Okładka: Laur-Cantons

Francja

Laur-Cantons

Dawno temu w Kraju Basków, pośród winnic, wzgórz i dróg wiodących ku morzu, żył zamożny człowiek imieniem Laur-Cantons.

Kraj
Francja
Wiek
7–10 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Laur-Cantons

Dawno temu w Kraju Basków, pośród winnic, wzgórz i dróg wiodących ku morzu, żył zamożny człowiek imieniem Laur-Cantons.

Pieniędzy miał niemało. Dom był wielki, spichlerze pełne, a w stajni stukały kopytami dorodne konie. Ludzie odnosili się jednak do niego ostrożnie. Był porywczy, dumny i przywykł stawiać na swoim, przemawiając głośniej od wszystkich.

Pewnego dnia wezwał do siebie mieszkającego w pobliżu właściciela winnicy, który miał trzy dorosłe córki.

— Chcę się ożenić i myślę o jednej z twoich córek — oznajmił Laur-Cantons. — Jeśli twoja rodzina odmówi mi choćby spotkania, przestanę kupować od ciebie winogrona i odbiorę ziemię, którą ci dzierżawię.

Winiarz wrócił do domu z posępną twarzą.

Starsze córki wysłuchały go i od razu odpowiedziały:

— Nie pójdziemy do człowieka, który zaczyna znajomość od gróźb.

Najmłodsza zastanowiła się przez chwilę.

— Ja też nie chcę, żeby ktoś decydował za mnie — powiedziała. — Ale sama z nim porozmawiam. Jeśli nie będzie umiał zachować się przyzwoicie, wrócę do domu.

Nazajutrz przyszła do Laur-Cantonsa.

— Wiem, co powiedziałeś mojemu ojcu — zaczęła. — Jesteś bogaty, lecz bogactwo nie daje ci prawa straszyć ludzi. Jeśli chcesz, żebym choć pomyślała o małżeństwie, najpierw obiecaj, że zostawisz moją rodzinę w spokoju.

Laur-Cantons nie był przyzwyczajony do tak otwartych słów. Już miał wybuchnąć gniewem, lecz zobaczył, że dziewczyna wcale się go nie boi.

— Dobrze — mruknął. — Żadnych gróźb. Ziemia zostanie przy twoim ojcu.

— I jeszcze jedno — dodała. — Zgodzę się dopiero wtedy, gdy sama przekonam się, że mogę ci zaufać.

Mijał czas. Laur-Cantons rzeczywiście stał się bardziej opanowany. Przychodził do winiarza z podarunkami zamiast rozkazów, pomógł naprawić dach po burzy i nauczył się nawet pytać, zanim postanowi coś za innych.

W końcu najmłodsza córka zgodziła się zostać jego żoną.

Wesele było huczne. W domu pojawiły się nowe skrzynie, suknie, tkaniny i klejnoty. Wśród prezentów znalazł się delikatny złoty łańcuszek z małą blaszką, na której wyryto imię młodej gospodyni.

Minęło kilka szczęśliwych miesięcy.

Pewnego razu Laur-Cantonsa wezwano na dwór królewski w ważnej sprawie. Przed wyjazdem powiedział żonie:

— Nie nudź się beze mnie. Zapraszaj przyjaciółki, odwiedzaj ojca, żyj jak co dzień.

— Nie martw się — uśmiechnęła się. — Znajdę sobie zajęcie.

Na dworze Laur-Cantons spotkał kupca, który uwielbiał się przechwalać.

— Myślisz, że do twojego domu tak trudno się dostać? — zaśmiał się kupiec. — Wejdę do środka, nawet jeśli twoja żona nie zechce mnie przyjąć.

— Nie wejdziesz — odparł Laur-Cantons.

— Założymy się?

Laur-Cantons miał słabość do sporów i przystał na zakład. Kupiec postawił towar ze swojego sklepu, a Laur-Cantons znaczną sumę pieniędzy.

Kupiec pojechał pod jego dom i zapukał do bramy.

— Przywiozłem list od pani męża! — zawołał.

Służący zaproponowali, by przekazał list przez furtkę, ale bramy nie otworzyli.

Kupiec stał tam aż do wieczora i zrozumiał, że przegrał.

Rozzłoszczony ruszył leśną drogą. Spotkał na niej staruszkę handlującą jabłkami i ziołami.

— Dlaczego tak tupiesz, że aż ptaki uciekają? — spytała.

Z początku odburknął jej niegrzecznie, lecz potem pomyślał, że każda rada jest lepsza niż utrata towaru, i opowiedział o zakładzie.

Kobieta chytrze zmrużyła oczy.

— Może ci pomogę. Pamiętaj jednak: kto zaczyna oszukiwać, sam może łatwo wpaść w pułapkę.

Napełniła koszyk jabłkami i poszła do domu Laur-Cantonsa.

— Otwórz, drogie dziecko — powiedziała do gospodyni. — Przed laty znałam twoją rodzinę. Przyniosłam ci mały podarunek.

Młoda kobieta uwierzyła jej i wpuściła do środka.

Gościni była uprzejma, wypytywała o wesele i podziwiała haftowane suknie. Kiedy gospodyni otworzyła skrzynię z biżuterią, staruszka niepostrzeżenie wsunęła złoty łańcuszek do rękawa.

Potem zaniosła go kupcowi.

Ten natychmiast popędził na dwór.

— Patrz! — zawołał, pokazując z daleka łańcuszek. — Byłem w twoim domu i mam dowód.

Laur-Cantons ujrzał klejnot z imieniem żony i natychmiast odezwała się jego dawna porywczość.

Nie zapytał, jak kupiec zdobył łańcuszek. Nie pomyślał, że ktoś mógł go ukraść. Nie pozwolił żonie niczego wyjaśnić.

Wrócił do domu i powiedział chłodno:

— Pakuj rzeczy. Już ci nie ufam.

— Dlaczego? — zdumiała się.

— Widziałem twój łańcuszek w cudzych rękach.

— To zapytaj mnie, jak się tam znalazł!

— Już zdecydowałem.

Te słowa zabolały bardziej niż kłótnia. Żona spojrzała na niego i cicho odparła:

— Obiecałeś, że nauczysz się ufać. Gdy tylko zrobiło się trudno, znów postanowiłeś wszystko sam.

Laur-Cantons kazał zawieźć ją do nadmorskiego miasta i dał pieniądze na drogę. Sam nie pojechał nawet jej pożegnać.

Tak opuściła dom, w którym jeszcze tego ranka była gospodynią.

Nad morzem nie straciła jednak głowy. Zdjęła odświętny strój, kupiła prosty podróżny płaszcz i postanowiła zacząć od nowa.

W mieście wiele wtedy mówiono o królewskiej córce, która od dawna chorowała. Najlepsi lekarze spierali się ze sobą, ale chora nie odzyskiwała sił.

Młoda kobieta od dzieciństwa znała się na ziołach. Ojciec pokazywał jej, które liście łagodzą gorączkę, jakie jagody nadają się na napoje, a których roślin należy unikać.

Poprosiła o pozwolenie na pomoc lekarzom.

— Nie obiecuję cudu — powiedziała. — Być może znam jednak napój, który doda królewnie sił.

Królewska córka zgodziła się spróbować.

Pierwszego dnia po ciepłym naparze ziołowym mogła spokojnie zasnąć. Drugiego poprosiła o otwarcie okna. Trzeciego siedziała już w ogrodzie i słuchała ptaków.

W pałacu zapanowała radość.

— Jakiej pragniesz nagrody? — zapytał król.

— Daj mi pracę, w której trzeba nie tylko mówić, lecz także myśleć — odparła. — Chciałabym służyć miastu.

Król docenił jej rozum i mianował ją pomocnicą zarządcy miasta. Z czasem tak sprawnie rozstrzygała ludzkie spory, że powierzono jej samodzielne prowadzenie miejskich spraw.

Pewnego dnia trafiła do niej skarga na kupca, który podstępem przywłaszczył sobie cudze rzeczy. Jego imię wydało jej się znajome.

Poleciła wezwać go na rozmowę.

— Opowiedz, skąd wziął się u ciebie złoty łańcuszek z cudzym imieniem — powiedziała.

Kupiec zaczął plątać się w wyjaśnieniach, lecz w końcu przyznał się do zakładu i opowiedział o staruszce.

Odnaleziono również ją. Wyznała, że dostała się do domu pod zmyślonym pozorem i zabrała klejnot.

Wtedy zarządczyni zaprosiła Laur-Cantonsa.

Przybył i z początku nie poznał żony w poważnym stroju miejskiej urzędniczki.

— Co zrobiłeś, kiedy zobaczyłeś łańcuszek u kupca? — zapytała.

— Rozgniewałem się.

— Wysłuchałeś żony?

Laur-Cantons spuścił wzrok.

— Nie.

— Sprawdziłeś słowa kupca?

— Nie.

— Największe oszustwo nie zaczęło się więc od kradzieży łańcuszka — powiedziała. — Zaczęło się wtedy, gdy prędzej uwierzyłeś własnemu gniewowi niż bliskiej osobie.

Laur-Cantons wreszcie ją rozpoznał.

— To ty…

— To ja.

Długo milczał.

— Postąpiłem niesprawiedliwie. Nie proszę, żebyś o tym zapomniała. Proszę jednak o wybaczenie.

Kupcowi nakazano zwrócić wartość zakładu tym, których w niego uwikłał, staruszce zaś wynagrodzić kradzież. Obojgu zabroniono posługiwać się podstępem w handlu, a miasto objęło ich interesy nadzorem.

Żona nie spieszyła się z odpowiedzią dla Laur-Cantonsa.

— Przebaczenie nie jest drzwiami, które otwierają się na jedno słowo — oznajmiła. — Zaufanie trzeba będzie odbudować.

Laur-Cantons przyjął te słowa.

Został w mieście na kilka miesięcy, pomagał winiarzom, pracował z kupcami i uczył się słuchać do końca, zanim pozwoli sobie na gniew.

Dopiero wtedy żona powiedziała:

— Teraz widzę, że naprawdę się zmieniłeś. Spróbujmy jeszcze raz.

Wrócili do domu razem. Ojciec i siostry powitali ich radośnie, lecz najmłodsza córka nie była już tą samą dziewczyną, która kiedyś przyszła prosić, by nie krzywdzono jej rodziny. Teraz sama kierowała ważnymi sprawami i znała wartość własnego głosu.

Odtąd, ilekroć Laur-Cantons słyszał plotkę albo widział coś niezrozumiałego, nie wyciągał pochopnych wniosków.

Najpierw pytał.

Potem słuchał.

Dopiero na końcu podejmował decyzję.

A w ich domu często powtarzano proste przysłowie:

— Prawda woli uważne ucho od donośnego głosu.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨