

Chiny
Kraina Myszy
Dawno temu w wielkim kraju żyły tysiące i tysiące myszy. Osiedlały się przy polach i spichlerzach, zbierały ziarenka pozostałe po żniwach i zwykle nie znały głodu.
- Kraj
- Chiny
- Wiek
- 5–8 lat

Posłuchaj baśni
Kraina Myszy
Dawno temu w wielkim kraju żyły tysiące i tysiące myszy. Osiedlały się przy polach i spichlerzach, zbierały ziarenka pozostałe po żniwach i zwykle nie znały głodu.
Pewnego roku plony były jednak bardzo skromne. Mijała jesień, zbliżała się zima, a mysie spiżarenki stawały się coraz bardziej puste.
Wtedy Król Myszy zwołał naradę.
— Jeśli będziemy tylko siedzieć i czekać, zapasów nam nie wystarczy — powiedział. — Pójdę do ludzkiego króla i poproszę, żeby pożyczył nam ziarna. Po następnych żniwach wszystko oddamy.
Król Myszy ubrał się jak najuroczyściej i wyruszył do pałacu. Zamiast wielkiego ceremonialnego szala niósł cieniutką jedwabną nitkę, taką, jaką mogła unieść mała mysz.
Przy bramie strażnik pochylił się ku niemu ze zdziwieniem.
— Dokąd to idziesz?
— Do króla. Mam ważną prośbę.
Gdy ludzki król usłyszał, że o spotkanie prosi sam Król Myszy, uśmiechnął się, ale polecił wpuścić gościa.
Mysi władca dostojnie przeszedł przez wielką salę, położył przed królem jedwabną niteczkę i powiedział:
— W tym roku nie udały nam się zbiory. Do wiosny możemy zostać bez jedzenia. Pożycz nam, proszę, ziarna. W przyszłym roku oddamy wszystko, do ostatniego ziarenka.
— Ile potrzebujecie? — zapytał król.
— Jeden wielki spichlerz jęczmienia.
Król aż uniósł brwi.
— Cały spichlerz? Jak takie małe stworzenia zdołają go opróżnić?
Król Myszy się ukłonił.
— O to się nie martw. Jeśli pozwolisz nam wziąć ziarno, sami sobie poradzimy.
Król się zgodził i kazał otworzyć jeden z wielkich spichlerzy.
Tej nocy ruszyła do niego cała mysia kraina. Jedna mysz niosła ziarenko w zębach, druga kilka ziaren na grzbiecie, trzecia toczyła jęczmień przed sobą. Pracowały cicho, zgodnie i bez odpoczynku.
Do rana spichlerz opustoszał.
— Niewiarygodne — powiedział król na ten widok. — Nie doceniłem małych sąsiadów.
A wiosną, gdy nadeszły nowe zbiory, Król Myszy dotrzymał słowa. Myszy oddały pożyczone ziarno, a nawet dołożyły nieco na znak wdzięczności.
Ludzki król wiedział odtąd, że myszy są nie tylko małe i zwinne. Można na nich także polegać.
Minęło trochę czasu. Pewnego dnia na przeciwległym brzegu wielkiej rzeki zebrało się wojsko sąsiedniego władcy. Przygotowywało się do przeprawy, żeby siłą zająć kraj.
Ludzki król bardzo się zaniepokoił. Przeciwników było znacznie więcej.
Wieść szybko dotarła również do mysich norek.
— Ten król kiedyś nam pomógł — powiedział Król Myszy. — Teraz nasza kolej, by pomóc jemu.
Znów przyszedł do pałacu.
— Widzę, że jesteś zmartwiony — powiedział królowi. — Pozwól nam odwdzięczyć się za dawną pomoc.
Ludzki król się zdziwił.
— Ale co myszy mogą zrobić przeciw tak wielkiemu wojsku?
Król Myszy nie poczuł się urażony.
— Już raz wątpiłeś, że potrafimy wynieść cały spichlerz ziarna. Potem zobaczyłeś, że razem możemy więcej, niż się wydaje. Zaufaj nam także tym razem.
— Dobrze — powiedział król. — Czego potrzebujesz?
— Do jutrzejszego wieczora rozłóż wzdłuż brzegu wiele krótkich patyczków. A jeśli nasz plan się powiedzie, pomóż nam w dwóch dawnych kłopotach.
— Jakich?
— Pierwszy to powodzie. Nasze norki leżą nisko nad rzeką i woda często je zalewa. Zbuduj mocny wał nad brzegiem. Drugi to koty. Niech w miejscach, gdzie mieszkają nasze rodziny, trzyma się je z dala od mysich osiedli.
Król obiecał.
Następnego wieczoru brzeg był usłany patyczkami. Gdy zapadł zmrok, nad rzekę przyszły setki tysięcy myszy.
— Po dwie i po trzy na każdy patyk! — zarządził Król Myszy.
Patyczek za patyczkiem popłynął przez wodę, niczym maleńka flota.
Obóz na drugim brzegu już spał. Myszy nie ruszały ludzi. Zabrały się natomiast za wszystko, co miało pomóc wojsku wyruszyć rano: przegryzły paski, liny i cięciwy, poplątały ekwipunek, porozciągały zapasy, poprzegryzały worki z ziarnem i narobiły takiego bałaganu, że nie sposób było czegokolwiek znaleźć.
Po kilku godzinach Król Myszy gwizdnął i cały mały oddział równie cicho wrócił nad rzekę.
Rano w obcym obozie podniosła się wrzawa.
— Gdzie moja lina?
— Kto rozsypał ziarno?
— Dlaczego sprzęt jest zniszczony?
Wszyscy szukali winnego, sprzeczali się i biegali bez ładu. Przygotowania do przeprawy przez rzekę stanęły. A kiedy z drugiego brzegu dobiegły trąby królewskiej straży, obcy władca postanowił nie ryzykować i wycofał wojsko.
Tak kraj uniknął wielkiej bitwy.
Ludzki król wezwał Króla Myszy i nisko skłonił głowę.
— Dziś wasza mała siła ocaliła wielu przed wielkim nieszczęściem. Pamiętam naszą umowę.
Wkrótce wzdłuż rzeki usypano mocny wał, żeby woda nie zalewała mysich norek. W miejscach, gdzie mieszkały mysie rodziny, król polecił zaś trzymać koty z daleka, aby mali sąsiedzi mogli czuć się bezpiecznie.
Powiadają, że od tamtej pory ludzie co roku zostawiali myszom trochę ziarna po żniwach.
A Król Myszy często powtarzał dzieciom i wnukom:
— Nie mierzcie siły wzrostem. Kiedy wiele małych stworzeń wspólnie robi coś dobrego, wynik może być naprawdę wielki.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
