Okładka: Koza Kłamczucha

Ukraina

Koza Kłamczucha

Żyli sobie dziadek, babcia i ich dwaj synowie. Pewnego razu dziadek pojechał na jarmark i zobaczył kozę: białą, żwawą, o błyszczących oczach i ostrych różkach.

Kraj
Ukraina
Wiek
4–8 lat
Czas czytania
6 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Koza Kłamczucha

Żyli sobie dziadek, babcia i ich dwaj synowie. Pewnego razu dziadek pojechał na jarmark i zobaczył kozę: białą, żwawą, o błyszczących oczach i ostrych różkach.

„Ładna koza — pomyślał. — Będziemy mieli mleko”.

Kupił ją i przyprowadził do domu.

Następnego ranka zawołał starszego syna.

— Zaprowadź kozę na pastwisko. Niech się naje trawy i napije wody.

Chłopiec zabrał kozę na zieloną łąkę. Jadła koniczynę, skubała młode listki, piła z czystego strumyka. Pod wieczór poprowadził ją do domu.

Dziadek postanowił powitać kozę przy bramie.

— Kózko moja miła, kózko moja droga, czyś dziś jadła, czyś dziś piła?

Koza skrzywiła pyszczek i odpowiedziała:

— Nie, dziadku, nie jadłam i nie piłam! Tylko przez mostek biegłam, klonowy listek skubnęłam; przez grobelkę biegłam, kropelkę wody łyknęłam. To wszystko!

Dziadek zmarszczył brwi.

— Jak to? Kazałem przecież dobrze cię nakarmić.

Przywołał starszego syna.

— Dlaczego koza jest głodna?

— Pasła się cały dzień! — zdziwił się chłopiec. — Piła też wodę.

Dziadek uwierzył jednak kozie.

— Jutro poprowadzi ją kto inny.

Następnego dnia wysłał młodszego syna. Ten wybrał jeszcze lepszą łąkę, zaprowadził kozę do wody i pilnował jej do wieczora.

Przy bramie koza znów jednak zaczęła swoje:

— Nie jadłam i nie piłam! Tylko listek skubnęłam i kropelkę wody łyknęłam!

— Ty również mnie nie posłuchałeś? — zasmucił się dziadek.

— Posłuchałem! — oburzył się młodszy syn. — Dwa razy chodziła do strumyka!

Dziadek był coraz bardziej zdezorientowany.

Trzeciego dnia kozę zabrała babcia. Znalazła jej najsoczystszą trawę, dała wodę, a nawet przemówiła łagodnie:

— Jedz, kózko, na zdrowie.

Wieczorem koza ponownie oznajmiła:

— Nic nie jadłam, nic nie piłam!

Babcia rozłożyła ręce.

— To dopiero dziwne!

Wtedy dziadek pomyślał: „A może to koza nas wszystkich skłóca?”.

Czwartego dnia sam zaprowadził ją na pastwisko. Jadła tak pilnie, że tylko uszy jej się ruszały. Napiła się przy stawie, a potem jeszcze długo skubała trawę.

Dziadek wrócił krótszą ścieżką i zdążył stanąć przy bramie przed kozą.

Kiedy podeszła, zapytał:

— Kózko moja miła, czyś dziś jadła, czyś dziś piła?

Koza, nie wiedząc, że dziadek wszystko widział, zaczęła:

— Nie, dziadku! Tylko listek i kropelkę wody!

Teraz zrozumiał.

— A więc to ty zmyślałaś, Kozo Kłamczucho! Przez ciebie omal się nie pokłóciliśmy!

Natychmiast przywołał babcię i synów.

— Wybaczcie, że wcześniej nie sprawdziłem prawdy. Powinienem najpierw was wysłuchać, zamiast się gniewać.

A do kozy powiedział:

— Na naszym podwórku nie ma miejsca na kłamstwa.

Koza zobaczyła, że jej sztuczki wyszły na jaw, wymknęła się za bramę i pobiegła do lasu.

Biegła, biegła, aż dostrzegła śliczną chatkę Lisiczki.

Gospodyni nie było w domu. Koza weszła, wdrapała się na piec i rozsiadła, jakby wszystko należało do niej.

Lisiczka wróciła i usłyszała w chacie tupanie.

— Kto jest w moim domku?

Koza odpowiedziała groźnym głosem:

— To ja, Koza Kłamczucha!

Tupnę mocno kopytami,

Zakręcę ostrymi rogami!

Kiedy z pieca zeskoczę,

Uciekaj, gdzie pieprz rośnie!

Lisiczka przestraszyła się i wybiegła.

Usiadła pod dębem i płakała.

Przechodził Wilk.

— Czemu się smucisz, Lisiczko?

— Straszne zwierzę zajęło mój domek. Nie potrafię go wygonić.

— Zaraz się tym zajmę! — powiedział odważnie Wilk.

Podszedł do drzwi.

— Kto tam?

— To ja, Koza Kłamczucha!

Tupnę mocno kopytami,

Zakręcę ostrymi rogami!

„Oj, musi być bardzo groźna!” — pomyślał Wilk i się cofnął.

Potem przyszedł Niedźwiedź. Był wielki i silny, ale gdy usłyszał tupot i groźny głos z pieca, również uznał:

— Lepiej nie ryzykować.

Nawet Lew, który akurat wędrował przez las, zajrzał do chatki. Koza zatupała tak głośno, że się zdziwił:

— Zwierzęcia nie widać, a hałas na cały las. Niech już sobie siedzi.

Lisiczka zupełnie straciła nadzieję.

Wtedy ścieżką nadszedł Kogucik w czerwonych bucikach.

— Czemu płaczesz, Lisiczko?

Opowiedziała wszystko.

— Wilk nie dał rady, Niedźwiedź też nie, a nawet Lew nie chciał wejść.

— Ja spróbuję — powiedział Kogucik.

— Jesteś taki mały!

— Mały nie znaczy tchórzliwy.

Podszedł do chatki, wyprostował się i głośno zapiał:

— Kukuryku!

Idę w czerwonych bucikach!

Kto cudzy dom zajmuje,

Niech właściciela szanuje!

Wyjdź już, Kozo, przestań straszyć,

Pora prawdę nam wyjaśnić!

Koza Kłamczucha wyjrzała zza pieca. Zobaczyła Kogucika, który wcale się jej nie bał, i nie wiedziała już, co powiedzieć.

— Ja… ja tylko żartowałam.

— Żart bawi wszystkich — odparł Kogucik. — Kiedy ktoś przez niego płacze, przestaje być żartem.

Koza cichutko zeszła z pieca, opuściła chatkę i ruszyła leśną ścieżką.

Lisiczka wróciła do domu.

— Dziękuję ci, Koguciku! Jak to możliwe, że się nie przestraszyłeś?

— Najpierw pomyślałem, a dopiero potem zacząłem się bać — roześmiał się. — I zrozumiałem, że ktoś naprawdę silny nie chowa się w cudzej chacie i nie krzyczy z niej groźnym głosem.

Koza Kłamczucha długo jeszcze szukała swojego miejsca. Podobno z czasem pojęła, że kłamstwem można przestraszyć kogoś raz czy dwa, lecz nie zdobywa się w ten sposób zaufania.

Dziadek zapamiętał inną naukę: zanim rozgniewa się na bliskich, powinien sprawdzić, czy powiedziano mu prawdę.

I to już koniec bajki. A kto słuchał uważnie, ten wie: głośny głos nie sprawia jeszcze, że ktoś ma rację.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨