Okładka: Łakoma łaskunka

Sri Lanka

Łakoma łaskunka

Pewnego razu trzej wieśniacy oczyścili kawałek ziemi przy lesie i posadzili bananowce.

Kraj
Sri Lanka
Wiek
5–9 lat
Czas czytania
5 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Łakoma łaskunka

Pewnego razu trzej wieśniacy oczyścili kawałek ziemi przy lesie i posadzili bananowce.

Pracowali długo. Nosili wodę, podpierali młode łodygi po deszczu, usuwali suche liście i codziennie zaglądali pod szerokie zielone liście.

— No i co? Niedługo dojrzeją?

Wreszcie pojawiły się ciężkie kiście. Banany nabierały kształtu, żółkły i pachniały tak słodko, że aromat docierał aż do skraju lasu.

Jednak ledwie gospodarze postanawiali: „Tę kiść jutro już zetniemy”, następnego ranka najdojrzalszych owoców nie było.

— Dziwna sprawa — mówił pierwszy.

— Wczoraj były, dzisiaj zniknęły — dziwił się drugi.

— Ktoś przychodzi nocą — domyślił się trzeci.

Oglądali ziemię, lecz ślady ginęły wśród liści. Czuwali wieczorami, ale tajemniczy łasuch się nie pokazywał.

Wymyślili więc bezpieczną pułapkę. Obok najwonniejszej kiści ustawili duży pleciony kosz na podpórce. Gdy ktoś pociągnął banana, podpórka wysuwała się, a kosz łagodnie opadał z góry.

— Zobaczymy, kto zabiera nasze plony — powiedzieli i poszli do domu.

Tej nocy z lasu wyszły dwie łaskunki palmowe: matka i jej młoda córka.

Mała natychmiast uniosła nos.

— Mamo! Czujesz ten zapach?

— Czuję — odpowiedziała matka. — Właśnie dlatego lepiej idźmy dalej.

— Ja tylko popatrzę.

Podeszły nieco bliżej.

Między szerokimi liśćmi żółciła się najpiękniejsza kiść w całym ogrodzie.

Matka się zatrzymała.

— Coś tu nie pasuje. Wczoraj nie było tutaj kosza.

Mała spojrzała w górę.

— Przecież tylko patrzę, mamo. Patrzeć wolno.

— Wolno. Ale czasem lepiej odejść, zanim ciekawość pociągnie cię dalej.

Mała zrobiła kolejny krok.

— Tylko podejdę. Niczego nie dotknę.

— Nie trzeba — powiedziała matka.

— Co może się stać od jednego kroku?

Jeszcze krok.

I następny.

Wreszcie mała stanęła tuż pod kiścią.

— Tylko powącham.

Wyciągnęła szyję.

— Ale pachnie!

— Chodźmy — nalegała matka.

— Zaraz. Tylko dotknę łapką. Przecież nie jem.

Łapka musnęła skórkę.

Nic się nie stało.

Mała się uśmiechnęła.

— Widzisz? Tylko dotknęłam.

Matka pokręciła głową.

— Tak właśnie zaczynają się nierozsądne przygody: „tylko popatrzę”, „tylko podejdę”, „tylko dotknę”.

Ale córka już nie słuchała.

— Tylko przyciągnę jednego banana. Nawet go nie zerwę.

Chwyciła owoc obiema łapkami i lekko pociągnęła.

Podpórka: pstryk!

Kosz: szur!

Mała znalazła się w środku.

— Mamo! — pisnęła.

— Jestem tutaj — odpowiedziała spokojnie matka zza plecionych prętów.

— Wypuść mnie!

Matka obeszła kosz. Popychała go nosem i próbowała podważyć łapą, ale był za duży i za ciężki.

— Obawiam się, że sama go nie ruszę.

Mała ucichła.

— A jeśli przyjdą ludzie?

— Wtedy zobaczymy. Teraz najważniejsze, żebyś nie panikowała. Jesteś cała, kosz cię nie kaleczy.

Córka usiadła i smutno popatrzyła na banana, od którego wszystko się zaczęło.

— Naprawdę nie chciałam ukraść całej kiści.

— Wiem — powiedziała matka. — Chciałaś tylko popatrzeć.

— Potem tylko podejść.

— Tak.

— Potem tylko powąchać.

— Tak.

— Potem tylko dotknąć…

— A każde „tylko” przybliżało cię o krok do pułapki.

Mała westchnęła.

— Teraz rozumiem.

O świcie przyszli wieśniacy.

Zobaczyli opuszczony kosz i od razu wiedzieli, że nocny gość wreszcie się złapał.

— A więc to ona podjada nasze banany! — powiedział jeden.

— Jest jeszcze bardzo młoda — zauważył drugi.

Łaskunka położyła uszy po sobie i skuliła się w kącie.

Trzeci gospodarz przykucnął obok.

— Potrzebujemy plonów, ale nie skrzywdzimy zwierzątka za kilka bananów.

Ostrożnie unieśli kosz, przenieśli go daleko od ogrodu, na skraj lasu, i postawili na ziemi.

Matka przez cały czas kryła się w pobliskich krzakach.

— Gotowa? — powiedział gospodarz.

Podniósł brzeg kosza.

Młoda łaskunka wyskoczyła tak szybko, że suche liście rozleciały się dookoła.

Po chwili stała już przy matce.

— Wracajmy do domu — powiedziała matka.

— Wracajmy.

Ruszyły w głąb lasu.

Po kilku krokach córka obejrzała się jeszcze na bananowy ogród.

Matka także przystanęła.

— I co? Znowu pachnie?

— Bardzo — przyznała mała.

— Co zrobisz?

Córka pomyślała.

— Popatrzę stąd. A potem pójdę dalej.

Matka się uśmiechnęła.

— To już mądrzej.

Od tej pory wieśniacy osłaniali dojrzałe kiście siatkami, a łaskunki szukały pożywienia w lesie.

Podobno ta młoda łaskunka zapamiętała na całe życie, że wielkie tarapaty rzadko zaczynają się od słów: „Zrobię coś nierozsądnego”.

Najczęściej zaczynają się zupełnie cicho:

„Ja tylko popatrzę”.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨