysz się nie zabierać cudzych rzeczy i nie więzić ludzi.

Uwolnił dziewczęta i dał druhom znak. Wyciągnęli najpierw jedną, potem drugą, a następnie trzecią. Razem z ostatnią Kotygoroszko wysłał na górę worek rzeczy znalezionych w podziemiach.

Tam jednak Rozwierajgórę i Zawracajwodę skusiła zazdrość.

— A jeśli wróci i wszyscy uznają, że to wyłącznie jego zasługa? — szepnął jeden.

Postanowili uciec, zostawiając Kotygoroszka na dole. Chłopiec przeczuł coś złego i zamiast siebie włożył do kosza kamienie. Druhowie wyciągnęli kosz do połowy, po czym puścili linę.

Kamienie runęły z łoskotem.

— Znowu zdrada — powiedział smutno Kotygoroszko. — Łatwo znaleźć siłę. Trudniej wierność.

Długo błąkał się po podziemnym świecie, aż zobaczył olbrzymi dąb. Na szczycie znajdowało się gniazdo wielkiego ptaka Aropa. Nadciągała burza, więc Kotygoroszko osłonił pisklęta szerokimi gałęziami, żeby ochronić je przed gradem.

Kiedy Arop wrócił, pisklęta opowiedziały mu o dobrym człowieku.

— Jak mogę ci się odwdzięczyć? — zapytał wielki ptak.

— Wynieś mnie na świat.

— Droga daleka. Przygotuj jedzenie i wodę, siądź mi na grzbiecie i trzymaj się mocno.

Lecieli długo. Kotygoroszko podawał ptakowi kolejne kawałki zapasów, a kiedy została ostatnia kromka, przełamał ją na pół.

— Połowa dla ciebie, połowa dla mnie. Dolecimy razem.

Arop uśmiechnął się po ptasiemu, szeroko rozpostarł skrzydła i ostatnim silnym uderzeniem wyniósł chłopca z rozpadliny ku słońcu.

Kotygoroszko odszukał uwolnione dziewczęta i swoich druhów. Rozwierajgóra oraz Zawracajwoda spuścili oczy.

— Postąpiliśmy niegodnie.

— Jesteście silni — odpowiedział. — Ale prawdziwa siła zaczyna się tam, gdzie człowiek potrafi pokonać własną zazdrość.

Nie mścił się. Każdemu dał szansę naprawienia wyrządzonej krzywdy. Jedną z uratowanych dziewcząt, z którą szczególnie zaprzyjaźnił się podczas drogi, później poślubił.

Kiedy pytano Kotygoroszka, kto był najsilniejszy spośród spotkanych przez niego istot, odpowiadał:

— Góra jest wielka, woda potężna, żelazo twarde. Największą siłą jest jednak nie opuszczać bliskich w nieszczęściu i nie upodabniać się do tych, którzy nas zdradzili.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨