

Filipiny
Królewskie rozstrzygnięcia
Dawno temu w małej wsi mieszkał chłopiec o imieniu Juan. Był biedny i często nie wiedział, co zje wieczorem, mimo to starał się nie tracić pogody ducha.
- Kraj
- Filipiny
- Wiek
- 7–11 lat
- Czas czytania
- 8 min

Posłuchaj baśni
Królewskie rozstrzygnięcia
Dawno temu w małej wsi mieszkał chłopiec o imieniu Juan. Był biedny i często nie wiedział, co zje wieczorem, mimo to starał się nie tracić pogody ducha. Pewnego dnia szedł drogą do sąsiedniego miasteczka. Od rana nic nie jadł, a słońce stało już wysoko. W brzuchu burczało mu tak głośno, że aż obejrzał się za siebie, jakby ktoś go wołał. Właśnie przechodził obok wielkiego domu bogacza Pedra. Z otwartego kuchennego okna płynął wspaniały zapach. Gotował się tam ryż, skwierczały warzywa z przyprawami, a w głębi kuchni bulgotał gęsty, wonny sos. Juan przystanął przy drodze. — Jak pięknie pachnie! — szepnął. Nie wszedł na podwórze, nie dotknął cudzego jedzenia i nawet nie poprosił o poczęstunek. Postał tylko kilka minut, wdychając ciepłą woń, a potem się uśmiechnął. — Jakby naprawdę zrobiło mi się trochę lżej. Pedro zauważył go jednak z ganku. — Hej, ty! — zawołał. — Co tu robisz? — Nic takiego, panie Pedro. Po prostu z pańskiej kuchni tak smacznie pachnie. — Aha! Więc korzystałeś z zapachu mojego jedzenia? Juan się zmieszał. — Z zapachu? — Sam powiedziałeś, że zrobiło ci się od niego lżej. W takim razie płać. Juan sądził, że to żart. Pedro jednak nie żartował. — Nie jadłem pańskiej potrawy — odpowiedział spokojnie chłopiec. — Tylko przechodziłem drogą. — Ale zapach był mój! — upierał się Pedro. — Pójdziemy do króla. Niech rozstrzygnie, kto ma rację. Tak pojawiła się pierwsza sprawa przeciwko Juanowi. Ruszyli do miasta. Za wsią droga przecinała niskie, podmokłe miejsce. Mężczyzna o imieniu Manuel próbował tam wyciągnąć konia z gęstego błota. — Pomóżcie! — poprosił, widząc podróżnych. Pedro tylko uniósł skraj ubrania, żeby go nie pobrudzić, natomiast Juan od razu wszedł w błoto. Podpierał konia z boku, przemawiał do niego łagodnie i pomagał Manuelowi ciągnąć wodze. Wreszcie koń stanął na twardej ziemi. W tej samej chwili spłoszył się i gwałtownie szarpnął. Kępka włosia z ogona zahaczyła o kolczastą gałąź i została wyrwana. Koniowi nic się nie stało, ale Manuel gniewnie wskazał ogon. — Popatrz, coś narobił! — Przecież pomagałem ci go wyciągnąć — zdziwił się Juan. — Pomagałeś, ale teraz ogon nie jest już taki piękny. Płać! — Za przypadkiem wyrwaną kępkę włosia? — Nie chcesz płacić, pójdziemy do króla. Tak pojawiła się druga sprawa przeciwko Juanowi. Nie zdążyli dotrzeć do pałacu przed zmrokiem, więc zanocowali u znajomego Pedra. Gospodarze przygotowali im posłania na parterze. Juan był tak zmęczony, że niemal od razu zasnął. Późnym wieczorem gospodyni schodziła po schodach z dużym koszem jajek. Rano zamierzała zanieść je na targ. Juan usłyszał w ciemności kroki, przebudził się i nie zdążywszy oprzytomnieć, zawołał: — Kto tam? Kobieta drgnęła. Kosz wysunął jej się z rąk. Trzask! Chrup! Brzęk! Część jajek rozbiła się na podłodze. — O rety — zmartwiła się gospodyni. Juan natychmiast zerwał się na nogi. — Przepraszam! Nie chciałem pani przestraszyć. Pomogę wszystko posprzątać. Gospodyni widziała, że był to przypadek, lecz jej mąż się rozgniewał. — Jutro zaniesiemy do króla także tę sprawę. Niech Juan odda nam każde jajko! Rankiem do pałacu przybył już cały pochód: Juan, Pedro, Manuel i gospodarz domu. Król uważnie wysłuchał wszystkich. — Zacznijmy od zapachu jedzenia — powiedział. Pedro wystąpił naprzód. — Wasza Królewska Mość, moja kuchnia, moje produkty, mój zapach. Juan się nim nasycił. Jest mi więc winien pieniądze. Król spojrzał na Juana. — Masz przy sobie jakieś monety? Juan znalazł tylko dwie małe srebrne monetki. — Połóż je na stole — polecił król. Chłopiec położył. — Teraz, Pedro, pochyl się nad nimi i dobrze powąchaj. W sali zrobiło się cicho. Pedro pochylił się nad monetami, powąchał i wyprostował. — Nic nie czuję. — Właśnie tak — skinął głową król. — Juan dostał tylko zapach twojego jedzenia. Ty zaś dostajesz tylko zapach jego pieniędzy. Rachunek wyrównany. Dworzanie z trudem powstrzymali uśmiechy, a Pedro zaczerwienił się i cofnął. — Teraz koń — powiedział król. Manuel zaczął skarżyć się na zniszczony ogon. Król zapytał: — Czy Juan uszkodził go umyślnie? — Nie. — Czy sam poprosiłeś Juana, żeby pomógł ci wyciągnąć konia? — Tak. — Mimo to żądasz, żeby przywrócił ogon do dawnego wyglądu? — Tak, Wasza Królewska Mość. Król w zamyśleniu potarł brodę. — W takim razie zostaw konia Juanowi. Niech trzyma go u siebie, dopóki ogon nie odrośnie dokładnie taki, jak przedtem. Manuel aż podskoczył. — Ale ja potrzebuję swojego konia! — A Juan potrzebuje czasu, żeby spełnić twoje niemożliwe żądanie — odpowiedział spokojnie król. Manuel przez chwilę milczał, spojrzał na Juana i wreszcie westchnął. — Dobrze. Wycofuję skargę. W rzeczywistości pomógł mi wtedy, gdy inni przeszliby obojętnie. — To już rozsądna odpowiedź — powiedział król. Pozostała trzecia sprawa. Gospodarz domu wysunął się naprzód. — Przez Juana moja żona upuściła kosz. Chcę, żeby oddał nam wszystkie rozbite jajka. — Dokładnie te same jajka? — upewnił się król. — Dokładnie te. Król skinął głową. — Dobrze. Daj więc Juanowi swoją najlepszą kurę. Będzie ją trzymał, aż zniesie tyle jajek, ile się rozbiło. Jeśli zaś potrzebujesz nie takich samych, lecz właśnie tamtych utraconych jajek, trzeba będzie poczekać, aż kura nauczy się przywracać przeszłość. W sali wszyscy się roześmiali. Nawet gospodyni uśmiechnęła się i dotknęła rękawa męża. — Przecież mówiłam, że to był wypadek. Mężczyzna spuścił głowę. — Wycofuję skargę, Wasza Królewska Mość. Król popatrzył na całą czwórkę. — Zapamiętajcie — powiedział. — Sprawiedliwość nie polega na szukaniu kogoś, na kogo można się gniewać. Trzeba rozważyć, co człowiek zrobił umyślnie, co wydarzyło się przypadkiem i czy nie żądamy od innych czegoś niemożliwego. Potem zwrócił się do Juana: — A ty następnym razem nie wstydź się poprosić o jedzenie, jeśli naprawdę jesteś głodny. Kazał też kucharzowi dać chłopcu na drogę miskę gorącego ryżu z warzywami. Juan się ukłonił. Tym razem nie tylko wdychał zapach. Usiadł w cieniu pod pałacem i zjadł obiad do ostatniej łyżki. Kiedy wrócił do swojej wsi, ludzie jeszcze długo opowiadali o trzech królewskich rozstrzygnięciach: o zapachu jedzenia i zapachu pieniędzy, o końskim ogonie, który miał odrosnąć, oraz o kurze, która w żaden sposób nie umiała przywrócić wczorajszych jajek. Za każdym razem historia przypominała im, że mądry wyrok nie zawsze musi być surowy. Czasem po prostu pozwala zobaczyć, jak bezsensowna była kłótnia.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
