Okładka: Księżniczka i rybak

Rumunia

Księżniczka i rybak

Dawno temu, niedaleko wielkiego miasta, gdzie rzeka płynęła ku morzu szeroką srebrną wstęgą, mieszkał młody rybak.

Kraj
Rumunia
Wiek
7–10 lat
Czas czytania
8 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Księżniczka i rybak

Dawno temu, niedaleko wielkiego miasta, gdzie rzeka płynęła ku morzu szeroką srebrną wstęgą, mieszkał młody rybak. Co rano budził się jeszcze przed świtem, gdy nad wodą leżała biała mgła. Odpychał łódź od brzegu, zarzucał sieci i słuchał cichego plusku fal o burtę. Rybak nie był ani bogaty, ani biedny. Kiedy połów się udawał, na stole pojawiały się świeży chleb i ser. Kiedy ryb brakowało, trzeba było oszczędzać. Lubił jednak swoją pracę i znał rzekę tak dobrze, jakby była jego starą przyjaciółką. Droga z przystani na targ prowadziła obok cesarskiego pałacu. Pewnego ranka z wysokiego okna zobaczyła go księżniczka. — Rybaku! — zawołała. — Masz dzisiaj świeże ryby? — Najświeższe w całym mieście, wasza wysokość — uśmiechnął się. — Jeszcze wczoraj nawet nie przypuszczały, że trafią do pałacu. Księżniczka się roześmiała. Kupiła kilka ryb i hojnie zapłaciła. Następnego dnia znów wyjrzała przez okno. A potem jeszcze raz. Niebawem rybak wiedział już, że przy pałacu warto trochę zwolnić kroku. Z początku rozmawiali tylko o rzece. — Dlaczego woda jest dzisiaj ciemna? — pytała księżniczka. — Bo niebo się gniewa i przegląda się w niej z pochmurną miną. — A dlaczego mewy tak głośno krzyczą? — Kłócą się o to, do kogo należy cały brzeg. Potem zaczęli rozmawiać o mieście, książkach, podróżach i o tym, jak dziwnie ludzie oceniają czasem innych po ubraniu, tytule albo liczbie monet. Księżniczka coraz bardziej czekała na te rozmowy. Pewnego dnia powiedziała: — Kiedy przychodzisz, w pałacu robi się weselej. Rybak się zaczerwienił. — A kiedy wyglądasz przez okno, droga na targ staje się krótsza. Mijał czas i oboje zrozumieli, że się pokochali. Kiedy księżniczka powiedziała ojcu, że chce wyjść za rybaka, cesarz omal nie upuścił filiżanki. — Za rybaka? — Za człowieka, którego kocham — odpowiedziała. Cesarz długo chodził po sali z rękami założonymi za plecy. — Nie zna dworskich obyczajów. — Nauczy się tego, czego trzeba. — Nie ma tytułu. — Za to ma dobre imię. — Nie pochodzi ze szlachetnego rodu. — A czy dobroć można tylko odziedziczyć? Na to cesarz nie znalazł odpowiedzi. W końcu się zgodził. Wesele było wspaniałe. W pałacu zapalono setki świec, muzycy grali do późnej nocy, a stoły przykryto białymi obrusami. Zgodnie z dawnym zwyczajem młodej parze podano jedną małą potrawę do podziału. Księżniczka pierwsza wyciągnęła rękę i bez zastanowienia powiedziała: — Najpierw ja. W końcu jestem córką cesarza, a ty przecież rybakiem. Nikt w sali nie zwrócił uwagi na te słowa. Ale rybak je usłyszał. Powoli opuścił rękę. — Czyli dla ciebie wciąż jestem „tylko rybakiem”? — zapytał cicho. Księżniczka od razu zrozumiała, że powiedziała coś bolesnego. — Nie chciałam… Lecz on już wstał od stołu. — Muszę pobyć sam. Jeszcze tej nocy rybak opuścił pałac. Rano księżniczka zastała jego pokój pusty. Czekała dzień, drugi, trzeci. Wreszcie postanowiła: — Sama go znajdę. Cesarz próbował odwieść córkę od tego zamiaru, ale włożyła prosty płaszcz i ruszyła w miasto. Szukała na przystani, na targu i przy starych rybackich chatach. Pytała przewoźników, kupców i piekarzy. Nikt nie wiedział, dokąd poszedł. Dopiero po kilku dniach w niewielkiej gospodzie na obrzeżach miasta zobaczyła znajomą postać. Rybak pomagał gospodarzowi nosić wodę, rąbać drewno i podawać potrawy podróżnym. — Znalazłam cię! — zawołała księżniczka. Odwrócił się, ale nic nie odpowiedział. — Przyszłam prosić o wybaczenie. Rybak milczał. Wciąż był bardzo urażony i postanowił nie powiedzieć do niej ani słowa. Gospodarz się zdziwił. — Panienko, chyba się pomyliłaś. Ten chłopak mieszka u nas od kilku dni i prawie z nikim nie rozmawia. — Potrafi mówić — powiedziała księżniczka. — I wiem, dlaczego milczy. — To przekonaj go, żeby odpowiedział — uśmiechnął się gospodarz. Księżniczka, nadal przywykła działać śmiało, powiedziała: — Daj mi trzy dni. Jeśli przez trzy dni nie zechce ze mną porozmawiać, wrócę do domu i nie będę go więcej szukać. To będzie jego wybór. Gospodarz się zgodził. Pierwszego dnia księżniczka pomagała w kuchni. Obierała warzywa, nosiła miski, zamiatała podłogę i od czasu do czasu mówiła do rybaka: — Naprawdę żałuję tamtych słów. Nie dlatego, że odszedłeś, tylko dlatego, że były niesprawiedliwe. Milczał. Drugiego dnia poszła z nim po wodę. Droga biegła wzdłuż rzeki. Księżniczka patrzyła, jak słońce rozpada się na blaski na falach. — Teraz rozumiem — powiedziała — że nazwać kogoś od jego zawodu to nie obelga. Obelgą był sposób, w jaki to powiedziałam. Tak jakby moje urodzenie czyniło mnie ważniejszą od ciebie. Rybak zacisnął usta, lecz nie odpowiedział. Trzeciego dnia nie prosiła już, żeby mówił. Pracowali obok siebie w ciszy. Wieczorem księżniczka złożyła płaszcz. — Minęły trzy dni — powiedziała gospodarzowi. — Dałam słowo. Jutro wrócę do pałacu. Potem podeszła do rybaka. — Chciałam usłyszeć od ciebie choć jedno słowo. Ale teraz rozumiem, że nie można żądać przebaczenia. Można tylko o nie poprosić i poczekać, aż druga osoba sama zdecyduje, czy jest gotowa przyjąć przeprosiny. Skłoniła się przed nim. — Dziękuję, że kiedyś nauczyłeś mnie patrzeć na rzekę nie z pałacowego okna, lecz twoimi oczami. Następnego ranka przed gospodą czekała kareta. Księżniczka postawiła już stopę na stopniu, gdy usłyszała za sobą: — A mewy i dzisiaj kłócą się o to, do kogo należy brzeg. Znieruchomiała. Powoli się odwróciła. Rybak stał przy drzwiach. — Odezwałeś się! — Bo nie chcę, żebyś wyjechała, myśląc, że jest mi wszystko jedno. Księżniczka podeszła bliżej. — Wybaczyłeś mi? — Tak. Ale ja też powinienem poprosić o wybaczenie. Powinienem był powiedzieć, że mnie zraniłaś, zamiast karać cię milczeniem. Skinęła głową. — To zaczniemy od nowa? — Zaczniemy. Tylko pod jednym warunkiem. — Jakim? — Kiedy się spieramy, nikt nie ucieka z wesela. Księżniczka się roześmiała. — Zgoda. Wrócili do pałacu razem. Cesarz, ujrzawszy ich, powiedział: — Mam nadzieję, że tym razem oboje nauczyliście się czegoś pożytecznego. — Tak, ojcze — odpowiedziała księżniczka. — Nauczyłam się, że tytuł nie stawia człowieka ponad innymi. — A ja — dodał rybak — że lepiej wypowiedzieć swój żal, niż nosić go jak kamień w kieszeni. Później często chodzili nad rzekę. Czasami księżniczka sama wsiadała do łodzi, a rybak uczył ją rozpoznawać nurt, odczytywać wiatr i słuchać wody. A kiedy ktoś w pałacu nieopatrznie mówił: „Przecież on jest tylko rybakiem”, księżniczka odpowiadała: — Właśnie tak. Rybakiem. Człowiekiem, który wie, jak wrócić do domu nawet we mgle. I już nigdy nie wypowiadała tego słowa tak, jakby mogło komuś umniejszyć.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨